Dwa Brzegi 2018 – kilka zdań o każdym obejrzanym tam tytule

Dwa Brzegi 2018 – kilka zdań o każdym obejrzanym tam tytule

12/08/2018 Opinie o filmach 2
dwa brzegi

Kilka słów o każdej produkcji, którą zobaczyłem na festiwalu filmowym Dwa Brzegi 2018. Dokumenty, krótkie i pełne metraże oraz przedpremiery.

Relacja z festiwalu, komentarz odnośnie konkursu krótkometrażówek oraz wiele innych w oddzielnym tekście (W PRZYGOTOWANIU)

produkcji widziałem na festiwalu (W tym 33,5 krótkich metraży)
1
Dogman

Dogman (2018)

Jeden z tych tytułów, które nie są dla mnie. Tak po prostu. „Dogman” pozbawiony jest klasycznego trzeciego aktu, w którym bohater osiąga coś, ciężko pracuje i zmienia wszystko, naprawia swoje błędy. „Dogman” to jedynie opowieść o człowieku, który chciał mieć ciastko i je zjeść. Na szczęście mamy reżysera, który odkrywa przed nami sekret: tak się nie da. Zamiast jednak zrobić krok lub dwa więcej, woli zatrzymać się na tym, że tak się nie da. Potem jego film się kończy, a ja zostaję z myślą, że „komuś tu się nie chciało”. Może niepotrzebnie wróciłem ostatnio do kina lat 30. i 40., bo tam twórcom jednak chcieć się chciało i teraz jakoś tak mi naturalnie jest to wymagać od nowych tytułów. Matteo Garrone ma jednak inną filozofię – chce pokazać palenie za sobą wszystkich mostów. Tak to widzi, tak to pokazuje, a jego bohater niespecjalnie stara się coś zmienić. W tym tkwi sekret tego, czy spodoba wam się „Dogman„. Przy tym jednak jest to kino bardzo ponure i wyraziste, niemal perfekcyjne technicznie. Ból i krzywda międzyludzka została ukazana tu w bardzo wymowny, wręcz namacalny sposób. Podobać się też może jeszcze bliskie medytacji tempo opowieści. Te ponad półtorej godziny są naprawdę nieźle rozciągnięte, ale bez znużenia. Ogólnie więc nic nowego, ale przynajmniej nieźle wykonane.

★★★★
Konstytucja

Konstytucja (2016)

Z jednej strony mamy rodzaj uproszczeń, których nie lubię: bohaterowie utożsamiają swój naród albo swoją grupę społeczną. W tym wypadku jest konflikt między homoseksualistą Chorwatem, który nie cierpi Serbów i Serbem, który w ramach rewanżu powie bez sensu kilka zdań o gejach, w które nawet nie wierzy. Poza tym jest tu jeszcze spora wartość dramaturgiczna – każda postać ma jakieś dodatkowe cele, jest kimś więcej niż wygląda, każda ma tajemnicę. I to autentyczna działa, również dzięki zdrowej ilości słowiańskiego (głównie czeskiego) humoru. I na koniec zostaje zagadka: o co twórcy chodzi z tą kiełbasą? Warto!

★★★★
Zlodziejaszki

Złodziejaszki ("Manbiki kazoku", 2018)

Jak miło obejrzeć film tak pełny miłości do drugiego człowieka! Koreeda stworzył piękną i bezbłędną konstrukcję dramatyczną o rodzinie, która w odkrywaniu jest samą przyjemnością – jak działa ten świat, jakie są relacje między nimi, kim w ogóle ci ludzie są? Nie warto zbyt mocno sugerować się tytułem oraz faktem, że w opisie zdradzają, iż niektórzy bohaterowie kradną – bo moralność w tym filmie jest jak najbardziej, ale w swojej pełnej formie, bez z góry narzuconych elementów. Przedstawienie bohaterów czy dynamiczne zawiązanie akcji też tu jest, ale bardziej mnie zaskakuje ilość śladów wspomnianych pół słowem przyszłych konfliktów, które są rozwijane zaskakująco przez cały film. Najważniejsze jest jednak uczucie towarzyszące mi od pierwszych scen seansu, czyli chęć adoptowania samemu dzieci i uratowania świata, niczym w teledysku Michaela Jacksona. Trudno mi jednak wskazać, jak sam film to wywołuje, więc to po prostu musiało być we mnie. Co w sytuacji, gdy tego wśród was nie ma? Wtedy pozostaje rewelacyjna konstrukcja scenariusza oraz potężna opowieść o miłości do drugiego człowieka.

★★★★★

Podatek od miłości (2018)

Ona jest pracownikiem skarbówki i bije ludzi za nazywanie jej słoikiem, którym w istocie jest (osobą spoza Warszawy, która pracuje i miesza w stolicy, a od spotkań rodzinnych wraca z jedzeniem w słoikach). Cóż, jest też przy okazji główną bohaterką filmu. Wiecie, to nie musiał być głupi pomysł. „Przystanek Alaska” też ma bohaterów z wadami, którzy robią złe rzeczy, ale mają dobry powód, który możemy zrozumieć. Tam doktor został oszukany, dlatego odreagowuje na innych i szuka okazji, żeby wrócić do NYC. Nic co można chwalić, ale można to zrozumieć, zresztą na koniec zawsze będzie jakaś zmiana u którejś postaci. Nie jest to proste, ale wciąż jestem w szoku jak bardzo scenarzysta „Podatku…” nie rozumie tej zasady. Zamiast tego stworzył postać po prostu złą. Poza tym podstawowym żartem jest tutaj śmianie się z faktu, że jak skarbówka będzie chcieć, to się dopierdoli do wszystkiego – twórcy najwyraźniej tak bardzo odlecieli od rzeczywistości, że to ich śmieszy. Dodać do tego Romę Gąsiorowską płacącą za kawę w lokalu pierwszej klasy w centrum Warszawy jakieś 1,80 i mamy tytuł, który chce się nienawidzić. Sam film jednak ma to gdzieś. „To„, czyli wszystko, łącznie z samym sobą. Niewydarzony i obojętny, cudownie beztroski. Nie mówię, że nie jest zły – mówię, że podczas oglądania jego beznadziejność przestaje mieć znaczenie. Na koniec zapamiętasz tylko cztery momenty, kiedy było śmiesznie.

Zamknij się i graj na pianinie ("Shut up and play piano", 2018)

Film o jakimś śmieszku muzycznym, o którym nigdy w życiu nie słyszałem, a film zachowuje się, jakby to był ósmy cud świata. Znam lepszych śmieszków. Przykład poniżej.

★★★
Wakacje

Wakacje (2018)

Kobieta fantazjuje o lepszym związku. Miły pomysł mówiący o odwadze twórców i sprawne zamknięcie wszystkiego. Na plus, zdecydowanie.

★★★
Bloto

Błoto (2018)

Ładna animacja, która musiała być animacją. Ta historia mogłaby zadziałać tylko w tej formie, by móc opowiedzieć o kobiecie, która się pogrąża. Wizualizacja tego jest w „Błocie” naprawdę przekonująca, dzięki czemu całość działa bez jakichkolwiek słów. Mamy tylko barwy i kształty, ale więcej nam nie potrzeba. Do tego zakończenie i stosunek twórczyni do swojej bohaterki – był w tym jakiś humanizm. Z całą pewnością na plus i czekam na więcej.

★★★★
Blue Note Records

Blue Note Records (2018)

Jazzmani umieją w jazz, czują go, ale gadać o nim nie bardzo umieją. Wciąż jednak mówią o nim z taką pasją, że człowiek nie chce wyjść z pokoju i nadal ich słucha, chociaż gadają frazesami, używając wciąż tych samych zwrotów. Tym razem mówią o studiu nagraniowym, którego istnienie umożliwiło istnienie wielu muzykom jazzowym. Coś jak „SoundCity„, tylko dla jazzu. Seans będę miło wspominać, ale lepiej odpalić miniserial „Jazz” Kena Burnsa.

★★★★
Drzenia

Drżenia (2018)

Mam nadzieję, że twórcy nie portretują tu prawdziwej szkoły. Bo jeśli tak robią, to ich praca wyraźnie nawołuje do zabicia wszystkich poniżej 18 lat, ale też nauczycieli oraz by zburzyć te budynki, gdzie kiedyś była szkoła, ale obecnie najwyraźniej ludzie już nie mówią, jak mówią, podczas bijatyk ludzie klaszczą w ścianę, a profesorka nie ma pojęcia o chorobach jej podopiecznych. Albo to po prostu kiepski, niewydarzony krótki metraż.

Switezianka

Switezianka (2018)

Chłopiec spotyka ładną dziewczynę i wszystko jej obiecuje. Bez zaskoczenia, ale korekta barw zasługuje na uniesienie brwi. Czasami wygląda wspaniale, innym razem płasko i jakby aktorzy grali na green screenie.

★★
Salveger

Salveger (2018)

Widziałem tylko końcówkę, bo organizacja festiwalu jest fatalna. Nie dość, że seanse są tuż obok siebie, to jeszcze była prelekcja, podczas której nie powiedziano niczego nowego. Przez to spóźniłem się na blok shortów i ten tytuł padł tego ofiarą. Zobaczyłem z dwie lub trzy ostatnie sceny.

?????
Na zdrowie

Na zdrowie (2017)

Żart animowany. Wdzięczny pomysł i niegłupi seans o tym, jak mnożą się choroby.

★★★
Ryuichi Sakamoto Coda

Ryuichi Sakamoto: Coda (2017)

Zamiast typowego dokumentu o kompozytorze muzyki do „Ostatniego cesarza” albo „Zjawy„, tutaj spędzamy z nim po prostu czas. Anegdoty czy wspomnienia też tu są, ale liczy się to, co jest teraz, kim ten człowiek jest dzisiaj, jakie są jego plany na przyszłość, marzenia, ambicje oraz przemyślenia. Czyli jak to jest być z człowiekiem, który po zamachu na WTC przestał na tydzień słyszeć muzykę.

★★★★★
Leksykon mysli

Leksykon myśli (2017)

Mała, zabawna animacja na zaliczenie studiów. Pozwala miło spędzić te kilka minut i nie trzeba wymagać więcej.

★★★
Le Lapin de Noel

Le Lapin de Noel (2018)

Zabawna francuska animacja o babci próbującej w Wigilię pochować kota – i w jakiś sposób to stało się wstępem do komedii pomyłek. Życie.

★★★★
Silvia dans les Vagues

Silvia dans les Vagues (2017)

Rodzina chowa ojca, który był trans. Żona optuje za garniturem, syn chce pochować tatę w sukience. Mało fabuły, więcej doświadczenia bycia pod presją takiego wyboru i walki o swoje. Dobra robota!

★★★★
Over the Limit

Over the Limit (2017)

Dokument o tym, że trenerzy są okropni dla zawodników sportowych, w tym przypadku na olimpiadzie. Robisz wszystko perfekcyjnie albo obrzucają cię gównem. Twórcy skupili się na zebraniu zdjęć i pozyskaniu pozwoleń na ich wyświetlenie. Brakuje analizy lub zastanowienia nad zjawiskiem, oglądamy więc tylko, jak jeden człowiek obraża drugiego przez ponad 70 minut. Równie dobrze można w tym czasie czytać komentarze w Internecie albo poszukać krótkometrażówkę dokumentalną „Raz dwa zero” (2016), który w 14 minut robi to samo co „Over the Limit„, tylko na przykładzie dziecięcego baletu. Zależy więc, co wolicie oglądać – płaczące dzieci czy dorosłych powstrzymujących łzy.

Matangi

Matangi/MAYA/M.I.A. (2018)

Dokument o artystce muzycznej, która zaczęła mówić, że w Sri Lance dzieje się źle. Obejrzałem dokument o tym i wiem tylko, że ona tak mówiła. Co dokładnie tam się działo, jakiś szerszy kontekst czy coś? Nie tutaj. Tutaj mamy ludzi, dla których szerzenie świadomości jest punktem pierwszym i ostatnim. Drugiego już nie ma. Nic dziwnego, że ludzie nie chcieli jej słuchać. Ona mówi jedno, władze Sri Lanki mówią drugie, więc ona mówi swoje tylko agresywniej, a autorzy dokumentu po wszystkim ślizgają się, sprowadzając każdy temat do jednego akapitu, jednocześnie samemu śmiejąc się z innych ludzi, że robią tak samo. Jak można tak robić, kiedy w Polsce łamana jest Konstytucja?

★★
Jak pies z kotem

Jak pies z kotem (2018)

Najwyraźniej można zrobić film bez tezy, po prostu go „zrobić„. Można nawet analizować ten tytuł i doszukiwać się różnych pomysłów (tylko Andrzej mówi do Janusza po imieniu, inni z kolei mylą go z Andrzejem; wszystkie sceny opieki nad Andrzejem są zamkniętymi całościami, jakby były finalne, wszelkie mini-wątki obowiązują inne postaci). A może Janusz poszedł na improwizację i czuja? Obie odpowiedzi są prawdopodobne. Brak tezy zresztą też jest jakąś tezą, bo praktycznie nie ma tu scen „jakichś” – smutnych, zabawnych, pouczających. One po prostu są, tworząc kawałek obyczajowego (jeśli już) kina. Kina o tym, co się wydarzyło, to wszystko. Nigdy nie widziałem pana Andrzeja, ale tak właśnie bym go sobie wyobraził, bo takie są jego filmy. Może taki właśnie był cel? Bardzo polubiłem ten film.

★★★★
7 planets

7 planets (2018)

Kobieta od najmłodszych lat nie czuje się dobrze na tym świecie. Kiedy słyszy w radio, że odkryto gdzieś 7 planet nadających się potencjalnie do zamieszkania, zaczyna mieć obsesję na tym punkcie. Urocze i konkretne (pomysł z tatuażem był genialny!), ale trudno powiedzieć, jaki morał z tego wynika i czy pozytywna nuta w finale była zasłużona. Niemniej – dla samotnych seans obowiązkowy!

★★★★
Queen of Oasis

Queen of Oasis (2018)

Sprawna realizacja, ale brakuje historii. Nie mówię tego jako wadzie tytułu, raczej ze zdziwienia. W czasie wojny dziewczyna chowa się przed żołnierzami – ci idą dalej i dziewczyna też. To wszystko. Trochę… Mało.

★★★
Cleaners

Czyściciele internetu ("The Cleaners", 2018)

Obejrzałem i nadal nie wiem, jak wygląda praca takiego czyściciela. Tak nazywają się osoby, które odbierają zgłoszenia z mediów społecznościowych i decydują o usunięciu danej zawartości, ale co to znaczy? Usuwają z całego Internetu? Jak to wygląda? Co to konkretnie oznacza dla osoby, która to umieściła? Nie wiadomo i to w sumie podsumowuje cały dokument, bo prezentuje jego wąskie myślenie. Cała ta produkcja tak naprawdę niczego nie mówi, nie zgłębia tematu, mąci tylko wodę wystarczająco mocno, by poruszyć odbiorców do wygłaszania opinii, które oni już od dawna mają na temat cenzury w Internecie i tego pochodnych. Problem w tym, że ich ograniczone myślenie prowadzi do zwykłego przekłamania i robienia tego samego błędu, którzy oni w swoim dokumencie potępiają, czyli stronniczego i niepełnego przedstawiania tematu. Zachowują się, jakby Facebook był jedynym źródłem informacji, chociaż tak nie jest; zachowują się, jakby usunięcie czegoś z Facebooka oznaczało usunięcie tego z Internetu, chociaż tak nie jest; zachowują się, jakby zmiany w Facebooku miały uratować świat, a tak po prostu nie będzie. Krzykliwy, nagłówkowy i pobieżny produkt.

Wiki

Wiki (2018)

Twórcy traktują widza tak jak agresywna, patologiczna matka traktuje swoją upośledzona córkę, tytułową Wiki. Szantaż emocjonalny na poziomie, ponad który myślałem, że twórcy już wyszli 30 lat temu. Silne kontrasty mające zachęcić widza do czucia pustej agresji i to wszystko. Byłem denerwowany dla samego faktu bycia wkurzonym, potem tylko następuje wymuszony, niezasłużony i nierealny happy end. Ocena oceną, ale muszę przyznać, że jak bohaterowie stoją na tle time-lapsu pokazującego ruch gwiazd (co widać powyżej), to to był niesamowity widok.

Peggie

Peggie (2017)

Krótki metraż o kobiecie chorej na zespół Alzheimera czy coś takiego. Nie oryginalny pomysł na realizację (bohaterka widzi różne rzeczy i po chwili okazuje się – bądźcie w szoku! – że miały one miejsce tak naprawdę w różnych etapach jej życia), realizacja też niespecjalna. Short zrobiony, żeby zrobić i odhaczyć zadanie i profesora. Nic groźnego.

★★★
7 dni

7 dni (2018)

Trzyma w napięciu i daje radę przedstawić złożoność sytuacji. Przede wszystkim jednak to tytuł dla miłośników filmowego tańca. W latach 70. doszło do porwania samolotu z pasażerami na pokładzie – układ był prosty: zostaną wypuszczeni, kiedy Izrael wypuści więźniów politycznych. Chodzi tu o konflikt między Żydami i Pakistanem oraz niesprawiedliwe i bestialskie traktowanie tych drugich przez tych pierwszych. Na ekranie nigdy jednak tego nie zobaczymy, musimy uwierzyć na słowo – a to tworzy dysonans, ten zresztą obecny jest też w innych momentach filmu. Twórcy mieli zamiar pokazać niemal 10 różnych punktów widzenia na ten zamach i to im się udaje – kosztem czegoś innego. Główna para terrorystów ukazana zostaje jako nieudacznicy, przynajmniej na początku. Angażują się w sprawę, bo ich grupa traci na popularności, więc muszą zrobić coś dużego. Gdy dochodzi co do czego, są bardzo łagodni – w domyśle humanitarni, ale przesadzono z tym. To po prostu nie są wiarygodni terroryści, których ktoś mógłby się autentycznie bać. To bardziej ludzie, których bierzesz pod ramię i dogadujesz się z nimi z boku, żeby poszli na kompromis. Trochę to uproszczenie kuje w oczy, mimo to trzeba przyznać, że film odnosi sukces. Mamy tu Niemca walczącego o prawa Palestyńczyków gnębiony poczuciem winy i czujący się jak Nazista, porywając samolot z Żydami na pokładzie. Mamy Afrykańskiego polityka, który chce wykorzystać całą sytuację, aby przypodobać się politykom z innych krajów Afryki. W końcu mamy polityków z Izraela – jeden chce interwencji militarnej i stoi twardo za tym, by nie negocjować z terrorystami. Drugi z kolei rozumie sytuację szerzej i mówi, że kiedyś trzeba będzie rozmawiać, bo inaczej będą w akcie wiecznej wojny. Tutaj udaje się zaprezentować obie strony konfliktu w lepszym świetle – teoretyczni opresorzy mają prawo do tego, co robią, a przynajmniej w pewnym stopniu. Ich żądania nie są roszczeniowe, to autentyczne bycie przypartym do ostateczności. Jest tu potencjał, ale znowu – nie pokazano sytuacji Palestyny, jedynie dwa razy o niej wspomniano, więc nie możemy w pełni zrozumieć naszych bohaterów. Może to było poza możliwościami twórców? Kto wie? Wiem tylko, że otrzymałem kompetentny film o prawdziwych wydarzeniach, który sprawił, że chcę się sprawie bliżej przyjrzeć. Jest ludzki, trzyma w napięciu i ma taniec. Jestem usatysfakcjonowany!

★★★★

Are You Volleyball?! (2017)

Pozytywny tytuł o uchodźcach próbujących przekroczyć granicę, jednak strażnicy jej pilnują. Uchodźcy zaczynają więc grać w piłkę, jedno prowadzi do drugiego i jakoś tak się dzieje, że strażnicy grają z uchodźcami w siatkę. Przyjemne i pełne dobrej woli, ale jakby na końcu wyszedł Messi reklamujące Pepsi to byłoby to lepsze zakończenie.

★★★★
Score muzyka filmowa

Score – muzyka filmowa (2016)

Dobry pomysł – historia muzyki filmowej opowiedziana przez kompozytorów muzyki filmowej, historyków czy muzyków, którzy zaczęli tworzyć na potrzeby kina. Od okresu niemego po współczesność, największe rewolucje i zmiany, pamiętne momenty i te ulubione. Słucha się ludzi mających pasję i różne podejście do zagadnienia, na zmianę z tematami muzycznymi, które wszyscy kochamy (Szczęki, Dobry zły i brzydki, Władca pierścieni). Problem w tym, że ten dokument nadużywa gościnności – po godzinie robi się męczący i chciałem już tylko, by się skończył. Za to punkt w dół (wciąż warto).

★★★
W imie ich matek historia Ireny Sendlerowej

W imię ich matek. Historia Ireny Sendler (2011)

Pełny i kompetentny dokument, chociaż trochę zbyt często korzysta z technik Nie do wiary„. Mam nadzieję, że ktoś poza trzema osobami pamięta „Nie do wiary„?

★★★★
Bogdan i roza

Bogdan i róża (2017)

Ona mu sypie soli do herbaty, on dokręca jej słoiki, ona zalewa mu telewizor w czasie meczu… Jakby mieli po pięć lat, wtedy to byłoby zabawne, ale mają po 50+ i tak się zachowują… To smutny efekt kilku dekad tortur, przykro to oglądać. A twórcy robią z tego komedię, podczas gdy widownia śmieje się i klaszcze, mówiąc „ja mam tak samo w domu, hehe„.

Huidzeer

Huidzeer (2017)

Opowieść o samotnym człowieku z happy endem. Dobrze opowiada o potrzebie kontaktu z drugim człowiekiem, ale w sumie bardziej to wygląda jak film instruktażowy dla przyszłych pielęgniarek.

★★★
Welniaki

Wełniaki (2018)

Rewelacyjna realizacja poklatkowej opowieści, której nie będę pamiętać. Jest słodko!

★★★
Eldorado

Eldorado (2018)

Dokument o uchodźcach. Ładnie z jego strony, że stara się pokryć temat od początku do końca, ale też mówi same raczej powszechnie znane rzeczy. Na plus wzruszająca opowieść osobista autora.

★★★
Tamtej nocy

Tamtej nocy (2018)

Jakby Patryk Vega tworzył w Północnej Korei, to wciąż byłoby mu wstyd stworzyć ten short o kobiecie, która trafiła na agresywnego policjanta. Ilość przekłamań w stosunku do rzeczywistości nie tylko wywołuje mdłości, to jest faktyczna obraza. Nie mówię, że ta historia nie mogła się wydarzyć, bo pewnie mogła, ale opowiedziana jest w taki sposób, że po pierwsze – jest to pogarda widzem, że ten coś takiego mógłby kupić, a po drugie: to obraza kobiety, która pierwotnie przeżyła tę historię. Jeśli ona faktycznie istnieje, to jest to niewyobrażalne skurwysyństwo w stosunku do niej. Uwierzą tylko ci, którzy wierzą też w chirurgów specjalnie amputujących zdrową kończynę. Przez chwilę byłem gotów przyrzec już nigdy nie oglądać krótkich metraży na festiwalach. Gorzej być nie może.

Genesis

Genesis (2018)

Z całą pewnością solidny i udany tytuł. Punktem wyjścia jest fala zabójstw Cyganów na Węgrzech sprzed kilku lat. Nie na tu analizy lub faktów historycznych, widz otrzymuje tylko historię trzech osób, których los połączył z tamtymi wydarzeniami. Fabuły to naprawdę znakomite – bogate, różnorodne i przede wszystkim bardzo filmowe. Szczególnie spodobało mi się element budowania wspólnoty pomiędzy trójką bohaterów – każde dużo milczy, schodzi pod wodę, aby zaznać spokoju, mają relacje z psami itd. Zostaje tylko pytanie, co twórca chciał przekazać swoją produkcją? Bo albo mówią nic, albo mówią takie banały, że nie biorę ich pod uwagę. Jeśli się mylę, to „Genesis” opowiada o tym, że przemoc rodzi przemoc. Albo, że Cyganie to też ludzie. Ambitne rzeczy, bez dwóch zdań. Dopiero w scenie przed sądem, gdzie tłum obywateli wyrażał dziką agresję, zobaczyłem „coś więcej„, ale było już za mało czasu. Ten seans syci, chociaż zapewne jest pusty.

★★★★
Panic attack

Panic Attack! (2016)

Kolejny żart animowany, ale tu już jest właściwie też samodzielna produkcja. Warto obejrzeć wizualizację ataku paniki i natłoku negatywnych myśli.

★★★★
Lower Heaven

Lower Heaven (2017)

Relacja dwóch śniadych braci. Na zasadzie „Tylko ja mam prawo bić mojego brata„. Jest ok, chociaż jakby puenta jakaś była, to bym ją docenił.

★★★
Prosze o cisze

Proszę o ciszę (2017)

Z kamerą wśród dzieci głuchoniemych. Bez taniości – tylko pokazanie, jak dorastają, jak działają ośrodki wychowania. Gadają o piłce, o obiedzie wigilijnym, po prostu. Niby nic, ale jednak warto rzucić okiem.

★★★
Inne spojrzenie

Inne spojrzenie ("Egymásra nézve", 1982)

Film o relacji dwóch kobiet, które kochały się, ale nie chciały i nie mogły. Niemal w całości jest to kino oparte na emocjach, nie ma tu wiele treści – czyli czegoś w stylu „dlaczego się kochają?” – ale to nie tego rodzaju produkcja. Tutaj są spojrzenia, zbliżenia i dotyk oraz tęsknota i wędrujące oczy. Działa!

PS. Film powinien się skończyć z 30 minut wcześniej, kiedy robiono pączki. Potem jest tylko teza na pierwszym miejscu i dobitne pokazywanie, że homoseksualizm bohaterek nie jest celem produkcji, jedynie metaforą indywidualności obywateli na Węgrzech i relacji takich ludzi z władzami. Wcześniej ta teza była tylko na trzecim planie, ale potem to już można było zapomnieć, że pierwsza godzina filmu miała miejsce. I jakby tego było mało, to jeszcze twórcy poczuli się w obowiązku przedstawić lesbijki światu i odpowiedzieć na pytanie „jak one to robią„. Bez powodu innego niż fakt, że takie były czasy.

★★★★
Szczescie

Szczęście (2017)

Autentyczna „Magnolia” na ulicach Warszawy w okolicy politechniki i placu konstytucji. Jedna osoba ma kłopoty w związku, druga próbuje w speed-dating, trzecia jest trenerem pozytywnego myślenia. Naprawdę dynamiczne, zabawne kino ze znakomitą puentą. Udało się poprzez akcję opowiedzieć o tym, o czym twórca chciał powiedzieć – szczęściu trzeba pomóc, szczęście wymaga… Szczęścia. Na to nigdy nie jest za późno. Plus Robert Gonera udowadnia, że wciąż jest wyśmienitym aktorem. Warto obejrzeć!

★★★★★
Heimat

Heimat (2017)

Przykład produkcji, która albo jest fatalnie napisana, albo napisana bezbłędnie – opowiada w końcu o rodzinie, która się nie dogaduje. Delikatnie mówiąc. Kiedy dwie osoby ze sobą rozmawiają, to rozmawiają na dwa zupełne tematy – a to dopiero początek. Trudno się to ogląda i nie jest łatwo jakoś to podsumować. Nie jestem pewien, czy pani reżyser dała radę nad tym zapanować i opowiedzieć o tym, co chciała. Jedynie zdjęcia mnie przekonują, że ten short wyszedł tak, jak miał wyjść.

★★★
Aurora

Aurora (2017)

Budżetowa „Utoya„. Więcej nie musicie wiedzieć. Jedno statyczne ujęcie, nic się w obrębie kadru nie dzieje, wszystko tylko słychać. Czy to w ogóle film, to już inna dyskusja, ja się przypierdalać nie będę – wszystko w tej produkcji pasuje do siebie. To spójna konstrukcja, przy której lenistwa raczej nie było, ale nie chcę nikogo zachęcać do tworzenia takich pocztówek.

★★
Dom pod czerwona latarnia

Dom pod czerwoną latarnią ("Egy Erkolcsos ejszaka", 1977)

Ostatnie czego bym się spodziewał po starym węgierskim kinie, że otrzymam rutynę Adama Sandlera, tylko wolniejszą, suchą i pozbawioną sensownej konstrukcji. U Sandlera jest przynajmniej jakieś pogodzenie się na koniec, bo rodzina jest najważniejsza, a Karol Makky opowiada tylko o doktorze mieszkającym w burdelu, bo prostytutki go lubią (bo ma dużego penisa), ale przyjeżdża mama doktora i trzeba przed nią udawać, że to tak naprawdę porządny dom. No cóż. Na plus zapewne jest to, że „Dom…” opowiada pod przykrywką kiepskiej komedii o tamtych ludziach w tamtych czasach – różnicach pokoleniowych, zagubieniu, poszukiwaniu pomocy bez wierzenia, że ona istnieje.

★★★
Plomienie

Płomień ("Burning", 2018)

Trzymający w napięciu thriller, który wymaga oglądania z kluczem. Nie jest to kino gatunkowe dające odpowiedzi na gatunkowe pytania – kto zabił, co się stało, kto kim jest? Tu trzeba zadać inne pytania, wtedy dopiero można zrozumieć zamysł twórcy, który wykorzystał historię o zazdrości do swojego filmu, który opowiada… O czymś innym. Powiedzmy, że to jest o ludziach, którzy szukają odpowiedzi, ale nie chcą ich znaleźć. O odbieraniu telefonu, chociaż nikt nie dzwoni.

★★★★★

INTERPRETACJA

Interpretacja: kluczowa jest wspomniana na początku zabawa w mima i klucz do tego (przekonanie siebie, że coś jest, chociaż tego tak naprawdę nie ma) jest też kluczem do zrozumienia filmu. Bohater karmi kota, jakby on tam był. Masturbuje się, jakby jego dziewczyna tam była i to z nią odbywał właśnie stosunek. Pod koniec nawet leży w jej łóżku i obca kobieta pomaga mu w udawaniu tego stosunku. Taką właśnie osobą jest główny bohater. Szuka studni, będąc obok niej – gdy ktoś mu mówi, że ona tam była, traci zainteresowanie. Przekonuje sąsiadów do mówienia miłych rzeczy o jego ojcu, chociaż oni tego nie podzielają. O tym właśnie opowiada film – o ludziach, dla których ważniejsze jest wrażenie prawdy niż prawda. A raczej jest to film o dwóch skrajnych postawach wywodzących się z tego samego źródła. Antagonista bohatera wierzy, że nie ma tego, co jest. Bohater na odwrót. „Płomienie” pokazują zgubne skutki jednej i drugiej, chociaż początkowo wszystko wydaje się zmierzać w dobrym kierunku. Ben jest królem świata dzięki udawaniu, że problemy nie istnieją; bohater znajduje miłość życia, chociaż był chamem – wystarczy udawać, że przeszłość nie ma miejsca. Obie postawy są zgubne – Ben nie docenia przeciwnika, a bohater mówi o miłości obcym osobom, obiektowi uczuć przekazuje z kolei nienawiść. Nikt na tym dobrze nie wychodzi.

Inner Me

Inner Me (2016)

Opowieść o ludziach, którzy mieli pecha w życiu. Tylko prezentacja bez historii, ale udaje się powiedzieć, co chcieli. Trochę tylko nadużywa gościnności, trwająca trochę za długo.

★★★
Kleptomami

Kleptomami (2017)

Kobieta kradnie w sklepie i żeby się wykręcić, zaczyna opowiadać o trudach odbycia porodu i życia po nim. Ochroniarz zszokowany słucha i zapomina, po co w ogóle zatrzymał kobietę. Mnóstwo energii, humoru i pomysłów.

★★★★
Comments

Comments (2017)

Ekranizacja komentarzy na YouTube. Pomysł wyjściowy beznadziejny, ale realizacja naprawdę cwana. Szybka, pomysłowa i nikt nie nadużywa cierpliwości widza. Plus!

★★★
Milosc

Miłość ("Szerelem", 1971)

Statyczne kino z Europy o ludziach czekających biernie na koniec filmu. Sprawdza się jako obraz tamtych czasów i tamtej władzy, ale bohaterowie pewnie byliby równie bierni, nawet gdyby żyli w kapitalizmie. Lektura opisu zbyt mocno może zastąpić sam seans, wyróżnia się jedynie eksperymentalny montaż, tylko on wprowadza trochę energii czy napięcia.

★★★

Rodzina (2017)

Jakiś chłop zrobił dziecko upośledzonej kobiecie, a potem na nią krzyczy, że ta robi upośledzone rzeczy (karmi dziecko piersią, przyjmując jednocześnie leki psychotropowe). Następnie jest zabawa w odebranie praw do dziecka, więc zaczyna się festiwal oskarżania wszystkich o rasizm (kobieta jest z Nigerii, w Polsce mieszka 9 lat). I tak przez 20 minut. Jakby tego było mało, to jeszcze realizacja jest niechlujna – dochodzi do sytuacji, że akcja przenosi się za granicę, a ja o tym się dowiaduję dopiero wtedy, gdy bohaterowie wracają do Polski. Denerwujące doświadczenie.

Techno (2017)

Relacje rolnika i jego chorej umysłowo żony. Przedstawienie choroby całkiem dobre, ale to chyba jedyny powód, aby ten tytuł powstał.

★★★
Córka

Córka (2017)

Chwytliwy temat i kreowanie rzeczywistości tak, jak twórcom wydaje, że ona wygląda. Ponadto aktorzy zachowują się i mówią tak, jak im reżyser mówi, zamiast robić to, jak ludzie. Niby historia o zgwałconej (czy aby na pewno?) córce i jej ojcu jest kompetentna, ale coś mnie skręca w środku, że ci sami ludzie mieliby kiedyś opowiedzieć o jakimś temacie w pełnym metrażu. Wolność twórcza to jedno, ale pod względem dojrzałości pasują tylko do tworzenia „Planety singli 3” czy coś.

★★
O ojcach i synach

O ojcach i synach ("Of Fathers and Sons", 2017)

Największą siłą tego dokumentu jest jego obiektywność – przedstawia on sytuację bez żadnego innego celu niż taki, że tak wygląda czyjeś życie. Bez potępienia, bez przychylności, bez udawania. Dopiero ostatnie zdanie filmu pochodzi od reżysera i przedstawia jego stosunek do tych wydarzeń – ale nie będzie ono takie, jak myślicie. Największą słabością „O ojcach…” jest jego stosunkowa przewidywalność – jeśli przed seansem usłyszałbym, że obejrzę obraz o życiu radykalnych bojowników islamu, to mniej więcej to bym sobie już wcześniej wyobraził. Nie czuję się szczególnie zaskoczony lub by moja wiedza na ten temat się poszerzyła. Liczą się jednak szczegóły – dzieci na początku dla zabawy skaczą przez oponę. Pod koniec ta opona płonie, a dzieci skaczą nie dla zabawy, ale w ramach treningu. To po prostu ich świat, innego nie znają i wszystko w ich życiu przygotowuje ich do zostania bojownikiem. To w sumie też coś na kształt minusu tej produkcji – nie czułem się przekonany. Bojownicy są bohaterami w swojej historii, ale ja będąc z boku, nie mogłem im tego przyznać. Nie, żeby przemoc kiedykolwiek mogła być uzasadniona, ale nie czułem, abym na ich miejscu wciąż patrzyłbym na świat tak jak oni. Wręcz jestem pewien, że zbuntowałbym się wobec nich. „O ojcach…” umie mimo to zrobić wrażenie – szczególnie w trakcie spokojnej rozmowy przy oglądaniu okolicy przez lunetę karabinu. Strzał pada w połowie słowa, ktoś tam zginął. To normalne życie dla tych ludzi

★★★★
Siostry

Siostry (2017)

Dokument o zakonnicach. Niby nic, bo tylko jedzą i grają w scrabble oraz próbują zawołać osła, ale i tak wyszła ciepła, uczciwa produkcja. To w końcu nie jest wina twórców, że nagrany materiał nie oferował im wiele okazji.

★★★
Fanatyk

Fanatyk (2017)

Zwierzenia nastolatka na temat tego, jak to jest dorastać z ojcem, który kocha wędkować. Bardzo polski, bardzo śmieszny („Czasami, jak się wkurzyłem na starego, to zakładałem konto na forum i go trollowałem pisząc głupoty o rybach. Matka nie nadążała z gotowaniem bigosu na uspokojenie„) i bardzo dynamiczny. Co chwila na ekranie dzieje się coś nowego. Niby nie popycha to historii do przodu, ale tempo jest równe od początku do końca.

★★★★
pisze do ciebie

Piszę do ciebie, kochanie (2018)

Opresyjny montaż o komunistycznej Polsce. Chęci przeważyły nad samokontrolą i przejrzystością konstrukcji

★★★
Tsantsa

Tsantsa (2018)

Reklama samochodu chyba. Dwoje Polaków w Norwegii jedzie za szybko i dostaje mandat na 8000 koron. Teraz są w kłopotach. Amatorska produkcja o artystycznych zapędach

★★★