Jeździec bez głowy („Sleepy Hollow”, 1999)

Jeździec bez głowy („Sleepy Hollow”, 1999)

19 września 2018 Opinie o filmach 0
Jezdziec bez glowy
Tim Burton
Christopher Walken

Ma wady, ma poronione pomysły, jest definicją zmarnowanego potencjału – ale wygląda obłędnie.

Ichabod Crane żyje na przełomie XIX i XX wieku. Jest oburzony tym, że informacje podczas śledztw są wyciągane torturami. Sąd ma dosyć jego komentarzy i wysyła go do Sleepy Hallow, gdzie ma wyjaśnić serię morderstw. A potem brak sensu tylko rośnie…

Zacznę od tego, że zbyt szybko zmontowano sceny dialogowe. Same w sobie wymiany zdań są zazwyczaj dynamiczne, co montaż z pewnością oddaje. Problem w tym, że montażysta miał w ręku tylko dwa rodzaje ujęć – jedno z boku na osobę A i drugie, również z boku, na osobę B. Mówią oni szybko, ale cięcia następują co do milisekundy wtedy, gdy jedno kończy mówić. Nie na w tym naturalności, nie ma przestrzeni na grę aktorską, nie ma pokazanej reakcji A na to, co powiedział B.

I tak można gadać o wadach filmu jeszcze długo – historia? Nieistotna, nie zapada w pamięci. Bohaterowie zresztą to samo, a jeszcze do tego noszą w sobie czasami pokłady dziwności skierowane na reakcję humorystyczną u widza (a to bohater nosi ekscentryczne okulary, a to ktoś powie coś absurdalnego w poważny sposób). Do tego niepotrzebne wątki poboczne (romans, zazdrosny typ robiący żarty na bohaterze) czy bezsensowny wstęp i mamy tytuł… Do którego chcę wracać. Pomimo jego wad.

Widzicie… Uwielbiam ten film. Naprawdę. Wracam do niego już drugi raz w tym roku i chociaż oznaczało to obniżkę oceny wobec jej pierwotnej wartości (było pięć gwiazdek), to nie wyobrażam sobie, żeby to był mój ostatni seans. Na bank do niego wrócę w przyszłości. Jak nie podczas tego Halloween to następnego. Sleepy Hallow jest po prostu idealny na tę okazję, nawet jeśli puszczony w tle podczas imprezy. Ma wady, ma poronione pomysły, jest definicją zmarnowanego potencjału – ale wygląda obłędnie.

Wyobraźcie sobie lasy, których drzewa wyglądają na martwe w środku, nieporuszone, nieobecne, jakby czas się dla nich zatrzymał. Wyobraźcie sobie pogodę typową dla krótkiej chwili tuż przed zmrokiem, która wydaje się utrzymywać cały dzień. Dodajcie do tego mgłę, gęstą i nieubłaganą, klasyczną scenografię z kominkami, drewnem, malunkami… Jak to widzę na ekranie, to myślę tylko o tym, że bałbym się wyjść w ogóle na zewnątrz w takich warunkach. Obawa to tylko jedna z reakcji, inną jest fascynacja – patrzę na to wszystko jak na gwiazdy w bezchmurną noc. To jest jak widok, którego nie spodziewałem się dostrzec, ale tak się stało i teraz stoję, patrzę i nie myślę o tym, ile to tak naprawdę trwa.

Sleepy Hallow jest aż tak wizualnie olśniewające. To jeden z podstawowych tytułów, które będę polecał, jeśli chodzi o horrory.

PS

Odnośnie do teorii, że jest to film celowo słaby, ponieważ nawiązuje do produkcji studia Hammer… Tamte tytuły były dla mnie przede wszystkim reinterpretacją klasyki i stały prosto dzięki silnej sylwetce głównego bohatera, który był wyraźny, dwuznaczny oraz rewelacyjny pod względem dramaturgicznym. Tego Sleepy Hallow nie ma, ale miały znane mi filmy Hammera (jak Frankenstein czy Dracula. Jakby film Burtona miał takiego protagonistę, wtedy dałbym wyższą ocenę bez dwóch zdań.