Jak oglądać więcej filmów?

Jak oglądać więcej filmów?

16 października 2018 Blog 0
Fight Club Insomniac Norton

Od lat słyszę o statystykach dotyczących czytelnictwa. Książki mają szacunek w społeczeństwie, powstają nawet poradniki pomagające czytać więcej, zachęcające do tego. Postanowiłem więc stworzyć coś podobnego dla mojej ulubionej dziedziny sztuki - kina.

Początkowo miał to być tekst-żart (bo co tu radzić, siadaj i oglądaj, co tu jeszcze dodać?), ale chyba wyszedł mi faktyczny poradnik.

Ustal sobie limit oglądania, który jest w twoim zasięgu.

Najpoważniejszym błędem jest ustalić sobie nierealne albo trudne w realizacji warunki. Na przykład, że obejrzysz w ciągu miesiąca sto filmów albo zaliczysz TOP 250 IMDb w wakacje. To jest typowe na samym początku – macie po 15 lat, widzieliście do tej pory z 300 tytułów, które jesteście w stanie rozróżnić, postanawiacie poznać kino i nagle uświadamiacie sobie, ile znakomitych tytułów powstało i trzeba je wszystkie zobaczyć… Trzeba zaakceptować, że seans tysiąca filmów to plan na dwa lata, nawet przy utrzymaniu dobrego tempa.

Inną moją radą jest ustalanie sobie przeróżnych planów, np: jeden film dziennie lub pięć filmów tygodniowo, jeden sezon raz na tydzień lub dwa, jeden długi film (powyżej 3h) miesięcznie, jeden klasyk (sprzed 1950, 1990 czy 2000 roku, wedle uznania) na dwa tygodnie itd.

Pamiętajcie tylko, że ustalanie limitów nie powinno być narzucaniem sobie czegoś. Raczej powinno pomóc usystematyzować nawał filmów do obejrzenia. Mam różne systemy i dzięki temu nie myślę „Kiedy ja na to znajdę czas?”. Zamiast tego mam pewność, że kiedyś w końcu przyjdzie kolej na każdy tytuł. Za miesiąc albo za rok. A do tego czasu będę oglądać inne rzeczy, na których też mi zależy. Nie mam również wyrzutów sumienia, że lata mijają, a ja wciąż nie nadrobiłem filmografii Abela Gance’a. Jego kolej też przyjdzie.

Oglądaj to, co chcesz oglądać

Nikt nie ma prawa oczekiwać od ciebie oglądania czegokolwiek. To twój czas i tylko ty możesz decydować o tym, jak go zagospodarować. Jeśli myślisz, że jakiś film nie jest dla ciebie – nie zmuszaj się. Oczywiście, nader często warto zaryzykować, ale od ciebie zależy, jakie granice sobie wyznaczysz. Na pewno będą właściwe. Nie każdy film musi być intrygujący już na etapie planu lub opisu fabuły, ale też nie każdy film warty jest poświęcenia mu sześciu godzin, zanim się rozkręci. Czytajcie recenzje i wyciągajcie wnioski.

I nie zmuszajcie się do oglądania serialu, który wam nie siadł. Mimo, że wszyscy wam go polecają – oczywiście w całości, wszystkie 12 sezonów. Tylko się zniechęcicie w ten sposób do seriali.

Czytajcie recenzje we właściwy sposób

Czyli nie patrzcie na gwiazdki. Nie jest najważniejsze, czy autor tekstu poleca dany film lub nie – ważniejsze, co w samym filmie się znajduje. Jaki temat podejmuje i w jaki sposób to robi. W ten sposób można trafić na tytuł może słabszy, ale bardziej trafiający do nas. Wśród kinomanów jest to znanym zjawiskiem. Może akurat was też spotka takie szczęście?

Oglądajcie tytuły, które coś wam dają

Grupujcie filmy, żeby jak najwięcej seansów kumulowało się w coś większego. Chodzi o to, aby po obejrzeniu tych filmów można było powiedzieć: „tyle razy byłem w kinie w tym roku”, albo „tyle pozycji od tego reżysera widziałem”. Łapanie wielu srok za ogon po jakimś czasie sprawia, że zaczyna nam się wydawać, jakbyśmy stali w miejscu, chociaż oglądamy tyle samo co zawsze. Lepiej jest się skupić na jednym celu.

Jak choćby jakaś lista lub czyjś ranking. Tutaj pomagają strony internetowe pokroju ListChallenges albo iCheckMovies (chociaż żadna z nich nie zbliża się do poziomu zamkniętej już strony Listsofbests). RateYourMusic oraz IMDb z kolei pozwala zaznaczyć taką opcję, żeby ukrywało w rankingu głównym widziane przez was pozycje. To pozwala się skupić na następnych seansach, dając również satysfakcję z tego, ile już obejrzeliśmy.

A jeśli brakuje wam tego na filmwebie, to jeden z użytkowników zrobił do tego plugin.
https://www.facebook.com/groups/1716218615343980/permalink/1959809090984930/

Kup głośniki do domu

Lepsze warunki oglądania dają więcej przyjemności z seansu, czyli będziecie więcej oglądać oraz wracać do wcześniej widzianych pozycji, aby przetestować je na nowym sprzęcie. Można o to zadbać na wiele sposobów i tym samym wydać wiele pieniędzy, co jest inwestycją na lata. Ile ludzi tyle pewnie opinii – u mnie usłyszycie, że głośniki są najważniejsze. Obraz jest przynajmniej zbliżony poziomem do każdej swojej wersji i jeśli nie oglądacie na tragicznym sprzęcie z rozwalonym systemem barw, to będzie dobrze. Głośniki to jednak inna sprawa – tutaj mówimy często o różnych filmach, w zależności od tego, z jakim sprzętem audio oglądamy. Nie tylko słyszymy różne wersje, ale też często połowa dźwięków nam umyka. Jedyny problem jest taki, że szybko przyzwyczajamy się do tego, co słyszymy i to wydaje się nam „naturalne”. W tej sytuacji najlepiej przełączyć dźwięk w taki sposób, żeby wychodził z tanich głośników wbudowanych w monitor – natychmiast usłyszycie, dlaczego zainwestowaliście w system 2.1 (czy co tam sobie wybierzecie).

No chyba, że mówimy o zakupie telewizora 50” z zakrzywionym ekranem i podświetleniem tylnym. W takim wypadku zalecałbym zakup telewizora najpierw, ale jeśli stać was na takie coś, to zakup dodatkowych głośników jest już pryszczem. Podsumowując, mój ranking priorytetów wygląda następująco:

Po 1. Głośniki
Po 2. Fotel
Po 3. Monitor/telewizor

Głośniki to 200-300 złotych, monitor to jakieś 600 złotówek, fotel to już grubsza inwestycja. I trzeba go samodzielnie złożyć. W moim przypadku poszło 800 złotych i nie żałuję. Mam go od roku i nadal wygląda, jakby był dopiero co zakupiony. Tutaj w końcu nie chodzi tylko o oglądanie, to komfort życia i dbanie o właściwą pozycję kręgosłupa. Może nie odczujecie tego przy pierwszym kontakcie, ale wasze ciało szybko się przyzwyczai i będzie się domagać właściwego podparcia. Mój fotel ma dodatkowo odczepiane poduszeczki, więc mogę je brać ze sobą wszędzie – do kina czy na studia. A w kinach, nawet jeśli mają „fotele VIP”, za które trzeba płacić dodatkowo, wcale nie dbają o wygodę siedzenia.

I jeśli fotel jest dla was za drogi, spróbujcie zakupić właśnie takie poduszeczki. Kosztują niewiele więcej od obiadu, ale wasze kręgi szyjne oraz lędźwiowe będą wam wdzięczne. W takim wypadku ich zakup zalecam nawet bardziej od głośników.

Kup tablet

Szczególnie jeśli dużo podróżujesz, ale nawet kilka razy do roku w pociągu lub autobusie zyska na tym zakupie. Ma lepszą baterię niż smartfon, większy ekran, więcej miejsca na dysku i kosztuje mniej, z kolei nie jest tak ciężki i okablowany jak laptop. Solidny sprzęt znajdziesz już poniżej 300 złotych. Jeśli macie opory przed oglądaniem filmów w ten sposób – tablety są idealne do seriali. Szczególnie starych oraz tych ulubionych, które mają wiele odcinków, a wy nigdy nie macie czasu ich nadrobić.

Chyba że wolicie książki, ale w sytuacji, gdzie każdy pojazd ma włączone radio, to wolę założyć słuchawki i coś obejrzeć.

Kup hantle

Oglądacie film i ćwiczycie jednocześnie. Większości ćwiczeń oczywiście w takich warunkach nie da się zrobić, ale ramiona oraz przysiady można robić jak najbardziej. Jest to wydatek jakichś 50 złotych na start i od tamtego czasu oglądanie „Robocopa” jest dla mnie zupełnie innym doświadczeniem.

Dobry sposób, żeby urozmaicić sobie seans w inny sposób niż pauzowanie, aby sprawdzić pocztę lub przejrzeć forum. To jest też dobry sposób, żeby przebrnąć przez mniej interesującą część filmu, albo w ogóle dobrnąć do momentu, w którym zaczyna się rozkręcać. Inny scenariusz – jesteście zmęczeni, usypiacie, ale nie chcecie iść się zdrzemnąć. W takim wypadku zaczynacie ćwiczyć, krew zaczyna krążyć i rozbudzacie się, a seans jest kontynuowany.

Pojedź na festiwal filmowy

Szczególnie jeśli jesteście kinomanami od paru lat. W tej sytuacji zapewne minął wam etap ekscytacji z poznawania nowego. W takim wypadku festiwale z nowościami są idealne – bo nikt wam nie może obiecać, jak zareagujecie na każdy z obejrzanych tytułów. Będziecie pionierami, wasza reakcja będzie w pełni wasza. W ten sposób po latach bycia kinofilem odkrywanie kina zaczyna się na nowo.

Inna wartość to ludzie, których tam spotykacie. Niby każdy lubi obejrzeć film, ale mało kto interesuje się kinem i nie ma wielu miejsc, gdzie taką osobę można spotkać. Poznawanie osób, z którymi można rozmawiać o filmach, jest najprostszym sposobem na to, żeby oglądanie stało się czymś więcej niż spędzaniem czasu lub statystyką. Bez tego jest większa szansa, że się wypalicie i znajdziecie inne zajęcie, a kino odejdzie do wspomnień.

Nie bójcie się robić powtórek

I wracajcie do filmów, które pokochaliście. Pogoń za obejrzeniem wszystkiego może sprawić, że zapomnimy o naszych ulubionych tytułach oraz za co je lubimy. W sytuacji, kiedy spotka nas pech i ciąg słabych tytułów, najlepszym ratunkiem na pochmurny humor jest właśnie powrót do tego, co uznajemy za szczytowe osiągnięcie w dziedzinie filmu. Inaczej wylądujecie w tym samym miejscu, co wielu internatów – i będziecie zgorzkniali.

Innym ważnym elementem jest powrót do tytułów, których nie polubiliśmy, chociaż są uznawane za arcydzieła czy klasykę. Najlepiej na początku pogodzić się z tym, że pierwsze kilkaset tytułów, jakie obejrzymy, trzeba będzie po latach powtórzyć – bo wtedy wyrabialmy sobie gust, poczucie wartości czy poznawaliśmy czym kino jest. Błądzimy na ślepo i nie wiemy, co kryje się pod terminem „arcydzieło” albo dlaczego dany tytuł je ceniony przez krytyków. To przychodzi dopiero z czasem i doświadczeniem, dlatego po latach warto wrócić i sprawdzić te tytuły, przy których nie spędziliśmy dobrze czasu, chociaż obiecywano nam co innego. Choćby po to, by tym razem móc uargumentować swoją opinię inaczej niż „nie podobało mi się”.

I spokojnie – to, że komuś coś się podoba, a wam nie, jest całkowicie naturalne. I nie czujcie się z tym źle. Póki umiecie o tym rozmawiać i chcecie to robić, wszystko będzie dobrze.