Pierwszy reformowany („First Reformed”, 2017)

Pierwszy reformowany („First Reformed”, 2017)

19 stycznia 2019 Opinie o filmach 0
First Reformed
Paul Schrader

Ksiądz walczy o Mamę Gaję. Poprzez krzyczenie na ludzi nagłówkami z gazet. Nawet nie doceniam starań.

Kobieta zgłasza się do księdza po pomoc. Spodziewają się dziecka, ale ojciec ma wątpliwości, czy dopuszczenie do jego narodzin jest dobrym pomysłem. Ksiądz idzie do nich, by pomóc rozwiązać problem, jednocześnie samemu zarażając się wątpliwościami.

Pierwsze wrażenie jest naprawdę pozytywne. Ethan Hawke gra w intensywny, ale wycofany sposób, hamując wszelkie emocje, jednocześnie pokazując wszystko, co trzyma pod powierzchnią. Montaż zachwyca, aż poświęciłem mu oddzielną ramkę. Nawet scenariusz muszę pochwalić – jego autor wyraźnie szanuje widza i podaje mu wszystkie informacje w konkretny sposób, w tempo, dbając też o drobne zwroty akcji w odpowiednim dla kina obyczajowego stylu. Narracja jest dwutorowa – z jednej strony bohater mówi o sobie, relacjonując widowni o wpisach do dziennika. Z drugiej strony oglądamy jego życie codzienne i niespodzianki związane z posługą kościelną. Bergman czy Bresson tworzą kino wolniejsze i mniej myślą o widzu, chociaż też podejmowali temat wiary. To z pewnością dobra robota na poziomie scenariusza czy reżyserii – chociaż ten pierwszy jednak mogę pochwalić tylko pod kątem technicznym, a nawet i to nie do końca.

Wszystko idzie więc całkiem dobrze – do momentu, kiedy zostanie poruszony główny temat, jakim jest… globalne ocieplenie (jak tu rodzić dzieci, kiedy nasza planeta umiera?!). Na tle reszty filmu, sceny te brzmią jak disco-polo: krzykliwie, nieskładnie i wydaje się, jakby ich celem było jedynie mocno świecić po oczach. Byle tylko nie było widać, że pod spodem nic nie ma. Temat ekologii, globalnego ocieplenia czy odpowiedzialności za los planety, którą zostawimy naszym dzieciom, jest bardzo ważny. Pewnie nawet najważniejszy obecnie – i dlatego właśnie nie zgadzam się, żeby rolę promotora czegoś tak istotnego był film First Reformed. Tutaj osoby troszczące się o ekologię w dialogach posługują się wyłącznie nagłówkami gazet, są niestabilni i emocjonalni. Swoim zachowaniem z całą pewnością nie przypominają osób istotnych lub poważnych – to raczej widownia wiadomości, w których mówią o jakimś ważnym problemie, więc widownia się nim przejmuje, dyskutuje o nim (czyli obraża tych, co uważają inaczej, niż w wiadomościach powiedzieli), a po tygodniu o wszystkim zapomina i czeka na inny temat. Ekologia zasługuje na absolutnie wszystko, tylko nie tak poniżające przedstawienie. I niestety, to w znaczący sposób wpływa na ostateczny kształt oraz odbiór filmu – First Reformed staje się właśnie tylko kolejnym męczącym głosem, krzyczącym „Ziemia umiera, jak możecie tak stać i nic nie robić?!”. Są ludzie, którzy potrafią w fascynujący sposób opowiadać o ekologii i to ich powinno się dopuścić na mównicę. W innym przypadku będziemy świadkami dalszej znieczulicy w społeczeństwie.

Problemem jest też relacja widza z głównym bohaterem. Wiemy o nim całkiem sporo, ale nie jest możliwe zrozumieć jego decyzje. Fabuła jako taka podąża tropem „Taksówkarza, więc wyobraźcie sobie tamten film, ale bez możliwości zrozumienia, czemu bohater zachowuje się w określony sposób, oraz czemu podejmuje działania. W takiej sytuacji wszystko staje się jedynie pretekstem do głoszenia wspomnianych okrzyków w imię ekologii.

Za to jest obecna powtórka ujęcia z kubkiem. A w finale co prawda zapewne spodziewamy się znanego obrotu spraw, to jednak zostajemy zaskoczeni zwrotem akcji. Najbardziej banalnym, jaki tylko wymyślicie. W taki właśnie sposób skończę ten tekst.

Sztuka montażu

Montaż jest pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy podczas seansu. Każde cięcie przyciąga uwagę i jest istotne – następuje w momencie zmiany. Gdy dwoje osób rozmawia, cięcie następuje w momencie, kiedy dowiadujemy się czegoś nowego. Wtedy po cięciu oglądamy reakcję drugiej osoby na tę wiadomość – podkreślono w ten sposób wagę tej zmiany. Twórcy znają wartość perspektywy, z której pokazują informację. Każde dłuższe ujęcie z bliska na kogoś ustawia nas w pozycji odbiorcy, często głównego bohatera dowiadującego się o czymś. Po odebraniu informacji wracamy na chwilę do protagonisty, żeby poznać jego reakcję, ale natychmiast wracamy do oglądania drugiej strony i dalej słuchamy. Jest też wyraźny podział na oglądanie rozmowy oraz oglądanie jej jednej strony. Kiedy nie ma zbliżenia na jedną osobę, kiedy oglądamy dwie osoby jednocześnie, to wyraźnie MY mamy kontrolę nad tym momentem i możemy przesuwać wzrokiem między jedną stroną i drugą. Każde zbliżenie odbiera nam tę kontrolę – tutaj reżyser podkreśla istotny moment, zwraca naszą uwagę, kontroluje nas. Jest w tym ogromna dyscyplina oraz precyzja, osiągnięta – jakby nie było – w wykorzystaniu banalnego zabiegu montażowego, obecnego w niemal każdym filmie.

Jednak niemal każdy inny film używa tej techniki do czegoś innego. W nich montaż rozmowy polega na cięciu, kiedy jedna strona przestaje mówić – następne ujęcie pokazuje drugą osobę, kiedy mówi. Jeśli czyjaś wypowiedź jest za długa, to robimy cięcie i wstawiamy krótkie ujęcie drugiej osoby, jak patrzy na rozmówcę. Może kiwa głową czy coś takiego.

Różnic jest więcej – w końcu w większości filmów montaż polega też na łączeniu różnych podejść i wybraniu najlepszych momentów. To najczęściej decyduje o momencie dokonania cięcia – aktor popełnia błąd, więc tniemy wcześniej, wycinając pomyłkę. Pokazujemy w międzyczasie coś innego, by po następnym cięciu pokazać oryginalnego aktora i jego występ, ale bez pomyłki. First Reformed nie miał takiego luksusu, tutaj cięcie było zaplanowane już na poziomie scenariusza. Dialog był pisany z myślą o tym, jaki efekt wywoła każde zdanie. Skutek takiej decyzji wygląda tak, że była to bardziej wymagająca praca, ale opłaciła się – ponieważ faktycznie w czasie seansu byłem wciągnięty. Kadr wyraźnie mówił mi, że mam patrzeć, że obraz jest istotny – więc oglądałem z uwagą. Istnieją też inne czynniki, ale o montażu mogłem napisać najwięcej.

Chcecie więcej?

Jeśli macie ochotę na dobre kino o globalnym ociepleniu – polecam w takim razie „Time to Get Cereal” i „Nobody Got Cereal?”, podwójny epizod South Parku poruszający ten temat. Nie tylko w mądry, konkretny i zabawny sposób, ale przede wszystkim z szacunkiem dla osób, które nie wierzą lub odmawiają przejęciem się globalnym ociepleniem. Tylko w taki sposób można coś zrobić, a First Reformed nawet nie jest w pobliżu dojrzałości i powagi South Parku, żeby móc zrobić podobne rzeczy.