Gladiator (2000)

Gladiator (2000)

31 maja 2018 Drama 0
gladiator
Ridley Scott

Czterech ludzi na krzyż gada, na koniec dwóch da sobie po twarzy i w jakiś sposób trwało to dwie i pół godziny.

 

Starożytny Rzym. Cezar umiera, a jego syn nie jest godzien przejąć władzy po ojcu, Maximus jako dowódca wojskowy decyduje się wybrać powrót do rodziny ponad zostanie w armii i uczestnictwo w polityce. Niegodny syn nazywa to zdradą i każe ściąć Maximusa. Temu udaje się ujść z życiem, jednak traci wszystko inne – rodzinę, wolność oraz dobre imię. Zostaje gladiatorem, któremu nic już nie zostało do stracenia.

Gladiator” nie jest filmem, który byłby dla mnie. To popowy kostium ignorujący prawdziwy obraz realiów, które przedstawia – kreśli przy tym potężny pejzaż polityczny, filozoficzny i społeczny, by następnie wszystko to sprowadzić do pojedynku bufona z wojownikiem, który niczego nie rozwiązuje. To opowieść o zmianach, które wpłyną na losy całego kontynentu – trwa debata o tym, co słuszne i nie, co wybrać i jak bardzo jest to istotne. A co pod spodem jest tak naprawdę, co się faktycznie dzieje w tym filmie? Niewiele. Czterech ludzi na krzyż gada, na koniec dwóch da sobie po twarzy i w jakiś sposób trwało to dwie i pół godziny.

To po prostu kino gatunkowe – trzymające się reguł opowieści z cyklu Sword and Sandal oraz spełniające te wymagania. To powrót do przeszłości i tytułów, które widownia kochała wiele dekad temu. Nie ma w tym raczej niczego złego, jestem też jedną z niewielu osób, które nie przepadają za takim „Benem Hurem” z 1959 roku i moje zarzuty pokrywają się z obiema produkcjami. Prawda jest jednak taka, że „Gladiator” miał być duży, efektowny i dostarczyć korzyści dużego ekranu. Walki może są niepotrzebne i niewiele dodające, bohaterowie płascy a tonacja rozdmuchana, ale to było celem twórców. Udało się, czy jest więc to wadą? Nawet jeśli nie przypadnie wam to do gustu, tak jak mi, to wciąż otrzymujemy kilka efektownych scen (pojedynek z rydwanami) oraz pompatyczną opowieść o człowieku, który za wszelką cenę chciał coś zmienić. Nawet jeśli poprzez akt zemsty, to wciąż motyw, który lubię. Utrata miłości swojego życia to przytłaczające wydarzenie, w kinie z kolei zawsze dostajemy bohaterów na tyle silnych, by podnieśli się z kolan i jeszcze coś ze swoim życiem zrobili. Miło!

Gladiator” nie jest tak fajne, jak „Ben Hur” z 1927 roku, za to trochę lepsze od wersji z 1959. Doceniam skrócenie metrażu poprzez uczynienie głównego bohatera Jezusem oraz dodanie tematu muzycznego z „Piratów z Karaibów„. To zawsze będzie dobra decyzja.