King’s Row (1942)

King’s Row (1942)

22 lipca 2018 Opinie o filmach 0
kings row
Sam Wood
Ronald Reagan
Psychologia & Małe miasteczko & Wszystko jest możliwe!

Przejście w XX wiek całej Ameryki. Więcej ludzi powinno biegać po polu w kierunku siebie nawzajem.

 

Tytułowe King’s Row to nazwa lokacji – małego miasteczka będącego poza centrum wydarzeń wielkiego życia. To typowa wioska, w której dzieci chodzą po drzewach, kilka rodzin jest bardzo bogatych, a liczba lekarzy wynosi w przybliżeniu jeden. Czas wydarzeń – końcówka XIX wieku. Zaczynamy w momencie, kiedy nasi bohaterowie dopiero poznają życie: mają kilka lat i zawierają wieczną przyjaźń. 1942 rok to nie tylko okres przygotowywania się do udziału w wojnie, to też moment, kiedy studia chciały powtórzyć sukces „Przeminęło z wiatrem„. Tamtą produkcję kończył reżyserować również Sam Wood, który w 1943 roku pod podobnymi ambicjami będzie próbował rozdmuchać „Komu bije dzwon” Hemingwaya, stąd też rozmach „King’s Row” (film oparty na powieści z 1940 roku). Jednak jest to rozmach nietypowy, ponieważ akcja jest rozpisana tylko na kilku bohaterów, iż życie nie toczy się na tle wielkich wydarzeń, bardzo rzadko też opuszczamy tytułowe miasteczko. Mimo to udaje się w ciągu tych zaledwie dwóch godzin doznać wrażenia, że oto świat zmienia się przed naszymi oczami.

Czuć też podczas seansu, że coś w pierwotnej wersji trzeba było namieszać, aby dało radę to zaadoptować na duży ekran. Nie jest to wadą, ale czuć podczas oglądania, jakby kilka opowieści toczyło się jednocześnie. „King’s Row” to taka produkcja, w której główny bohater może zniknąć z ekranu na pół godziny, a historia będzie toczyć się dalej – po prostu ktoś inny będzie wtedy w centrum wydarzeń. Oglądamy ich od momentu, kiedy są dziećmi, aż po osiągnięcie przez nich nie tylko wieku dojrzałego, ale i dojrzałości właściwej. Początkowo historia składa się z dwóch wątków prowadzonych równolegle – jednym jest główny bohater, Parris, który zostaje lekarzem w trakcie, kiedy jego babcia ciężko choruje i może umrzeć. Drugim wątkiem jest ukochana bohatera, Cassie, która od lat żyje w zamknięciu, a jej dom skrywa aura tajemnicy. Jej ojciec, głowa rodziny, trzyma wszystkie drzwi zamknięte i pilnuje, by nic co tam jest, nie ujrzało niepowołane ludzkie oko.

Tak, Parris to imię naszego protagonisty.

Te dwa małomiasteczkowe wątki to tylko wstęp do dużo większej historii. Przyznaję, trzeba trochę poczekać, aż ten trwający prawie 130 minut film zacznie robić wrażenie, ale kiedy już wszystkie klocki wejdą na swoje miejsce, wtedy zaczyna się naprawdę niesamowity seans. Wtedy „King’s Row” staje się autentycznym freskiem o ludzkości wchodzącej w XX wiek, o przyjaźni i poważnych zmianach, objawiających się przede wszystkim w postrzeganiu i rozumieniu podstawowych rzeczy, które nas otaczają. Czasami ta zmiana jest trochę zbyt wyraźnie zaprezentowana, ale można to zrozumieć – w końcu to historia pięciu ludzi mieszkających na wzgórzu, dlatego łatwo mi zaakceptować, jak na początku co chwila słyszałem, że kobieta jest „tylko kobietą” i „nie zna się na pieniądzach, nie pomoże” itd. Trzeba było to jasno powiedzieć, aby pod koniec projekcji widz odczuł postęp, widząc kobietę pracującą. Inne różnice zaznaczono nieco subtelniej, dla przykładu popularność niepiśmiennych osób.

King’s Row” opowiada przede wszystkim o czasach, kiedy do ludzkiej świadomości wchodziło pojęcie psychologii i problemów psychicznych. jednak w tych słowach zawiera się też coś więcej, spojrzenie na człowieka jako takiego, zrozumienie go, spisania jego bogatszej definicji. Nowy wiek przynosi nowe wyzwania przed naszymi bohaterami, a oni ruszają do przodu i robią rzeczy, które jeszcze kilka lat wcześniej nie byłyby do pomyślenia. Koniec nigdy tak naprawdę końcem nie jest. Ilość tematów podjętych w końcówce tej produkcji urywa łeb, a seans kończy się na gigantycznej nucie wzruszeń i optymizmu. Klasycznie melodramatyczny finał w najlepszym wydaniu, kiedy wszyscy bez zahamowań wyrażają wszystkie emocje, biegają, przeżywają, muzyka rośnie i otrzymujemy napis THE END. Można się wtedy zapomnień. Polecam!

Dwie piękne sceny

Pierwszy moment sam na sam, zakochanych oświetlonych tylko piorunami. Ona biegnie do drzwi, zamyka je i zapada ciemność – wydaje się, jakby odeszła, ale wtedy błyska za oknem i przez chwilę widać wnętrze, a tam – ona! Podbiega do ukochanego i ponownie znikają w ciemności.

Potem jeszcze był moment czytania listu, podczas której to każda nuta ścieżki dźwiękowej była we właściwym miejscu, mówiąc o oczach głównego bohatera. Że też tak można robić… Więcej ludzi powinno o tym wiedzieć.

Książka

Zawierała jeszcze wątki homoseksualne, ale film musiał sprostać wymaganiom kodeksu Hayesa. Miała się też ukazać kontynuacja literacka, ale autor umarł przed jej ukończeniem.

Muzyka

Jedną z pierwszych rzeczy, które zauważycie, będzie muzyka z „Gwiezdnych wojen„. Nie mówię tu o klasycznym Marszu, zresztą to co usłyszałem w „King’s Row” przywodzi mi na myśl bardziej prequele, ale nie mam wątpliwości, że stąd Williams czerpał też inspiracje do swojej twórczości. Nie trzeba się wsłuchiwać, te pięć nut przewija się podczas seansu bardzo często. Niemal co chwila.

Kto jest prezydentem?; - Ronald Reagan!; - Ten aktor?!

Tyle razy słyszałem powyższe słowa, ale dopiero teraz w końcu zobaczyłem Ronalda Reagana na ekranie. Znaczy, widziałem go już niby w „Mrocznym zwycięstwie” (1939), ale zupełnie nie zwróciłem na niego uwagi. Byłem skupiony na Bette Davis czy Bogarcie, reszta mnie nie interesowała. W „King’s Row” dostał jedną z głównych ról i wyróżnia się zdecydowanie.