Obsesja Eve („Killing Eve”, 2018-)

Obsesja Eve („Killing Eve”, 2018-)

29 sierpnia 2018 Opinie o filmach 0
killing eve
Phoebe Waller-Bridge
Sandra Oh, Jodie Comer, Fiona Shaw

Phoebe Waller-Bridge o cienkiej granicy między światłem i cieniem. Jedzenie ciasta, gadanie o ciuchach oraz szukanie mordercy.

4/5

Sezon I (2018) ★★★★

W Europie dochodzi do morderstwa. W sprawę zamieszana jest tajna organizacja oraz tajny wywiad. Po jednej stronie mamy bezbłędną zabójczynię, Villanelle, po drugiej kobietę zza biurka, Eve, bez poważnego doświadczenia w zawodzie. Obie te kobiety będą na siebie nawzajem polować, chociaż niekoniecznie z tych samych powodów.

Określenie tonu Killing Eve jest cokolwiek problematyczne. Obecna jest tu tytułowa Eve – osoba z zewnątrz, która podchodzi do wszystkiego na zasadzie jak umiem, bez nadęcia wchodzi w świat tajnego wywiadu. Po drugiej stronie jest profesjonalistka w każdym znaczeniu tego słowa. Nikt jej nie widzi, nie zostawia po sobie śladów, bierze każde zlecenie i ze wszystkim sobie poradzi. Każda z tych postaci oferuje inną atmosferę. Jeśli Eve jest w niebezpieczeństwie, to biegnie do łazienki i szuka czegoś do obrony. Czas się kończy, więc w panice sięga do… Szczotki toaletowej. To jest zabawne. Nie zmienia to faktu, że jednak wciąż jest w niebezpieczeństwie. Tutaj przechodzę do drugiej strony medalu: Killing Eve jest poważne i mroczne. Gdy ludzie umierają, to najpierw się boją, a potem cierpią. W śmierci nie ma nic poetyckiego, a nasza antagonistka jest fascynującą wariatką, która podziwia akt umierania oraz delektuje się swoją władzą nad życiem innych.

Nie mogę znaleźć słowa w języku polskim, które mogłoby oddać tonację Killing Eve. Nie jest to thriller szpiegowski, nie jest to komedia kryminalna, kino obyczajowe ani dramat. Nie wiem, czy w ogóle można to nazwać. To trzeba zobaczyć.

Ważniejsze jest, że to pasuje do tej produkcji, podkreślając jej najważniejszy motyw: cienką granicę między światłem i cieniem. Między fascynacją i strachem, między miłością i nienawiścią, między kochanie i ranieniem. Tak jak trudno określić tonację Killing Eve, tak samo trudno jest powiedzieć, która z postaci jest dobra lub zła, jak łatwo niektórym zmieniać strony wciąż walcząc o to samo; jak łatwo jest się zapomnieć i nie być pewnym, o co tak naprawdę zabiegamy. Z antagonistką można pogadać o ciuchach, osoby zaufane mogą zdradzić, a szef może okazać się… A, sami zobaczycie.

Autentycznie nie mogę się doczekać drugiego sezonu. Europa padnie na kolana, już to czuję.

Sezon II (2019) ★★★

Wiecie co? Mało mnie ten sezon obszedł.

Twórcy mają taki plan, aby każdy sezon miał inną panią showrunner. Phoebe Waller-Bridge odeszła, jej miejsce zajął ktoś inny. Groźnych, zwichrowanych bohaterów, którzy potrafili przerazić, zastąpiono… cóż, „klaunami” to zbyt mocne słowo, ale faktem jest, że ten serial jest obecnie bardziej zabawny. Nie jest to wadą, wciąż bawiłem się dobrze, ale równocześnie trudno mi brać ten tytuł na poważnie, zaangażować się i wyczekiwać kolejnego odcinka, a co dopiero kolejnego sezonu.

Villanelle nie jest już groźnym antagonistą, teraz jej ekscesy głównie bawią. I dobrze, potrzebuję w końcu śmiać się ze skręcania karku dzieciom, a ona umie mi to zagwarantować (serio jest taka scena – i w jakiś sposób jest to przezabawne!), jednak przyzwyczaiłem się wymagać więcej od tej postaci. Jej relacja z Eve nie ma już w sobie tej zwichrowanej opowieści, jest wręcz akceptowana przez innych bohaterów, a tym samym jest tylko bardziej niedorzeczna. Historia znowu nie ma zbyt wiele, nowy główny antagonista niestanowi szczególnego zagrożenia dla nikogo. Scenariusz rozłazi się, a scenarzysta nie miał pojęcia, w którą stronę którykolwiek z wątków pociągnąć – tym samym każdy jest jakoś rozpoczęty, ale na tym kończymy. Urwany finał dopełnia głupi zwrot akcji polegający na tym, że udajemy, iż jedna z postaci nie żyje. W czasach, kiedy trzeci sezon jest ogłoszony, zanim jeszcze drugi dobił do końca. Ech.