John Adams (2008)

John Adams (2008)

29 maja 2020 Opinie o serialach 0
Tom Hooper
Paul Giamatti & Alexander Hamilton

Trzeba się przyzwyczaić, że wszyscy są biali i w ogóle nie rapują, ale poza tym ogląda się dobrze.

4/5

WYRÓŻNIENIE: Najlepszy film roku (Miejsce #8)
http://garretreza.pl/podsumowanie-2010/

Na początku serialu jest taka scena, w której Adams wybiega na ulicę i mamy ładny, dramatyczny mastershot – wydaje się, że wybuchł pożar i całe miasto leci na ratunek! Jednak stało się coś innego, Adams widzi efekt tego na swoje oczy. Następnie wraca on do domu, żona pyta go, co się stało?, mąż jest odpowiada – czyli mówi nam coś, co już wiemy. Dochodzi do powtórzenia informacji. I to już zapowiada poziom tej produkcji.

Tak, to jest mini-serial biograficzny opowiadający historię człowieka, który walczył o Niepodległość, Konstytucję i został drugim prezydentem Stanów Zjednoczonych. Wyreżyserowany w całości przez Toma Hoopera, który wtedy jeszcze nie zrealizował Jak zostać królem czy Nędzników, ale już podjął decyzję o tym, jak będzie wyglądał jego styl – kadry lubiące pustą przestrzeń obok postaci, zbliżenia na twarz i ogólna bliskość koło postaci, naturalne światło. Dzięki temu wszystkiemu technicznie John Adams zyskuje na autentyczności, scenografia, demokracja, kostiumy i cała reszta wyglądają naprawdę przekonywająco. W ciekawostkach można przeczytać o sporym przywiązaniu twórców do szczegółów historycznych (stroje zmieniające się z dekady na dekadę), a nawet przyłożyli wagę do stanu uzębienia Adamsa, żeby to z wiekiem faktycznie było coraz czarniejsze – czego zapewne nawet nie zauważycie sami z siebie, w końcu aktorom patrzy się w oczy. Niemniej, czarne zęby faktycznie można dostrzec. Scenariusz został z kolei oparty o książkę, która na początku XXI wieku zdobyła Pulitzera.

Sam scenariusz jednak jest jedynie wystarczający. Narracja skacze od jednego wydarzenia do drugiego, pomiędzy nie ma zbyt wiele przestrzeni, a sam czułem, że bez znajomości tej historii łatwo jest się zgubić i nie mieć pojęcia, dlaczego coś się dzieje. Twórcy raczej wychodzą z założenia, że jak coś się stało, to oni to pokażą. Francja faktycznie pomogła Stanom podczas walki o niepodległość, ale jako widz zostaje mi jedynie drapać się po głowie, jak do tego doszło? Albo skąd w ogóle wzięli pomysł, aby do Francuzów zwrócić się o pomoc? Ważne jednak, że to się wydarzyło, więc pokazujemy. Potem Waszyngton odmówił pomocy Francji, kiedy ta walczyła z Wielką Brytanią, co jest prawdą, ale… dlaczego? Cóż, ważne, że odmówił. Przejdźmy dalej.

Sam Adams jest człowiekiem bardzo elokwentnym i aktywnym, który walczy o swoje i męczy przeciwników własnej idei. Drąży skałę i działa według zasady „Jak nie drzwiami, to oknem”. Przy tym wszystkim jednak sportretowano jego działania tak, żeby wydawał się on osiągalny dla zwykłego widza. Jakby to była osoba, która kieruje się wyłącznie zdrowym rozsądkiem, co wystarczy mu, aby na drodze dyskusji i wymiany argumentów doprowadzić do narodzin narodu. Przyjemnie jest słuchać jego wypowiedzi, ale nie znajdziemy tam raczej słów, których nie znamy. Widzimy człowieka, który osiąga sukces w taki sposób, żebyśmy mogli pomyśleć: „Hej, ja też tak mogę”, popełniając przy tym błędy, które możemy zrozumieć i pomyśleć: „Ja bym na jego miejscu oczywiście zrobił coś innego!”. Samą historię opowiedziano z kolei po to, aby na koniec pokazać, że ważniejsze są małe rzeczy i to je powinno się doceniać każdego dnia.

W tym miniserialu chodziło po prostu o opowiedzenie historii, a w sposobie opowiadania chodziło o danie przestrzeni dla aktorów, żeby ich występy niosły tę narrację. Z tej dosyć równej i solidnej produkcji trzy momenty wybijają się, aby ostać w naszej pamięci – i tylko jeden nie jest oparty na aktorstwie. To moment, kiedy po czterech godzinach kłótni wszyscy zgadzają się na ogłoszenie niepodległości. I zapada cisza. I jest to piękna cisza! Nikt nie wie jak zareagować ani co powiedzieć. Dreszcze same wędrują po plecach! Pozostałe dwa momenty to mianowanie Waszyngtona na prezydenta (wzruszenie na twarzy Adamsa!) oraz spotkanie z Królem Brytanii (jakby mieli obaj chwycić za widły i zabić się nawzajem, ale elokwencją zyskują… Porozumienie). Naprawdę, Paul Giamatti pokazał klasę!

Jako ciekawostka, John Adams jest wystarczający. Poznamy trochę historii, obejrzymy świetnych aktorów i docenimy rewelacyjną scenografię czy kostiumy. I to może wystarczyć.

A jak Hamilton?… Nijak. Pojawia się w dwóch odcinkach i nie do końca wiadomo, o co mu chodzi, ale wiemy, że kłóci się ze wszystkimi. W tamtym momencie jednak wszyscy kłócili się ze wszystkimi i problem był taki, że nie mogli dojść do porozumienia. Podstawy do kłótni to już tam, detal, nie mówi się o tym za bardzo.