Kochane kłopoty (Gilmore Girls, 2000-2007)

Kochane kłopoty (Gilmore Girls, 2000-2007)

22 kwietnia 2020 Opinie o serialach 0
Gilmore Girls 2000 kochane klopoty

Lubię ten serial. Ma rewelacyjne dialogi, tutaj ożyły takie postaci jak Kirk, Rory i Lorelei, świetnie opowiada o wielu ważnych tematach – i chcę się z wami podzielić moją opinią o tym serialu.

5/5

WYRÓŻNIENIE: Najlepszy odcinek roku 2000 (Rory’s Dance, 1×9)
http://garretreza.pl/podsumowanie-2000/

Nie będę teraz pisać o pierwszych sezonach, ponieważ te widziałem dawno temu. W skrócie – to serial o konfliktach między pokoleniami, o dorastaniu, o życiu w małym miasteczku, o szukaniu miłości, o wychowywaniu dziecka w samotności, o kłóceniu się na temat czegoś, co wydarzyło się lata temu, a nie może odejść. I za każdym razem twórcy umieli podejść do każdego z tych zagadnień we właściwy sposób. Przynajmniej przez pierwsze cztery sezony.

Teraz nadrobiłem ostatnie i o nich więc napiszę.

Sezon IV (2003-04) Rory idzie na studia i ma pokój z Paris. I powiem tylko: przyjaźń tych dwóch dziewczyn to jedna z najlepszych rzeczy, jakie wydarzyły się w historii kina. Były rywalkami, nienawidziły się – uwielbiam dzięki temu wracać do wcześniejszych odcinków ze świadomością, jak to się rozwinie!

Sezon V (2004-05) Trochę mi zajęło dostrzeżenie, czemu ten sezon ogląda się gorzej od poprzednich. Scenarzyści skupiają się wyłącznie na wątkach miłosnych u swoich bohaterek. I nie opowiadają tak naprawdę o czymkolwiek innym. A przecież te postaci miały tyle do zaoferowania! Zamiast tego wszystko poszło na bok i na ogół oglądamy dwie rzeczy na zmianę: problemy ze znalezieniem partnera albo opowiadanie o tym komuś. Rory wariuje od prób odczytania sygnałów i tego, czy sygnały są faktycznie sygnałami. Ciężka sprawa, bo jest tu mimo wszystko trochę materiału na wątki poboczne w normalnym, pełnoprawnym odcinku GG. Tak się dzieje dopiero na koniec, gdy mamy dużo zabawnych sytuacji, w stylu ataku rowerzystów na miasto.

Niemniej, tak naprawdę oglądamy telenowelę. I to już nie taką specjalną jak w pierwszych sezonach GG. Teraz oglądamy… taką trochę lepszą, jakby jeszcze nikt na planie nie wierzył, że od teraz ten serial jest planowany na 30 sezonów. Punkt pierwszy: niech Luke już nie będzie taki fajny, to im sporo ułatwi. Paris też – niech ona też zacznie myśleć wyłącznie o swoim związku. Świat się kończy!

Najlepszy moment: Kirk informujący o swoich finansach.

Sezon VI (2005-06) Tak jakby problemy bohaterów zaczęły się serializować, jakby problemy w relacji Luke’a i Lorelai pojawiły się nie dlatego, że ich relacja do tego doprowadziła – raczej dlatego, że mamy już koniec sezonu i potrzebujemy czegoś mocnego na koniec! Ludzie robią rzeczy nie dlatego, że powinni je robić – robią je, ponieważ tego domaga się formuła. Na koniec piątej serii oświadczyny wydawały się naturalne, a clifhanger urywający całość w połowie zdania zdawał się żartem od losu – niesłyszalnym rechotem z nas samych, że teraz musimy przerwać oglądanie i czekać rok, aż się dowiemy, co było dalej. W szóstej serii czułem, że garnitur oświadczył, jakie ma życzenia:chce dramaturgii. I scenarzyści mieli jej dostarczyć. Nie mieli wiele pomysłów, dlatego postawili na problemy miłosne.

Nie pomaga, że gdzieś na przełomie piątego i szóstego sezonu Gilmour Girls doznało metamorfozy i stało się czymś na kształt 50 twarzy Greja, tylko lepsze. Logan, chłopak Rory, jest bogaty i miły, więc wykorzystuje swoje środki, aby uprzyjemnić życie swojej dziewczynie. Nie ma w tym miłości, w sumie są jeszcze młodzi, ale czuję, że on robi to tylko po to, bo lubi to robić. I jest wręcz niewiarygodnie miły, to chodzący ideał, w który nie możemy uwierzyć. To czysta fantazja, która na koniec zaczyna frustrować scenarzystów, wyraźnie wychodzących z siebie,żeby doprowadzić do jakiegoś dramatyzmu, i żeby Rory zaczęło odpierdalać na punkcie ich związku.

Na szczęście cały czas są tu dobre momenty i takie, przez które myślę sobie: żałowałbym, jeśli ten odcinek by mnie ominął. Jak na koniec 6×2 Rory oświadczyła mamie, że ta ją zraniła, ostatnie 10 minut odcinka 6×13, Kirk w każdej swojej scenie nadal lśni, atak muzyków na Stars Hollow po tym, jak trubadur zaczął pracować u Neila Younga…

Sezon VII (2006-07) To nie jest tak, że ten serial z czasem stał się zły. Po prostu… Nagle rozwiązaniem problemu stało się polecieć do Londynu na wakacje. Gdy zaczynaliśmy, to Rory i Lorelai były skromnymi kobietami, które nie chcą korzystać z bogactwa swojej rodziny. Cała historia dorosłej Lorelai to pasmo sukcesów i własnej małej, skromnej kariery, jako szefa zajazdu. Było wiele odcinków, gdy ona starała się rozwiązać swoje problemy bez udziału rodziców. Jak mieli korniki w domu i potrzebny był remont za 15 tysięcy? Kilka odcinków chyba trwało, zanim Lorelai zgodziła się wziąć współ-kredyt ze swoją matką.

A teraz… Czujesz się samotna? To dołącz do swojego faceta w najdroższym mieście na świecie, co za problem? On za to zapłaci. A raczej jego rodzina, której nie lubimy. Ech…

To jest tak, że temu serialowi zaczęło brakować pomysłów. Jest w tym jakieś uczucie, może nawet autentyczne, ale mówimy tu o poziomie fabuł w stylu „Mąż jest w szpitalu, żona robi mnóstwo bzdurnych rzeczy i zarzucamy jej bezduszność, po czym ona przyznaje, że musi zaprzątać swoją uwagę, bo jak się zatrzyma, to będzie płakać 20 lat”. Lorelai śpiewa karaoke – jaki utwór? Whitney Houston – I Will Always Love You. I kto wtedy wchodzi do baru?… Albo ostatni odcinek z przyjęciem, na które nie ma czasu… Co więc bohaterowie genialnego wymyślają? Organizację przyjęcia wcześniej. Bez żadnych problemów organizacyjnych. Och nie, będzie padać! To uszyją namiot, a właściwie jedna osoba. Bez problemu. Scenarzyści idą po linii najmniejszego oporu.

Nie wiem do końca, co myśleć o tym, że finał neutralizuje wszelkie parcie w kierunku happy-endu. Rory wcale nie wychodzi za mąż i nie ma hucznego wesela – ale w sumie to cholera wie, dlaczego mówi nie. W sumie nie rozumiałbym też, dlaczego miałaby się zgodzić. Lorelai całuje Luke’a, ale wcale nie jest powiedziane, że od teraz będą razem – może po prostu… Wrócą do siebie? Na chwilę. Przed bohaterkami kolejny rozdział w ich życiu. I coś w tym jest. Coś byle jakiego. Twórcy z pewnością rozwodnili status tej produkcji – po obejrzeniu finału ja nie myślę o tym, że to już koniec, ponieważ nie widzę Kochanych kłopotów jako czegoś, co jest czymś konkretnym. Można to tworzyć dalej, nagle wyjść do widza z nowym sezonem, strzelać odcinek za odcinkiem o niczym – nowe trucie dupy swojego partnera, poznanie nowego adoratora, mieszkańcy Sleepy Hollow zrobią coś odmiennego, babcia pokłóci się z Lorelai o to samo, co zawsze. Pierwsze sezony były czymś stałym i niezwykłym, czymś konkretnym – i tamto się skończyło. Jakiś czas temu.

W sumie w finale podobają mnie się wyłącznie ostatnie słowa Paris: „You’re gonna do such great things with your life, Rory” oraz… cameo Abeda z Community.

Kochane kłopoty: rok z życia (2016) Pomimo kilku pomniejszych dziwnych pomysłów, ten sześciogodzinny miniserial jest jednym z najlepszych odcinków w historii serialu. Rory ma teraz tyle lat, ile miała Lorelei w 2000 roku, nadal stara się rozpracować życie. Lorelei z kolei jest z Lukiem. Oboje opłakują śmierć dziadka i taty, czy męża Emilly, która teraz została sama. Wyraźnie więc jest to autentyczny „rok z życia”, a nie miniserial z jakąś własną konkretną historią. To ważny rozdział w życiu tych ludzi, ale nie wszyscy do czegoś dążą, nie wszyscy mają jakiś problem, który muszą rozwiązać. Żyją i robią rzeczy, szukają szczęścia w mikroskali, zamiast dokonywać wielkich zmian. I to naprawdę działa! Dialogi są takie, jak je zapamiętaliśmy, ukochane postaci są jeszcze bardziej kochane (Kirk!), humor jest taki, jaki chcieliśmy. Wszyscy, których powrót chcielibyśmy zobaczyć, naprawdę wrócą. Niektórzy na jedną scenę. Będzie mnóstwo nawiązań do tego, co już znamy i do wielu rzeczy, które pewnie mało kto zrozumie (kto w Polsce poza mną wie, kim jest Lou Grant?), mrugnięć okiem będzie sporo (bohaterki po pierwszej scenie zaczną się skarżyć na ból mięśni twarzy od przegadania), nawet będą co najmniej dwa nawiązania do Hamiltona (jeśli licząc Rory nalewającą drinka ze słowami „Let’s have another round tonight„). Zapamiętam całą „magiczną” sekwencję z czwartego odcinka, scenę w łazience z Paris, odejście Emily z jej klubu oraz motyw festiwalu jedzenia z całego świata („Guam had a last-minute parent-teacher conference, Kazachstan had car trouble – I told them to go with Poland if that happened! – Bangladesh’s kid has an earache, Chad has acid reflux, Brazil’s niece has a soccer game, Turks and Caicos got foot fungus and Singapore is just being a dick. Other than that, 127 countries never got back to me„), nie licząc wielu mniejszych i większych dramatycznych wydarzeń (szczególnie w ostatnim odcinku. Nie przekona to raczej nowych widzów, ale fani serialu dostaną więcej tego, co chcieli. Lubię tych bohaterów i lubię spędzać z nimi czas, więcej mi nie trzeba.

PS. Ponoć w listopadzie 2020 miał być następny sezon. I tak, również podzielam zdanie, że za cholerę nie rozumiem żartu z posiadaniem chłopaka, o którym się zapomina. Od siebie dodam, że nie łapię żartu z dziwnym przedstawieniem, które podoba się wszystkim poza Lorelei. Nie jestem też fanem tego, że Logan znowu pomaga fabularnie przy pomocy kilku milionów, a Lorelei nie szuka innych rozwiązań, tylko od razu idzie do mamy po pożyczkę.