Fargo (1996)

Fargo (1996)

1 maja 2018 Czarna komedia 0
Bracia Coen & Carter Burwell & Roger Deakins
William H. Macy & Steve Buscemi & Frances McDormand
Biały śnieg & Czarna komedia & Hodujmy marchew!

Proste, ale skuteczne. Zabawny moralitet o zadowalaniu się tym, co już masz. Chyba.

Jerry potrzebuje pieniędzy. Jerry nie ma pieniędzy. Żona oraz teść Jerry’ego mają pieniądze, z tego powodu Jerry postanawia wynająć parę przestępców, aby porwali oni żonę Jerry’ego, zażądali okupu, a następnie Jerry się z nimi podzieli pieniędzmi, które w ten sposób zyska. Od tego momentu wszystko oczywiście bierze w łeb.

Podobnie jak w innym filmie Coenów, który widziałem niedawno, „Big Lebowski” cała konstrukcja fabularna sprowadza się do prostego założenia: bohater dokonuje wyboru, a cała reszta seansu to jego absurdalne konsekwencje, mające miejsce z udziałem niewydarzonych postaci. W przeciwieństwie do „Lebowskiego” jednak, w „Fargo ” od początku jesteśmy tego świadomi. Wiemy, na czym wybór polegał i wiemy też, że to był głupi pomysł. Wybrano wtedy złe wartości i to musiało mieć złe konsekwencje. Możemy co najwyżej zrozumieć, czemu bohater zrobił to, co zrobił, ale nic więcej. Lekcja odrobiona już na sam początku, morał przyswojony, stąd seans sam w sobie już nie jest tak efektowny, jak być mógł. Losy wszystkich postaci krążą wokół tego samego motywu – każda chce coś uzyskać kosztem innej osoby, każda dostaje za to klapsa albo dwa. Wyjątkiem jest główna bohaterka, która tego nie robi, i na koniec zostaje za to nagrodzona. „Fargo” oczywiście wciąż jest znakomicie opowiedziane, napisane i nakręcone (do tego ta muzyka!), ale jeśli chodzi o esencję, to nie zrobił na mnie większego wrażenia. Seans zaliczam do udanych i pewnie wrócę kolejny raz do „Fargo„.

Na koniec morał jeszcze jest wypluty w stronę kamery… I nawet uproszczony. Sugeruje, że wszystkim tym postaciom chodziło tylko o pieniądze, po czym jest nauczenie, że w życiu chodzi o więcej niż pieniądze. A przecież pieniądze nigdy nie są „tylko pieniędzmi„, za nimi zawsze stoi właśnie to „coś więcej„. To nie był problemem dla żadnego z bohaterów – problemem było to, że chcieli uzyskać te pieniądze w pokrętny sposób, oszukując innych ludzi, dorabiając ich kosztem, robiąc ich w bambuko, nadrabiając tym samym swoje przywary i wady charakteru. A przynajmniej tak myślałem przez większość seansu, aż do zakończenia, w którym to okazało się, że wszystko jest tak naprawdę dalece prostsze. Tu po prostu chodzi o żądzę pieniądza. To w sumie obraźliwe stwierdzenie dla wszystkich tych postaci, ale co ja tam wiem. Tylko to oglądałem, nie tworzyłem.

Może więc „Lebowski” nie jest żadnym manifestem antywojennym, a zamiast tego reklamą kręgli i niczym więcej? Hm.