Hush

Hush

20 czerwca 2016 Horror 0
hush poster
Mike Flanagan

Nie mam problemu z napisaniem małego spoilera, jeśli ma to was zachęcić do obejrzenia, i omawiam w ten sposób coś ważnego. „Hush” jest inne.

Tu nie wiem, czy napisać COKOLWIEK. Ten seans to prawdziwa przyjemność, w której twórca umiejętnie odsłania kolejne niespodzianki, i z każdą tylko rośnie apetyt na więcej: co będzie teraz? Co wymyśli? Czym mnie teraz zaskoczy?

A więc trzymajmy się samych podstaw: mamy tu kameralny horror rozgrywający się w lesie, którego bohaterką jest młoda kobieta. Z zawodu pisarka, która ma problem z dokończeniem swojej drugiej powieści. Brakuje jej mianowicie zakończenia. Ma ich już siedem i żadne jej nie satysfakcjonuje.

Hush” ma dwa minusy. Pierwszym jest drobna monotonia w okolicach środkowej części filmu, kiedy już fundamenty filmu zostały ustawione, pomysł jest klarowny. Wiemy, co oglądamy, i jest to ciekawe, ale czy uda się na tym zbudować cały film? Jest więc moment niepewności, gdy oglądamy kilka scen z rzędu i nie zmieniają one za bardzo sytuacji. Bohaterka próbuje kolejnych rzeczy, wraca do punktu wyjścia… ale one nie procentują w żaden sposób. Fabuła stoi w tym samym miejscu, co kilka minut temu. Ten zastój jednak kończy się po chwili.

Drugim minusem jest ilość dialogów. Jest ich za dużo. W ten sam sposób, w jaki „Mad Max: Fury Road” ma dla mnie za dużo dialogów. Bo chociaż jest ich tu niewiele, to można było sobie poradzić nawet bez tych, które są! W pewnym momencie zorientowałem się, że mogę oglądać z polskim lektorem. Z ciekawości go włączyłem i do momentu, w którym coś powiedział, ja zapomniałem, że go włączyłem. Standardowo film trwający półtorej godziny ma z 900 linijek dialogu, tu są tak na ucho jakieś 150*, i spokojnie mogli zejść do 50. O czymś takim mówię. Będziecie oglądać i myśleć: „nie, nie musieli tego mówić„. Ułatwienie dla niedzielnych widzów? Być może.

Faktem jednak jest, że Mike Flanagan (reżyser, montażysta, współscenarzysta) jest znakomity w opowiadaniu obrazem. „Hush” to mały film, ale wypchany pomysłami, i napisany tak dobrze, że miejscami trudno było mi uwierzyć w to, co tutaj osiągnięto. Cholerne wykorzystanie kota (!) w pierwszym akcie rozwala mi mózg. U podstaw jest to jedynie podstawowa produkcja o wręcz prymitywnych instynktach, jednak sposób opowiedzenia wynosi tu całość o kilka klas wyżej. Przy pomocy niewielkich środków sprawiono, że byłem maksymalnie zaangażowany. Czułem grozę, czułem współczucie, łapałem się za głowę w szoku; odbierałem ten film jednocześnie jako widz i miłośnik sztuki kinematograficznej, doceniając niekonwencjonalne metody na osiągnięcie zaszczucie i liczne smaczki scenariuszowe. I to zakończenie! Mięsiste, brutalne, satysfakcjonujące… aż za bardzo, zgodzicie się ze mną? Myślicie to samo co ja?

*sprawdziłem i ma ponad 330, ale to licząc z tłumaczeniami napisów, takich jak sms-y, tył okładki powieści, etykieta butelki itd.