Justified (2010-15)

Justified (2010-15)

7 kwietnia 2019 Opinie o serialach 1
Justified
Timothy Olyphant & Walton Goggins & Natalie Zea
13 odcinków w sezonie po 45 minut każdy

Nieoczywisty i niełatwy. Jestem dobrej myśli.

4/5

Sezon I (2010) ★★★★

Był taki wybitny serial pt. The Shield (w polskiej telewizji jako Świat gliniarzy, dostępny obecnie na Amazon Prime). Grał w nim Walton Goggins, główny bohater imieniem Vic był policjantem wolącym podążać za swoimi regułami niż tymi prawnymi, a kierunek fabularny mocno znaczyły wydarzenia z pierwszego odcinka. Dwa lata po The Shield otrzymujemy Justified – gra tu Walton Goggins, główny bohater imieniem Raylan mocniej wierzy w swoje zasady niż te ustanowione przez sąd, a w pierwszym odcinku zabił człowieka. Wydarzenie to wyglądało jak wyjęte z westernu, tylko w tym przypadku dwóch kowbojów siedziało przy stoliku. Nadal jednak doszło do pojedynku na rewolwery – tamten wyciągnął broń pierwszy, ale Raylan i tak zdążył go zastrzelić wcześniej. W jego opinii było to uzasadnione (Justified).

Raylan w konsekwencji opuszcza Florydę, zostaje przeniesiony do Kentucky – w jego rodzinne strony. Zna tam wiele osób i niekoniecznie ma ochotę znowu ich widzieć. Szybko pakuje się w kłopoty, od których nie będzie mógł uciec…

Podobieństwa do The Shield na tym się nie kończą, bo podobnie jak tam, pierwsze odcinki Justified są dosyć proste i oczywiste. To znajome odcinki o policjantach i złodziejach, które trwają tylko jeden odcinek. Wyróżnia je pewne skomplikowanie, np. poprzez wprowadzenie jakiejś trzeciej strony lub trzeciej opcji (kiedy myślimy, że dana sytuacja może skończyć się na jeden z dwóch sposób, nagle okazuje się, że możliwe jest jeszcze trzecie wyjście). W ten sposób nawet typowe odcinki tego serialu mogą trzymać w napięciu. A takich typowych nie ma jakoś dużo tak naprawdę.

Nad każdym odcinkiem wisi główna fabuła i wciąż powracamy do tej pierwszej sceny, w której Raylan zastrzelił przestępcę. Padają coraz to nowe pytania – czy musiał to zrobić, czy były inne opcje, czy specjalnie prowokował przeciwnika, aby ten w niego wycelował? Czy Raylan ma tendencję do zabijania, czy trzeba go pilnować?

Sezon pierwszy kończy się w satysfakcjonujący sposób. Ma intrygujących bohaterów, których jeszcze w całości nie poznaliśmy. Nie wiemy, kto w tym świecie jest godny zaufania i co z tego wszystkiego wyniknie. To niełatwy i nieoczywisty tytuł, którego będę dalej oglądać.

I na razie prezentuje się o wiele lepiej od The Shield, które eksplodowało tak naprawdę w trzecim sezonie, aby obrać kurs na bycie jednym z najlepszych seriali w historii. Jestem więc dobrej myśli.

Sezon II (2011) ★★★★

Dobra historia i kilka nowych świetnych postaci, ale to jeszcze nie jest ten poziom, który nie pozwala mi się oderwać od włączenia następnej serii. Twórcy na pewno się rozkręcają i bardziej stawiają na dużą historię rozłożoną na wszystkie odcinki, niż pojedyncze mocne – chociaż te też są, jak choćby Cottonmouth (2×05). Raylan ponownie spotka starych znajomych, tym razem będzie to rodzinę Bennettów, którzy rządzą okolicą i są w konflikcie z rodziną Givensów od wielu dekad. Twórcy przygotowali tutaj opowieść o walce o ziemię i o ludziach, którzy weszli na złą drogę z myślą o swoich wnukach – popełniają zbrodnie, żeby ich wnuki mogły żyć godnie bez sięgania po takie metody. Do tego kilka osobistych kłótni o to, kto ma ile i w jaki sposób zarabiać, a także niektórzy znajdą sobie drugą połówkę… I niekoniecznie będą z tym szczęśliwi. Całkiem solidnie.

Ciekawa jest kwestia obsady, ponieważ (oprócz zwyczajnie świetnych bohaterów, jak Loretta*) widzę tu aktorów, którzy raczej nie mieli szansy zagrać prawdziwie antagonistycznej postaci. Do tej pory kojarzę ich raczej z odgrywania osób pozytywnych i łagodnych. Przykłady? Jeremy Davis, grający Daniela w Lost, emocjonalnego dziwaka i bardzo miękkiego człowieka, mającego problem ze złożeniem zdania. W Justified gra członka rodziny, który rządzi całą okolicą – kalekę, którego jednak nie można zlekceważyć, bo zawsze znajdzie sposób, aby kogoś zranić. A zlekceważyć go bardzo łatwo, kiedy zabrany między drzewa z rewolwerem przy skroni zacznie błagać i płakać, będzie żałosny i szkoda będzie go ukarać. Kolejny przykład: Michael Mosley, który w Scrubs czy Seven Seconds wcielał się w rolę sympatycznego człowieka, który uśmiecha się nawet wtedy, gdy inni odwracają się do niego plecami. W Justified z kolei kręci napad na sejf i nie przewiduje nawet, żeby wszyscy jego koledzy wyszli z niego żywi. Bezwzględna osoba, która chce wejść do gry, szybko się wzbogacić i uciekać przez resztę życia. W jednym odcinku pojawi się też Chadwick Boseman (grający Czarną Panterę), aby pokazać, że umie też wcielić się w postać, którą warto brać na poważnie.

*Loretta to Top 3 najlepszych postaci granych przez nieletnich w historii kina, zdecydowanie (tuż obok Matyldy z Leona i Sally Draper z Mad Men). Jak tylko ją zobaczyłem, to miałem tę samą reakcję, co po poznaniu Ciri w jednym z opowiadań o Wiedźminie. Miałem nadzieję, że wróci w kolejnych częściach – a nie wiedziałem wtedy, że cały Dziki gon jest skonstruowany wokół niej! Loretta pojawi się jeszcze w kilku odcinkach, ale nie sprawdzałem, które będą ostatnimi. Chcę być zaskoczony i liczę, że dotrwa do końca tej opowieści. Wcieliła się w nią Kaitlyn Dever (faktycznie mająca wtedy 15 lat), która później pokazała swoje umiejętności na dużym ekranie, wcielając się w Jayden w filmie Przechowalnia numer 12.

Sezon III (2012) ★★★★

Kolejny sezon – oglądam, ale jakbym przerwał, to też nic by się nie stało.

Seria odcinków niby powiązanych, ale też ogląda się w dosyć sporym oderwaniu od siebie nawzajem. Wciąż często są historie i bohaterowie obejmujące swoją obecnością tylko jeden odcinek. To wciąż męska opowieść o ludziach umiejących walczyć o swoje, grozić i oddać, gdy przyjdzie do rękoczynów. Wciąż otrzymujemy od czasu do czasu jakiś kozacki moment – z obrusem w pierwszym odcinku, potem scena nawiązująca do Pulp Fiction i przypadkowego spotkania z Marcelusem, pojedynek wieśniaka z właścicielem lombardu, strzelanie podczas bycia przygniecionym innym ciałem…

Wszystko zmienia się w okolicy 7 odcinka, kiedy to zaczynamy jedną długą, dramatyczną podróż, niemal wyścig – i aż do końca trwa nerwowa gra wszystkich ze wszystkimi. Co prawda tu i tam ktoś szczęśliwie zniknie, żeby konfrontację z nim można było odłożyć na następny odcinek – ewentualnie ktoś podejmie głupią decyzję, więc sytuacja znowu się rozciągnie, ale to i tak kawał znakomitego kina trzymającego w napięciu. Ten serial staje się coraz lepszy z sezonu na sezon.

– Wait, why did you throw a bullet at him?
– I was trying to make a point.
– Which was?
– Get the hell out of Kentucky and don’t come back.
– How is throwing a bullet at him gonna accomplish that?
– Told him the next one might be coming a little faster.
– Deputy, that might be the coolest thing I’ve ever laid ears on. (…) You come up with that all on your own?
– Heard it on the Johnny Carson Show once. He was telling some old gangster story (…).
– Well, that just gets better and better, huh?

Sezon IV (2013) ★★★★★

Najwyraźniej mogę pokusić się o stwierdzenie, że ten serial rozkręca się w drugiej połowie trzeciego sezonu. I poziom ten przechodzi płynnie na czwartą serię, która zaczyna się od mocnego uderzenia: 30 lat temu skoczek spadochronowy zabił się, lądując na przedmieściach. Co się stało? Kim on był? Z czasem dowiadujemy się, że w ten sposób umarł pewien ważny człowiek. Problem w tym, że dzisiaj pojawił się trop wskazujący na to, że wtedy mógł jedynie upozorować swoją śmierć.

Taka historia ląduje więc na polu pomiędzy ludźmi, których już znamy – to bezwzględni policjanci i złodzieje, kilka różnych grup walczących między sobą i zawierający tymczasowe sojusze, aby połączonymi siłami wykończyć kogoś trzeciego. Policja chce złapać zaginionego pierwsza dla jego zeznań – umożliwią posadzenie za kratkami prawdziwych przestępców. Przestępcy chcą go znaleźć, żeby go sprzedać. Zaczyna się meksykański stand-out tak złożony, że do końca nie byłem pewny, na czym to wszystko się zakończony. A sam główny wątek jest naprawdę ciekawy, a jego rozwiązanie zaskakujące.

Ludzie krzyczą, ludzie umierają, ludzie zastawiają pułapki. I walczą przy tym o to, żeby nie przekroczyć cienkiej granicy, za którą już nie będą sobą. Wciągające i trzymające w napięciu kino!

Sezon V (2014) ★★★★

Jak to jest, że każdy w tym serialu jest dobrym aktorem? Pomijam już regularną obsadę czy takie tuzy aktorstwa, jak Walton Goggins – ale Amaury Nolasco (Fernando Sucre z Prision Break)? Amy Smart? Dający radę zagrać twarde, pełnowymiarowe postaci? Niewiarygodne.

Nie mam poza tym wiele do dodania – dostajemy dobrą fabułę z rywalizacją dwóch rodzin i przemytem narkotyków z Meksyku do Kentucky, pełną zwrotów akcji i dobrych postaci. Całość nie rozwija jednak głównego bohatera i nawet trudno teraz pamiętać, jak bardzo ten człowiek chciał wrócić do Florydy, gdy teraz bierze urlop, by tam pojechać, a i tak tam nie trafia. Jakoś trudno kupić motywację tej postaci. Podobnie jak trudno uwierzyć w wątek przemiany Avy w więzieniu – coś zbyt łatwo się poddaje i robi tam swój drugi dom, pracując nad swoją reputacją w oczach innych więźniów płci żeńskiej. Zapamiętam młodego, który przyznał się do zabójstwa, jego wujka/brata, ojca oraz jednonogiego hakera. I żonę, graną przez Karolinę Wydrę.

Boyd Crowder to nadal skarb narodowy.

Sezon VI (2015) ★★★★

Wystarczająco dobry, aby obejrzeć całe sześć sezonów, ale na listę ulubionych to nie dodam.

Ostatni finał dostarcza świetną opowieść z włamem do banku, którego skutki są nie takie, jak się wielu wydawało. To porusza całą masę wątków i pytań – choćby o prawdziwe motywacje stojące za tym napadem. Mnóstwo ludzi kłamie, zdradza, strzela i ginie. Zapamiętam próbę wysadzenia sejfu („No phones!”), trzymanie się swojego kodeksu w przyczepie, doceniam powrót do wątku kopalni i ogólnie świetnie się ogląda, a finałowy odcinek dostarcza, co powinien. I dopiero po całej tej przygodzie dowiedziałem się, że Boyd Crowder – jedna z najlepszych postaci w historii telewizji – miała zginąć w pierwszym odcinku. Bez jaj.

I może dlatego twórcom tak trudno było określić relacje między nim i głównym bohaterem. W przedostatnim odcinku Raylan i Boyd są w lesie po nocy i pada pytanie: „Czemu tak bardzo chcesz mnie zabić?”. I na to nie ma żadnej odpowiedzi. Po prawdzie wiele motywacji wśród bohaterów pozostaje nieokreślonych. Tylko w tym sezonie wielu ważnych graczy może po prostu odejść od stołu, ale przy nim zostają i tak naprawdę trudno mi było z tym sympatyzować, bo czułem raczej potrzebę scenarzystów, by doprowadzić do wielkiego konfliktu między wszystkimi, niż czułem potrzebę postaci, by doprowadzić… tak naprawdę nie wiem, do czego. Nawet wielki finałowy pojedynek w samo południe rozgrywa się między Raylanem i gościem, który pojawił się znikąd kilka odcinków wcześniej i z tego co wiem, nie miał żadnego interesu, by brać w tym udział. Może poza tym, że lubił zabijać, a to słaba motywacja.

I to odróżnia właśnie ten serial od czegoś naprawdę wielkiego. Nie czułem, że bohaterowie sami siebie skazują na podążanie tą drogą i ich koniec musi być nieubłagany – jak to czułem w The Shield. Poza tym – naprawdę dobry serial.