Korczak (1990)

Korczak (1990)

6 kwietnia 2014 Drama 0
korczak poster
Andrzej Wajda
Biograficzny & Druga Wojna Światowa

Chodziłem do szkoły imienia Korczaka, to była moja pierwsza podstawówka. Gdybym do owej szkoły nie chodził, mam wrażenie, że potem już bym ani razu o Korczaku nie usłyszał.

Był on doktorem, Polskim Żydem, który został zapamiętany przede wszystkim jako pedagog i działacz na rzecz praw dziecka. Film zaczyna się od audycji radiowej, którą Pan Doktor prowadził, a została niedługo potem zdjęta z anteny (bo władza naciskała). Potem jest już przeskok do wybuchu WW2 i odesłanie Żydów do getta. Nie ma tu nic o karierze wojskowej Doktora, jego epizodzie z pisaniem (felietony, książki, „Król Maciuś”), właściwie tylko okres od zamknięcia za murami getta do wyjścia z nich.

To ciężki film z dwóch powodów. Z jednej strony jako widz byłem konfrontowany z wieloma porażającymi scenami, o których zapewne nie myśleliście do tej pory, gdy stykaliście się z tym tematem. Choćby przyjaźń małych dzieci, góra po 12 lat oboje mieli, jeszcze nie było w tym nawet namiastki seksualności. Ona została po aryjskiej stronie, on był Żydem. Krótki, poboczny wątek. Z drugiej strony jest wręcz zerowa ocena moralna Korczaka ze strony twórców. Są tylko fakty, to co robił i z jakich powodów. Widz zostaje sam ze sobą po seansie, jeśli chce uzyskać odpowiedź na pytanie, czy decyzja Korczaka o pozostaniu z młodymi do końca była słuszna.

Jest tu wiele elementów romantycznych – uciekinier biegnie ulicami i krzyczy o poranku do Żydów, że ucieczka jest możliwa, z radością obwieszcza dobrą nowinę, traci zainteresowanie ucieczką i wchodzi na most, by przemawiać i zaraz zostać rozstrzelany w anonimowym geście i z uśmiechem na ustach. W portrecie Korczaka też jest parę detali filmowych, które go nie zmieniają, ale pokazują… inaczej, niż mogliśmy przewidzieć. Ostatnia scena to czysta poezja, przepiękne zakończenie. Właśnie wtedy, gdy widz przygotowywał się na najgorsze widoki.

Widać momentami, że była to zbyt tania produkcja. Wiele scen zamknięto w monologu. Nawet nie dialogu, tylko właśnie przychodzi jedna postać, mówi o jakimś problemie, i w tym samym ujęciu go zamyka, by nie trzeba było do niego wracać. Poniższy cytat jest tego przykładem – pokazano jedynie parę ciał zbieranych z ulicy, a potem następuje ów monolog. Nie ma tu zastanawiania się na tym problemem, dochodzenia do wniosku, że nie można pomóc, nie ma załatwiania tego ani nic. Jeden z najlepszych tekstów zostaje wypluty do kamery przez… ekspedientkę w sklepie, która pojawiła się na ekranie na jakieś 40 sekund. Czy są to minusy? Mogę jedynie gdybać, że z większym budżetem byłaby to bardziej „pełna” opowieść.

Końcowy efekt i tak poraża. Historia, którą trzeba było opowiedzieć, człowiek, którego trzeba było zaprezentować. Czarno biała taśma, pozwalająca wpleść w ujęcia fikcyjne prawdziwe nagrania archiwalne. Narracja trzymająca się konkretów i realiów oraz twórcy wiedzący, kiedy zmienić styl i postawić na poetykę, oraz jak to zrobić.

Cytaty

Jak pan dobrze wie… Jak pan dobrze wie, codziennie na ulicach znajduje się po kilkanaście trupów dzieci. Są to dzieci albo bezdomne, które umierają z głodu, z zimna albo z chorób; albo dzieci porzucone przez rodziców, bo nie stać ich rodziców, żeby ich pochować; albo dzieci postrzelone przez Niemców przy przechodzeniu przez mur. Szpitale są przepełnione i nie przyjmują tych umierających dzieci. Trzeba więc zorganizować im jakieś umieralnie. To nie wymaga ani dużo kosztów ani dużo miejsca. Wystarczy pokój, jakieś półki, coś jak w sklepie tekstylnym. Zresztą tych sklepów jest teraz dużo, dużo pustych, i można coś takiego zorganizować. Kładłoby się te dzieci umierające na tych półkach. Trzeba wynająć człowieka, trochę węgla, żeby ogrzać te pomieszczenia. Jeżeli my nie możemy tych dzieci uratować, to przynajmniej zapewnijmy im godną i ludzką śmierć, rozumie pan? Godną i ludzką śmierć!„.

***

Dostojewski mówi, że wszystkie nasze marzenia spełniają się w biegu lat, tylko w tak wynaturzonej formie, że ich nie poznajemy. A ja poznaję swoje marzenia z lat przedwojennych. Nie ja do Chin, ale Chiny przyjechały do mnie: chiński głód, chińska poniewierka sierot, chiński pomór dzieci… Przyjąłem dodatkową pracę w internacie na Dzielnej. Rzeźnia dzieci, dom przedpogrzebowy… Ale nie chcę zatrzymywać się nad tym tematem. Kto opisuje cudzy ból, jakby okradał, żerował na nieszczęściu, jakby mu było mało tego, co jest.”.

***

Miałem pięć lat, kiedy umarł mi kanarek. I chciałem na jego grobie postawić krzyż. Ale służąca powiedziała mi, że nie wolno, bo on ptak. Coś bardzo niższego niż człowiek. Nawet płakać to grzech. Ale gorsze, że syn dozorcy powiedział, że kanarek też był Żydem. I ja, ja też Żyd. A on Polak, katolik. On będzie w raju, a ja pójdę do… do czegoś co wprawdzie nie jest piekłem, ale gdzie jest ciemno. A ja bałem się ciemnego pokoju.

***

Co to jest? To jest zepsute. Pani jest oszustką. Co to jest?
Pani kochana, czego pani ode mnie chce? Ani to nie jest towar, ani to nie jest sklep, ani pani nie jest klientką, ani ja nie jestem kupcową, ani ja pani nie sprzedaję, ani pani mi nie płaci, bo przecież te papierki to nie są pieniądze. Pani nie traci, ja nie zarabiam, a kto dziś kogo oszukuje i po co mu to? Tylko trzeba coś robić, no nie?„.