Nowa afera na FilmWebie

Nowa afera na FilmWebie

3 maja 2018 Blog 0
filmweb2005

FilmWeb był stroną, gdzie mogłem rozwijać swoją pasję kinomaniaka, czego nie mogłem robić w szkole z rówieśnikami. To największa strona tego typu w Polsce, tam skupiam niemal wszystkich swoich znajomych, z którymi jeżdżę na festiwale i zloty filmowe. Pogadajmy więc o zmianach, które tam się ostatnio wydarzyły.

Dwa lata temu popełniłem już dwa felietony o moim stosunku do FilmWebu: pierwszy był wspominkowy, próbujący oddać magię korzystania z tej strony w 2007 roku i latach późniejszych. Drugi wymieniał dziesięć największych wad tej strony, które pojawiły się na przestrzeni ostatnich wiosen. Oba teksty przeniosłem już na nowy blog, linkuję je w aneksie na dole.

A teraz teraźniejszość i najnowsza zmiana na stronie. Niewłaściwa, niefunkcjonalna i zbędna – społeczność portalu nie była zadowolona, ale tym razem swoją reakcję wyrażali na szerszą skalę. Lifting strony polegał na tym, że użytkownicy dostali zupełnie nowy profil usera. Różnic nawet nie ma co wymieniać, ponieważ obie wersje są zupełnie innymi strukturami. W starszej wersji po wejściu na profil użytkownika widzieliście… Cóż, profil użytkownika – awatar, opis swojej osoby, co ostatnio obejrzał, w co grał, co chce obejrzeć, ostatni wpis na blogu. W nowej wersji z kolei po wejściu na profil użytkownika widzimy jego ostatnią aktywność oraz ile ocen wystawił, a poprzez aktywność rozumie się jednakowo ocenianie jakiegoś filmu, ale też udział w quizie lub ocenę aktora. Wszystkie te rzeczy są równoważne, zajmują tyle samo miejsca – czyli całkiem sporo. Reszta jest rozlokowana pod zakładkami, które też przeorganizowano. Nie ma już choćby możliwości wejścia w czyjś profil i sprawdzenia, jak ocenił jakiś film (lub serię filmów), ponieważ nie ma opcji szukania po tytułach. Nie ma możliwości sprawdzenia, ile filmów obejrzeliśmy w danym okresie. Nie ma co nawet mówić o inicjatywie Alternatywny Top 100, który jest już w jeszcze ciemniejszym zakamarku FilmWebu niż wcześniej.

Krótko mówiąc – same wady, brak zalet. Negatywne głosy znaleźć można było między innymi na forach, w trakcie rozmów na blogach oraz pod pojedynczymi newsami. Szybko jednak użytkownicy zaczęli kopiować swe uwagi, by wstawiać pod wszystkimi aktualnościami. Trzy dni po wprowadzonych zmianach pod żadnym newsem nie dało rady znaleźć komentarza odnoszącego się do treści newsa. Wszyscy tylko krytykowali Filmweb. Piszę ten tekst po kilku tygodniach od wydarzenia i fala nadal trzyma się dosyć mocno. Wydawało się, że można było ogłosić nawet powstanie filmu o polskim papieżu granym przez czarnoskórego Żyda z Rosji, a użytkownicy kontynuowaliby swoje zachowanie. Życie pokazało, że jednak pohamowali się w momencie śmierci Milosa Formana, reżysera takich wyjątkowych dzieł jak „Człowiek z Księżyca” czy „Lot nad kukułczym gniazdem„, którego ostatnim dokonaniem były „Duchy Goi” z 2006 roku.

Nawet nie jestem pewny, co wznieciło takie negatywne emocje. Może to faktycznie zasługa samych zmian i podobieństwa nowej wersji profilu użytkownika do pewnego dużego i nieczytelnego portalu społecznościowego, który kojarzy się powszechnie dosyć negatywnie. A może to zasługa tego, że wspólne krytykowanie strony, która od lat sobie na to zbierała, jest najzwyczajniej w świecie przyjemne? Albo też przyczyna leży w tym, że pierwsze komentarze krytykujące Filmweb były usuwane, zamiast po ludzku odpowiedzieć na uwagi, co wyprowadziło z równowagi komentujących, zaczęli więc oni kopiować swoje komentarze i wstawiać je pod każdym newsem? Pewnie wszystko naraz, po trochu. Z udziałem innych czynników, których nie jestem świadomy. Można też liczyć ludzi, którzy zobaczyli zamieszkali i dołączyli się, bo jest okazja kogoś obrazić.

Odpowiedź postronnych użytkowników niebiorących udziału w krytykowaniu, często krążyła wokół dwóch motywów. Pierwszym było „to wasze gadanie nic nie da„, drugim: „taki ból czujecie, jakbym wam matkę na Gułag zesłali„. Ludzie piszący to drugie powinni wiedzieć, że takie emocje są sumą tego, jak ci ludzie się czują już od lat. Trzeba było tu być przez cały ten czas, by móc wiele tych rzeczy zrozumieć, jak ktoś może czuć tak dużą pasję do jakiejś strony w Internecie. Ponownie odsyłam do swojego pierwszego tekstu o magii filmwebu, która odeszła. Dzisiaj wchodzi się na tę stronę w konkretnym celu – coś ocenić, zobaczyć oceny znajomych, odpisać na komentarz. Kiedyś to było miejsce, gdzie można było wejść i być zaskoczonym.

A co do pierwszego – wątpię, aby ktokolwiek uczestniczył w tym, by osiągnąć faktyczną zmianę. Nawet jeśli, to musiały to być osoby młode stażem, bo już od wielu lat jest jasne, że osoby mające faktycznie wpływ na cokolwiek na filmwebie nigdy tam nie zaglądają, a tym samym nie przeczytają słów krytyki. To zachowanie było tylko okazją do wyrażenia niezadowolenia oraz miłości do tego, czym Filmweb kiedyś był, a teraz jest to rozbierane kawałek po kawałku. Wierzę, że zarząd chce dobrze i myśli, że wprowadzane zmiany okażą się zadziałać w szerszej perspektywie. Dla mnie to nie ma znaczenia, bo Filmweb od 2013 roku nadaje się tylko do klikania w gwiazdki, zmiana profilu nie była przelaniem czary goryczy ani nic w tym stylu. Filmweb jest mi przydatny tylko do jednego – kontaktu z osobami, które już znam. Ja tam nawet nie mogę wstawić linku do swojego bloga, bo wg regulaminu popełniam wykroczenie. Jedynym wyjątkiem jest okienko przy ocenie. Jak jesteście ciekawi to spróbujcie napisać „garretreza.pl” gdzieś na forum.

filmwebhehe

Obrazek ponoć pochodzi z Wykopu. Musiałem 🙂

Całe to wydarzenie jednak sprawiło mi przyjemność. Ponownie wróciłem do czytania newsów filmowych – tzn. nie czytałem newsów, tylko komentarze krytykujące Filmweb. To był mój poranny rytuał – nie dlatego, że pałam nienawiścią do strony, ale dlatego, że lubię być świadkiem tych okazjonalnych przejawów pasji wobec czegoś – szczególnie gdy sam również to lubię. Czy to jest film, aktor lub właśnie negatywne zmiany na stronie. Niby są istotniejsze rzeczy na tym świecie, ale my wybraliśmy właśnie to. W takich chwilach zresztą myślę, że idea FilmWebu wciąż żyje, i jakby ktoś chciał zrobić taki portal, to byliby ludzie chętni, by tam się przenieść.

Miał nawet miejsce swoisty protest. Jedna osoba postulowała, aby użytkownicy nie wchodzili na stronę od 25 do 28 kwietnia. W końcu jedynym dobrym wyrazem niezadowolenia na zmiany jest nie wchodzić na stronę i tyle. Nie wiem, czy ta akcja doszła do uszu większej ilości osób ani ilu wzięło w tym udział. W ekonomii istnieje zasada mówiąca, że 20% użytkowników czegoś wyrabia 80% zysków tego czegoś (kupują gadżety i są stałymi odbiorcami na długą metę). Osobiście dołączyłem się do tej akcji – ot, w ramach ciekawości. I wydaje mi się, że sporo użytkowników filmwebu w tym czasie szukało innego miejsca, w którym można by klikać w gwiazdki. Efekt? Na IMDb „Avengers 3” jest #9 w rankingu najlepszych filmów wszech czasów.

Słowem zamknięcia powiem jeszcze, że moja strona słucha swoich czytelników i odpowiada na ich uwagi. Przed otworzeniem jej pytałem ponad setkę znajomych o to, czy mój nowy blog jest funkcjonalny i czytelny, czy tylko tak mi się wydaje, dzięki temu strona znacząco się zmieniła. Moim zdaniem – na lepsze. Jeśli macie jakieś uwagi lub życzenia to piszcie. A jeśli chcecie klikać w gwiazdki – to polecam RateYourMusic. Poza filmami można tam oceniać też płyty muzyczne, społeczność jest fenomenalna, automatyczne rekomendacje na podstawie oddanych przez Ciebie głosów są satysfakcjonujące, rankingi są bezkonkurencyjne, a na dodatek można tworzyć tam zestawienia z udziałem wyłącznie głosów Waszych znajomych albo też segregować te publiczne według dowolnego gatunku filmowego, nawet najbardziej niszowego: tech-noir, buddy, haunted house itd. Opcji i bajerów jest jeszcze więcej, brakuje tam tylko moich znajomych z filmwebu. I seriali.

Aneks

Do tego drugiego kiedyś bałem się zaglądać, ale jednak jest napisany na spokojnie. Dzisiaj bym dopisał do niego usunięcie zakładki z wypowiedziami użytkownika na forum, wyszukiwarkę, która szuka co ona chce a nie ty (lepiej przez google) czy zablokowanie serwisu dla osób blokujące reklamy, kłamiąc przy okazji, że przecież są nieinwazyjne, a w rzeczywistości pełno tam samoodtwarzających się zwiastunów choćby. Tym torem przyszłość może faktycznie przynieść usunięcie użytkowników.

A co z FDB? Próbowałem założyć tam konto z ciekawości, ale niestety, mój mail jest tam zablokowany. Napisałem do nich i czekam na wyjaśnienie sytuacji, a do tego czasu używam FDB aby sprawdzić repertuar w kinach.