Iniemamocni 2 („The Incredibles 2”, 2018)

Iniemamocni 2 („The Incredibles 2”, 2018)

19 listopada 2018 Opinie o filmach 0
The Incredibles 2
Brad Bird
Bob Odenkirk & Jonathan Banks & John Ratzenberger

Ciepła powtórka z rozrywki. Mnie wystarczy.

Akcja filmu rozgrywa się w świecie, w którym superbohaterstwo jest nielegalne. Bohaterowie – rodzina Iniemamocnych – dostają jednak szansę na zmianę ich życia. Oto pewien człowiek chce zmienić prawo i przekonać społeczeństwo, że superbohaterowie jednak są potrzebni.

Druga część „Iniemamocnych” fabularnie jest dosyć wątła. Główny wątek rozgrywa się tak naprawdę gdzieś z tyłu i nigdy nie wiadomo, o co chodzi – rzeczy po prostu mają miejsce. Ktoś wiwatuje, ktoś coś podpisuje, ktoś się cieszy. Nie warto też zadawać zbyt wielu pytań, bo twórcy nie mają odpowiedzi nawet na te najbardziej podstawowe, w stylu: „Po co ten film w ogóle powstał?”. Kończy się on na dokładnie tej samej nucie, na której skończył się pierwszy film. Nie ma on zbyt wielu nowych pomysłów i przypomina wiele z tego, co widzieliśmy już w 2004 roku: bohaterowie wypaleni i przechodzący kryzys wieku średniego, odzyskujący drugą młodość i integrujący się jako rodzina. Wszystko robimy jeszcze raz z niewielkim urozmaiceniem w postaci pana domu zostającego z obowiązkiem opieki nad dziećmi, kiedy to pani domu opuszcza gniazdo, aby walczyć z przestępcami.

Efekt? Przyjemny. „Iniemamocni 2” oferują w narracji ciepło, lekkość oraz stosowny humor. Przede wszystkim wyróżniają się wszystkie sceny tzw. akcji, czyli bohaterowie używający swoich wyjątkowych mocy podczas starć, pościgów czy opieki nad dziećmi. Z całą pewnością będę pamiętać pościg motorowy za cofającym się pociągiem czy też punkt kulminacyjny ze statkiem i helikopterem. Jest to akcja przegięta, ale widowiskowa oraz trzymająca w napięciu. Zróżnicowana, szybka, rozłożona na wiele postaci, kolorowa i istotna fabularnie. Teraz tylko bym chciał zobaczyć film poświęcony wyłącznie dziewczynie posiadającej supermoc związaną z portalami. To, co ona robiła w tym filmie, jest mistrzostwem świata – to trzeba zobaczyć samemu. Dajcie jej własny tytuł, najlepiej serial, zróbcie z niej bohatera wielkiej sagi, na której przestrzeni zostanie antagonistą zagrażającym całej planecie. Niech znajdzie się kilka osób na tyle kreatywnych, żeby mogli udźwignąć ten projekt, a świat będzie lepszym miejscem.

I to jest najbardziej pozytywna myśl, jaką wywołał ten film. Nie jest on udany i nie mogę go polecić, ale nie mogę powiedzieć też, że seans nie minął mi w przyjemny sposób. Seans kończy się co prawda na dokładnie tej samej nucie, na której skończył się pierwszy, męczy głupim motywem „superbohaterowie powinni być zakazani”, ale po drodze dostaliśmy całkiem sporo atrakcyjnej dla oka akcji. Mnie wystarczy.