Chłopcy z ferajny („Goodfellas”, 1990)

Chłopcy z ferajny („Goodfellas”, 1990)

23 kwietnia 2014 Gangsterski 0
goodfellas poster
Martin Scorsese

„Goodfellas” to wyjątkowy film.

Zdecydowano się na trudny krok – niepakowanie opowieści w schemat typowy dla biografii, wyrzucono wątki, a nawet historię jako taką. Postaci nie mają tradycyjnie przypisanej do nich roli, jaką mają odegrać w fabule, a bohater główny filmu nie jest tak właściwie głównym bohaterem historii, w której bierze udział. Jest gdzieś z boku, na drugim planie. Nie popycha historii do przodu ani nic z tych rzeczy. Przez pierwszą połowę dorosłego życia na ekranie właściwie tylko się śmieje, nie ma nawet większej ilości dialogów. Zamiast tego wszystkiego reżyser wybrał proste opowiedzenie filmu. Nie historii, ale filmu – nie o życiu, ale o tym, jak wyglądało życie Henry’ego Hilla po tym, jak w wieku 11 lat zaczął pracować dla mafii.

Połączono to z naprawdę znakomitą reżyserią. Tempo i styl cały czas się zmienia – raz scena jest długa i pełna, raz szybka i ucina się wraz z kropką na końcu wypowiedzi, którą rzuca któraś z postaci. Potem następuje przebitka albogadanie z off-u, a może jakieś długie ujęcie śledzące służące za pauzę, w środku tego wszystkiego dojdzie jeszcze stop-klatka, by narrator zdążył się wygadać. Raz gadają o czymś istotnym, by zaraz zacząć grać w karty i odpoczywać. Tutaj jadą samochodem i zabijają kogoś, tam kradną na spokojnie kilkaset tysięcy. Całą tę mozaikę połączono perfekcyjnie, nie ma tu cienia fałszu. Wszystko splata się z wyborami podjętymi na samym początku – nie ma tu ta naprawdę całych sekwencji lub postaci głównej. Wszystko skacze od jednego elementu do drugiego, nigdzie nie zagrzewa miejsca, toczy się dynamicznie, pokazując cały świat, z jakim Henry miał do czynienia, który go wychował i ustalił.

Poznałem jego spojrzenie na świat, zobaczyłem, dlaczego robił to, co robił i dlaczego to wszystko trafił szlag. Obejrzałem ciekawy, bardzo łatwo opowiedziany film. Dwie godziny z dużym hakiem wchodzi bezproblemowo. Zobaczyłem dobrze skonstruowaną opowieść z morałem, na dodatek czułem, że twórcy czują szacunek do bohatera, który mu się zwyczajnie należał, choćby za to, że cały czas kierował się własną oceną sytuacji i ani razu nie postawił czegoś ponad nią. A przynajmniej tak wynika to z filmu. „Chłopcy z ferajny” to dobra robota!