Hayao Miyazaki

Hayao Miyazaki

5 września 2020 Opinie o filmach 0

Nausicaa z Doliny Wiatru (1984)

5/5

Bogata i piękna kraina, której od tysiąca lat zagraża trujący las. Bronią go ogromne robale, niepozwalające by ludzie cokolwiek mu zrobili. Główna bohatera, tytułowa księżniczka Nausicaa, próbuje zgłębić tajemnicę stającą za tym zdarzeniem. Zamieszkuje ona Dolinę Wiatru, która dzięki Boskiemu Wiatru wciąż opiera się szkodliwym oparom lasu. Dosyć łakomy kąsek dla ludzi walczących o przeżycie, prawda?

Bajka dla młodszych, traktujących ich z powagą oraz szacunkiem, która nadaje się bez oporów również dla starszych i dorosłych. Miyazaki w końcu potrafi opowiadać do wszystkich uszu jednocześnie, tym razem z rozmachem kreśli historię antywojenną i proekologiczną, której głównym morałem jest nauka zrozumienia oraz życia w harmonii – dwa motywy mi bliskie, a ich ujęcie w tej opowieści jest mądre oraz naturalne, nie wynika bezpośrednio od twórcy, ale od samej produkcji i motywacji postaci. Historia Nausicki to wielka opowieść ze starożytnymi przepowiedniami, herosami budzącymi podziw jak spojrzenie w gwiazdy oraz scenami akcji, które ogląda się z otwartą paszczą. Mistyczne posągi rozmiarów pomników natury, plenerowe bitwy – wszystko ściśle powiązane z tym uniwersum, z wykorzystaniem unikalnym widoków i zwierząt. Rozmiar, skala, animacja – „Nausicaa z Doliny Wiatru” wie, jak zrobić na mnie ogromne wrażenie.

To jeden z pierwszych filmów, po których zacząłem lubić maskotki oraz domagać się ich w innych produkcjach. Teraz maskotką jest małe zwierzątko, na które napotyka się główna bohatera. Próba oswojenia kończy się byciem ugryzioną… co jednak nie prowadzi do odsunięcia ręki. Zamiast tego zachowała spokój, a zwierzaczek zaufał jej. I zostali razem aż do końca. Nazywa się Teto i w zasadzie nie robi w tej historii nic więcej, poza dodaniem konieczności zarywania nocy, by dorysować go siedzącego na ramieniu Nausicki. Sama Nausicaa to kozak jakich mało. Jej pozycja w społeczności doliny, zachowanie i miłość do natury to świetny początek, ale gdy wpadła do pokoju i zaczęła się bić… Co za scena! A to, co robi od połowy filmu do końca, nawet nie wymaga komentarza. Ta dziewczyna nie mogłaby być bardziej męska, nawet gdyby zapuściła brodę i chodziła z gołą klatą.

Przy powtórce już widzę, że Nausicaa jednak nosi spodnie.

Hayao Miyazaki

Obecnie Hayao Miyazaki znajduje się w moim rankingu reżyserów na miejscu #3

Top

1. Księżniczka Mononoke
2. Spirited Away: W krainie Bogów
3. Nausicaä z Doliny Wiatru
4. Ruchomy zamek Hauru
5. Laputa – podniebny zamek
6. Mój sąsiad Totoro
7. Podniebna poczta Kiki
8. Szkarłatny pilot
9. Zrywa się wiatr
10.Lupin Trzeci: Zamek Cagliostro
11.Ponyo
12.On Your Mark

Mój sąsiad Totoro (1988)

5/5

Najlepsza dobranocka, jaką w życiu widziałem.

Podczas gdy żona kuruje się w szpitalu, mąż zajmuje się przeprowadzką, zabierając ze sobą dwie córki. Wydarzenia obserwowałem z pozycji najmłodszych, mających po 4 i 8 lat – dla nich to pełny magii i możliwości dzień. Każdy pokój oferuje jakąś zagadkę, cień jest potworem, którego trzeba wygnać, a las z tyłu zamieszkują duchy. Miyazaki zachował tu idealny balans między doświadczeniem a fabułą – z jednej strony seans polega na oglądaniu życia dzieci, z drugiej rozgrywa się tu pewna historia. Jednak łatwo zdradzić za wiele tylko wspominając o niej, dlatego w ogóle nic nie napiszę. Pewną rolę odegra tu jednak olbrzymi Pan Puszysty, którego dziewczynka znajdzie pomiędzy drzewami. Nazwie go Totoro. Nie jest raczej człowiekiem, ale też trudno sprecyzować, jakim mógłby być zwierzęciem. Nie bardzo lubi mówić i w sumie trudno powiedzieć, czy jest przyjazny, czy może zaraz zje którąś dziewczynkę.

Ten film opiera się na dwóch rzeczach: rewelacyjnych relacjach dziewczynek z ich ojcem oraz pozostawieniu stanu rzeczy niewyjaśnionymi. Nie wiadomo do samego końca, czy Totoro był prawdziwy, czy też jest owocem wyobraźni młodych bohaterek. Nie ma tu na szczęście jęczenia „nie mówmy o tym nikomu, i tak nam nie uwierzą”. A gdzie tam, bohaterki zaraz lecą do taty, by mu o wszystkim opowiedzieć. I jego odpowiedzi są idealne. Rola tej postaci dla całego filmu jest ogromna – on wychowuje, trzymając wyraźnie własne problemy dla siebie, pozwalając pociechom być dziećmi. Zachęca ich do poznawania świata i cieszenia się życiem.

O tym jest film – o czerpaniu przyjemności z bycia dzieckiem. I w moim przypadku, działa bezbłędnie.

Podniebna poczta Kiki (1989)

5/5

Jeden z najbardziej zwykłych filmów Mistrza: samochody, sterowce, telefony i piece drewnem opalane. Pośrodku tego są po prostu czarownice umiejące latać na miotłach i rozmawiające ze swoimi kotami.

Podoba mnie się, jak film doświadcza swojej bohaterki – w taki życiowy sposób. Stawia jej przeszkody po drodze i sprawdza, co ona wtedy zrobi. Oczywiście, że da sobie radę, ale ważniejsze jest: jak to zrobi? Z jakim podejściem? Kiki nie ma wyznaczonego celu, dopiero szuka swojego miasta – gdy je widzi, zaczyna padać deszcz. Bohaterka musi zrobić postój w wagonie, spać w stogu siana i liczyć, że nikt jej nie nakryje jako pasażera na gapę. Na miejscu nikt na nią nie czeka i musi improwizować, zmieniać swoje plany. Jest wiedźmą, ale zamiast robienia eliksirów czy czegoś innego, zaczyna używać miotły jako środka transportu i pracować jako kurier. Każda paczka to inna przygoda, która będzie wymagać od niej innych rzeczy. Odwiedzi starszą kobietę, która chciała upiec placek na urodziny kogoś w rodzinie, ale przez problemy z piecem placek nie jest gotowy, więc nie ma czego wysłać – a dla Kiki czymś naturalnym jest pomóc naprawić piec, zamiast tylko brać pieniądze za fatygę i niewykonane zadanie.

Jak o tym myślę, to Podniebna poczta Kiki jest chyba jedynym znanym mi filmem anime, gdzie bohaterka nie jest charakteryzowana poprzez sposób konsumpcji. W ogóle jedzenia jest tu mało, Kiki je chyba tylko w momencie choroby.

Wszystkie te doświadczenia wywierają wpływ na bohaterkę – pomimo radzenia sobie z przeciwnościami losu, mimo bycia na prostej pod względem choćby finansowym, Kiki podupada fizycznie i psychicznie. Sukcesy przestają mieć tak naprawdę jakąś wartość – w końcu co z tego, że właścicielka piekarni jej pomaga w rozkręceniu biznesu, skoro nie ma klientów? Co z tego, że tak się napracowała podczas wspomnianego placka, jeśli rodzina go nie docenia? Wyłania się z tego obraz depresji, w której bohaterka rezygnuje z walki – a przecież dopiero co była w stanie wyszorować całą chatkę w lesie, jeśli w ten sposób dostanie w zamian to, na czym jej zależało. Nie widzi skutków swojej walki, a w lustrze widzi cień samej siebie. Dlatego też finał jest tak nagły i wielki, gdy całe miasto okazuje się znać jej imię – nagle zaczynają lecieć napisy końcowe, ale jednak czujemy, że obejrzeliśmy kompletny film.

Jedno, co odrzuca, to buta bohaterki w kierunku chłopców. Wybywa do obcych terenów i jedną z jej myśli było to, że pozna tam kogoś płci przeciwnej. Na miejscu typ ryzykuje, odciągając uwagę policji od Kiki, po czym stara się ją poznać, a ona nim gardzi z takim zapałem! Mija dłuższa chwila, zanim wypali: „chłopiec nie powinien rozmawiać z dziewczynką, której mu nie przedstawiono!”. Nagle nasza sympatyczna bohaterka staje się zapyziałą księżniczką, o którą trzeba walczyć, stać w deszczu, imponować, a ona i tak dalej będzie myśleć tylko o sobie, gardzić otoczeniem i robić to, na co ona ma ochotę, bez żadnych wyjaśnień. Ona nie musi rozumieć uczuć innych, to oni muszą ją zrozumieć. I to tylko w obrębie tego wątku, hm, „uczuciowego”. We wszystkich innych Kiki jest zupełnie inna – pracowita, ambitna, pokonująca swoje wątpliwości i niepewność. Kilka dni później widziałem In the Corner of the World, co trochę mogło pomóc, ale niewiele (najwyraźniej w Japonii do drugiej Wojny Światowej był zwyczaj swatki, a chłop mógł zwyczajnie przyjść do obcego domu i poprosić o rękę ich córki, bo zobaczył ją na ulicy tydzień wcześniej, a wspomniana córka ma czuć zaszczyt, że inna rodzina ją chce, tak jak my mamy czuć szacunek do starszych, nie znając ich). Zresztą w innych filmach anime z tego okresu uczucia między bohaterami były i tak o wiele lepiej wyrażane.

To inspirujący obraz dla młodych ludzi, który ich rozumie. I chyba nie tylko ich. Bohaterka miała 13 lat, gdy opuściła dom i zaczęła rozpracowywać życie, ale wśród widzów ten wiek będzie inny.

Szkarłatny pilot (1992)

5/5

Wyjątkowe w tej produkcji jest jej ambitna konstrukcja. Z jednej strony mamy w końcu rewelacyjne kino przygodowe, z humorem, niesamowitą animacją i widowiskową akcją. Abordaże, walki w powietrzu, pojedynki, zabawną zgraję piratów, alkohol, atrakcyjną siedemnastolatkę czy przepiękną wyspę, na której teren wchodzi się wspinając po wąskiej szczelinie. Z drugiej strony… Niewiele się dzieje. Trudno mówić o fabule tak naprawdę. Bohater lata samolotem i poluje na piratów. Potem ten samolot mu się zepsuł, więc poszedł go naprawić. I tak minęło z pół filmu. W sumie więcej się dzieje poza filmem niż w nim samym – cały czas słyszymy o wojnie, że Włochy wydały nakaz aresztowania bohatera, że bycie łowcą głów przestało być legalne. Ma to jednak wpływ na sam film dosyć wybiórczy. I najważniejsze: bohater jest świnią. Jest zasugerowane, że to efekt jakiegoś czaru, ale tak naprawdę nikt tego nie kwestionuje – w świecie, w którym wszyscy inni ludzie wyglądają jak ludzie i może nie lubią naszego bohatera, ale też nie pytają, dlaczego tak wygląda. Dopiero 20 minut przed końcem słyszymy wyjaśnienie, które w sumie wyjaśnia coś zupełnie innego. Po prostu niewiele się dzieje w tym filmie, a gdy o nim myślę, to będę miał w oczach te statyczne obrazy bycia wieczorem w knajpie i cichego kontemplowania życia – chociaż tuż obok miała miejsce podniebna strzelanina.

I w ten sposób to może być jeden z ambitniejszych tytułów Miyazakiego – chociaż w sumie wszystkie są ambitne, jakby nie było. W przypadku Szkarłetnego pilota mam po prostu wrażenie, że coś mi umyka. Może zbyt dobrze się bawię podczas seansu, aby się głębiej wczytywać, może za mało rozumiem o tym, co twórcy starają się komentować półgębkiem, a może więcej tutaj nie ma i tyle. Wiem tylko, że piratów traktuje się z szacunkiem, że przegrany w pojedynku uznaje wyższość zwycięzcy i decyduje się ponowić oświadczyny innym razem, że bohater zmienia się pod wpływem wydarzeń. Wrócił z wojny i nie chciał w niej już uczestniczyć, ale żaden człowiek nie zwraca na to uwagi – a przynajmniej tak długo, jak mogą go nazywać świnią. Bo… jest świnią. Kilka razy słyszymy, że bohater mógłby na przykład wrócić do wojska, na co ten odpowiada: „Wolę być świnią niż faszystą”, jakby wstąpienie do armii oznaczałoby zmianę wizerunku. Podobnych gier słownych jest sporo w tym filmie, za każdym razem bohater żartem wyznaje, że znajduje komfort w byciu świnią. Ten lub inny.

Ponyo (2008)

5/5

Miyazaki osiągnął tym filmem coś, co zawsze było gdzieś w tle jego filmów: zachowanie na taśmie filmowej… dzieciństwa. Brało się przyjaciela, kartkę, rysowało się wspólnie kilka kresek i krzyżyk, by udawać, że to mapa skarbów i zniknąć do wieczora. Wracało się z kamieniem i mówiło mamie: „Patrz, znaleźliśmy skarb!” a ona kiwała głową i gratulowała. O uczuciach, które towarzyszyły takim zabawom, jest ten film. Do pewnego momentu ten film balansuje na granicy fantazji, po której przekroczeniu wkracza się do wyobraźni Sosuke. W tym świecie Ponyo naprawdę była rybką. A zacięcie na palcu się zagoiło. Sosuke podchodzi do okna i widząc, że sztorm ucichł i morze jest już spokojne, stwierdza cicho: „To dlatego, że Ponyo zasnęła”. A poza tą granicą jest rzeczywistość. Jest rybka i jest dziewczynka. Jest sztorm i są zwidy. Do diabła z nią. Ostatecznie, ta granica zostaje przekroczona. Lisa rozmawia z Boginią, ale i tak nie granica była ważna, tylko to, co za nią. Ten cudowny świat, który minął i teraz siedzi już tylko w filmach Miyazakiego.

Zrywa się wiatr ("Kaze tachinu", 2013)

5/5

Wyjątkowa biografia. Zdaje się pomijać wszystko, co najważniejsze, by opowiedzieć… O tym, co najważniejsze. Bohater w końcu projektował samoloty wojenne dla Japonii podczas wojny światowej, jednak Hayao Miyazaki skupia się przede wszystkim na pięknie spełniania marzeń. Jest tutaj konflikt wewnętrzny oraz walka samego z sobą – że ktoś wykorzystuje jego dzieła w takim celu, że to jedyny sposób, aby być szczęśliwy. Każdy jednak chce być szczęśliwy, a Zrywa się wiatr o tym przypomina. Po seansie faktycznie czuję, że poznałem człowieka, a nie przeczytałem notatkę o nim. A że stało się to w otoczce Miyazakowej magii – tylko lepiej!