Podziemny krąg („Fight Club”, 1999)

Podziemny krąg („Fight Club”, 1999)

4 kwietnia 2018 Thriller 0
fight club
David Fincher
Brad Pitt & Edward Norton & Helena Bonham Carter
Mrok & Gołe klaty & Włosy trzeba obcinać 🙁

Fajny film, ale teraz będzie mnie zastanawiać, czemu stał się tak kultowy i „przemówił” do obywateli przełomu tysiąclecia.

Czytając książkę Palahniuka (nie tylko „Fight Club„, ale też inne jego autorstwa) zawsze miałem wrażenie, że nihilizm, autodestrukcja i wywyższanie braku wartości w jego prozie jest tylko pierwszym krokiem w kierunku czegoś więcej: dostrzeżeniem i pogodzeniem się z faktem, że świat wokół nas nie jest czymś, z czego możemy być dumni, za co możemy walczyć, że nie możemy być w nim szczęśliwi. Stąd destrukcja, pragnienie niszczenia czy pojedynki na pięści mające wyrwać człowieka z apatii – będące tylko początkiem. Film z kolei skupia się głównie na opowiedzeniu historii o człowieku, który nie może spać, lekarze nie chcą mu pomóc, szuka więc alternatywnych sposobów.

Dlatego tam, gdzie książka zachęcała do kwestionowania tego, co uważaliśmy za fundamentalne w naszym życiu, tak film niemal całkowicie omija krytykę. Poniekąd całkiem słusznie, bo dzięki temu jest bardziej ponadczasowy. Blisko 20 lat minęło od premiery i nadal możemy go oglądać dla fabuły oraz innych aspektów rozrywkowych. W filmie trudniej jest się rozpisać na jakiś bieżący temat w taki sposób, żeby lata później wciąż było to dla kogoś zrozumiałe, dlatego w filmie są tylko pojedyncze zdania. Trudno nawet wyłapać tak do końca jakiś szerszy zamysł, co twórcy chcieli przekazać w tym obrazie. Tu powiedzą, że „wychowała nas telewizja„, pół godziny później jakieś „dorastaliśmy przekonani, że jesteśmy niezwykli, ale okazało się, że jesteśmy zwyczajni. I teraz jesteśmy wkurzeni„. Dodano do tego z pięć zdań na krzyż w charakterystycznym stylu znanym z książki, która jest pełna konstrukcji takich jak „Jestem wkurzonym sercem Jacka” i to tyle. Nie pamiętam, aby film wywarł na mnie nawet przy pierwszym seansie jakieś przemyślenia. Dzisiaj na pewno by do tego nie doprowadził.

Stąd w mojej opinii wynika kłótnia między ludźmi, którzy tylko oglądali film, i tymi, co czytali ponadto książkę. Chodzi mi o ocenę wymowy filmu. Wiecie już, jak ja to odbieram – nihilizm jako wstęp do czegoś, do odbudowy, ogólnie: coś pozytywnego. Z kolei ludzie, którzy oglądali wyłącznie film – w ich ocenie najczęściej zachowanie bohaterów jest głupotą i Fincher tę głupotę obnaża. Kiedyś tego nie rozumiałem, ale teraz oglądając „Fight Club” trzeci raz, już w oderwaniu od pierwowzoru, nie mogę się dziwić, bo tak to właśnie wygląda: u Finchera nie ma żadnego „dalej„. Jest nihilizm i to wszystko. Teraz tylko będzie mnie zastanawiać, czemu film stał się tak kultowy i „przemówił” do obywateli przełomu tysiąclecia.

Zapewne trochę mało entuzjastyczny ten tekst, szczególnie biorąc pod uwagę, że wciąż daję mu pięć gwiazdek, ale podczas tego seansu głównie skupiłem się na właśnie na porównaniu wymowy książki i filmu – oraz wyłapaniu wszystkich wskazówek zdradzających zakończenie. A jest ich mnóstwo. Chylę czoła, naprawdę. Tyle razy zdradzić twist z finału, a ludzie wciąż są zaskakiwani. 10 lat temu oczywiście „Podziemny krąg” (film) rozwalił mi mózg i byłem zachwycony. Dzisiaj obejrzałem bez problemu, całość jest technicznie doskonale zrealizowana, nie chce mi się myśleć nad zmianą oceny. Fajny film, tak czy siak.

Trivia

Istnieje gra na PlayStation 2 oparta na motywy z „Fight Club„. Jest bijatyką.

A tak w ogóle to okazuje się, że przez 15 lat źle wymawiałem nazwisko Palahniuka.