Dzieci ulicy („Sciuscià”, 1946)

Dzieci ulicy („Sciuscià”, 1946)

3 lipca 2018 Opinie o filmach 0
Vittorio De Sica

Włochy tuż po wojnie z perspektywy dzieci, czyli jak to było wtedy zobaczyć morze pierwszy raz w życiu.

Dwoje dzieci po drugiej wojnie światowej na ulicach pracuje, polerując buty i imając się drobniejszych rzeczy. Żyją w biedzie, ale mają marzenie: chcą mieć własnego konia. Udaje im się uzbierać 50 tysięcy lirów, jednak do tego czasu policja łapie obu pod zarzutem przestępstwa. Idą do więzienia, gdzie są rozdzieleni i czekają na wyrok.

Potem podobne motywy były w kinie kilkukrotnie malowane. Różnica między nimi i filmem „Dzieci ulicy” jest taka, że w tamtych tytułach wydawało się, jakby twórcy stworzyli swoistą komplikację najgorszych wydarzeń, jakie tylko mogą mieć miejsce. Sytuacja na ekranie wydaje się możliwa, ale szansę na nią niewielkie. Do tego ich bohaterowie nie są ludźmi, są symbolami – aktywnymi, kwestionującymi i przemawiającymi w imieniu wszystkich. De Sica pilnował się, żeby w swoim filmie żadna z tych dwóch rzeczy nie miała miejsca – bohaterowie „Dzieci ulicy” są jednymi z wielu dzielących podobny los, a prawo do bycia bohaterami zostaje im szybko odebrane.

Wszystko w tej historii pasuje do świata, w którym toczy się akcja filmu. Wszystko wydaje się mieć źródło w tym samym problemie, wszystkie instytucje i grupy społeczne ukształtowane przez ten sam czynnik, pogłębiający się z każdą chwilą. Trudno powiedzieć, byśmy mieli tu do czynienia ze złymi ludźmi – wszyscy po prostu żyją w tym samym środowisku i chcą tylko przetrwać. Mówimy tu o młodych śpiących w windzie, oni chcą tylko niezbędne minimum. Strażnicy w więzieniu z kolei mają niewystarczające środki, aby radzić sobie z problemem – nie chcą być bierni, ale jednocześnie tworzą kolejne. Czy więc pozwalać na przestępczość? Czy mogą coś zrobić, prowadząc jednocześnie codzienne życie? To problem większy od nich wszystkich. De Sica nie ocenia bohaterów, nie nazywa problemu (pokazuje jednak, że bardzo poważnym czynnikiem jest niezrozumienie drugiego człowieka), nie szuka jego przyczyn i nie szuka rozwiązań. Pokazuje ówczesne Włochy i tragedię, w której udział brali wszyscy.

Czy takie podejście was zadowoli? Możliwe. Jedno jest pewne – dzieci widzące morze pierwszy raz w życiu, podczas pokazu dla więźniów, na projekcji kroniki wojennej, gdzie do morza zrzucane są bomby, to jest jeden z najbardziej kurewskich rzeczy w historii kina.