Ekspres polarny („The Polar Express”, 2004)

Ekspres polarny („The Polar Express”, 2004)

23 grudnia 2018 Opinie o filmach 0
polarny polar
Robert Zemeckis
Tom Hanks

Bogata wyobraźnia znajdująca spełnienie w formie animowanej. Tak właśnie wyobrażałbym sobie podróż do Mikołaja.

 

Nasz mały bohater nie wierzy w Świętego Mikołaja, ale chce wierzyć. W noc wigilijną pod jego dom przyjeżdża ekspres polarny, żeby zabrać jego i inne dzieci na biegun północny, gdzie spotkają Mikołaja. W ten sposób zaczyna się podróż naszego chłopca – pełna wątpliwości i testów, w trakcie której zmieni się jego spojrzenie na wiele rzeczy. Nawet jeśli to wszystko jest tylko snem.

Ekspres polarny bez wątpienia wykorzystuje fakt bycia animacją. Co chwila oglądamy coś, co uzasadnia decyzję artystyczną. Może było na odwrót, może animacja nie była początkowo w planach, ale efekt jest taki, że o innej metodzie nie mogło być mowy. Kamera wykonuje niemożliwe zbliżenie na odbicie w talerzu, następnie przenika przez przedmioty, bałwan na dworze ożywa i macha jak we śnie… Nie wspominając o tym, że pod dom bohatera w środku nocy podjeżdża pociąg! To musiało być ujęte w nawias, to nie mogło być realistyczne (czemu sąsiedzi się nie zbiegli?), ale jednocześnie to musiało spełniać wymogi dziecięcej wyobraźni oraz je przewyższać. Cała pierwsza połowa filmu to niespodzianka za niespodzianką, podróż wypełniona atrakcjami po same brzegi. 

Polski dubbing a wersja oryginalna

Na premierze oglądałem oczywiście z dubbingiem, to był w końcu 2004 rok – ile ja mogłem mieć wtedy lat? Pamiętam tylko, że uwielbiałem głos polskiego Mikołaja. Teraz włączyłem na chwilę dla porównania i nie mam do zarzucenia nic którejkolwiek wersji (wciąż wolę polskiego Świętego), ale jest jeszcze jedna kwestia: w oryginale Tom Hanks wciela się w pięć różnych postaci, co ma swoje znaczenie dla wymowy filmu: użycza głosu tacie głównego bohatera, konduktorowi, włóczędze, Mikołajowi oraz dorosłej wersji głównego bohatera, czyli narratorowi. W Polskiej wersji jego miejsce przyjmuje Adam Ferency, który wciela się w te wszystkie role… z wyjątkiem konduktora, którego zagrał Krzysztof Dracz. Więc jest tak, jakby Agnieszka Matysiak (reżyser polskiego dubbingu) miała własną interpretację filmu?… Sam nie wiem. Dziwne to jest.
 

Mamy tutaj lokomotywę, która robi manewr 180 na lodzie, kelnerów nalewających do trzech kubków jednocześnie i tańczących na stolikach złożonych wyłącznie z obrusów, niesamowitą podróż przez góry na jednym ujęciu (pierwszy mastershot w moim życiu, którego byłem świadomy!) oraz postać włóczęgi nawiedzającego (a może zamieszkującego?) zewnętrzną część pociągu (dach, koła, wyglądajcie za nim!). Ekspres polarny jest prawdziwą ucztą dla każdego małolata wybierającego się w podróż, aby spotkać Mikołaja we własnej osobie. Nie wiadomo, czego się spodziewać, ale to, co otrzymujemy, właśnie spełnia te oczekiwania.

Druga połowa filmu z kolei wydaje się zaskakująco rozciągnięta. Niewiele się wtedy dzieje i nie ma nawet co porównywać z pierwszą.  To zresztą tylko jeden z wielu zarzutów, które można mieć wobec tej produkcji – są momenty naiwne i naciągane, ekspozycja na początku jest okropna (bohater w środku nocy zagląda do szuflady, żeby zobaczyć wycinki z gazet z artykułami o strajku Mikołajów), a wymowa całości jest… dezorientująca. Są tu rzeczy omawiane tak mocno, że odbierają apetyt – inne niemal w ogóle nie są ruszane i pozostają do interpretacji widza (postać włóczęgi). Najmocniejszy jest tu motyw wiary w Mikołaja, ale jednocześnie trudno jest mi powiedzieć, co ta postać symbolizuje w Ekspresie polarnym. To może być banalny film, ale też może się okazać przemyślany i wymagający o młodych odbiorców bardzo dużo, tylko nikt nie będzie tej produkcji traktować na tyle poważnie, żeby nad tym wszystkim przysiąść. Zaczęliśmy seans od oglądania, jak to konduktor z podniecenia mało nie umarł, bo w jego towarzystwie nalewano gorącej czekolady. Można się przy tym bawić, ale czy naprawdę na koniec mamy też zrozumieć głębię podróży wewnętrznej głównego bohatera (patrz: ramka)?

Jest to temat na inne czasy. Teraz tylko napiszę, że ponowny seans Ekspresu polarnego był znakomitym doświadczeniem. Bawiłem się, miałem co doceniać w trakcie oglądania i będę darzyć go ciepłym uczuciem. Jak nie za nic innego, to za samą wyobraźnię twórczą – ale dobrze się też czuję na myśl, że wiara w Mikołaja nie musi być bezwarunkowa.

Chcecie więcej?

Zrobiłem temat poświęcony produkcjom świątecznym. Zapraszam was tam, może znajdziecie coś dla siebie?