Dunkierka („Dunkirk”, 2017)

Dunkierka („Dunkirk”, 2017)

30 grudnia 2017 Uncategorized 1
dunkirk poster
Christopher Nolan & Hans Zimmer & Hoyte Van Hoytema & Lee Smith
Mark Rylance & Tom Hardy & Kenneth Branagh & Cillian Murphy
Morze & Plaża & Benzyna

Eksperyment, który stał się filmem. Sukces na każdym poziomie.

Trzeba to zaznaczyć od razu: „Dunkierka” operuje między innymi uproszczeniami. Już w pierwszych kilku scenach widzimy choćby żołnierza ustawiającej się tam, gdzie wcześniej strzelał wróg; zaraz potem ten sam żołnierz ściąga portki i kuca, a dopiero potem orientuje się, że ktoś przy nim jest obecny; po scenie bombardowania z kolei niektórzy żołnierze nie podnoszą się – a ocaleni nawet nie spoglądają na nich, by sprawdzić ich stan. „Dunkierka” jest też jednym z tych tytułów, który poświęca logikę po to, by stworzyć bardziej imponujący wizualnie kadr. Przez to czasami możemy patrzeć na ekranie i przez moment odczuć brak naturalizmu w postawie aktorów, bardziej pozujących niż grających – bo tak właśnie rodzą się najpiękniejsze kadry filmu, te najbardziej złożone i treściwe.

Podejrzewam, że „Dunkierka” zaczęła swoje życie nie od pomysłu na samą produkcję, ale na jej formę. Christopher Nolan (reżyser) na tym etapie ma warunki, by realizować, co tylko chce – i to w zasadzie za takie pieniądze, jakie chce. Mogę więc sobie wyobrazić, jak wpadł najpierw na pomysł historii łączącej trzy plany czasowe, każdy trwający inną długość, ale oba będą prezentowane na ekranie jednocześnie. Czy da się to zrobić? Czy to będzie czytelne? Czy to w ogóle ma sens i sprawdzi się jako film?

Odpowiedzi są jak najbardziej pozytywne. Autor temat pod swój eksperyment znalazł w ewakuacji z Dunkierki. Miało to miejsce podczas 2 wojny światowej i z grubsza chodziło wtedy o uratowanie prawie pół miliona żołnierzy, mając do dyspozycji środków tyle, by przenieść mniej niż 50 tysięcy. Historia jak historia, wojna jak wojna, ale to właśnie forma ten film wyróżnia. I muszę powiedzieć, że „Dunkierka” okazała się sukcesem na każdym możliwym polu.

Najbardziej zaskoczyło mnie, jak niewiele w tym filmie jest słów i jak wiele pomysłów mieli twórcy na to, by wyrazić coś spojrzeniami, zachowaniem żołnierzy – czyli obrazem. „Dunkierka” jest definicją wizualnej opowieści. Scenarzysta tak czytelnie prowadzi akcję, że nie musimy nawet znać imion bohaterów – i bez tego wiemy, kim są i ich pamiętamy. Rozumiemy ich zachowanie, co czują i co myślą, tylko poprzez spojrzenie na nich. Zresztą, oni sami między sobą porozumiewają się dokładnie tak samo jak widz z nimi. Doskonała robota. A wizualnie to piękność nad piękności! Sceny latania nad morzem, przelot nieaktywnego samolotu nad plażą, tonące statki pełne ludzi – mogę tylko wymieniać te i wiele innych sekwencji, bo słowa nigdy nie oddadzą piękna kryjącego się w tej produkcji.

Aha – jeśli właśnie kupiliście głośniki w cenie obu nerek i szukacie produkcji, która wykorzysta wasz sprzęt, „Dunkierka” jest idealnym wyborem. Ten film ma dosłownie własny rytm serca, a pierwszym wielki MOMENT jest niemal na samym początku, kiedy to żołnierz biegnie w stronę plaży, a niski podkład muzyczny jest idealnie zsynchronizowany z jego krokami. I tego jest potem jeszcze wiele, wiele więcej. Naprawdę warto nabyć tę produkcję legalnie, zamiast ściągać pliki ważące kilka gigabajtów. Twórcy takich rzeczy oszczędzają właśnie na warstwie audio.

Wracając do tematu eksperymentu, ten udał się jak najbardziej. Tak, są tutaj trzy linie fabularne o różnym czasie trwania – oglądamy więc tydzień z życia żołnierzy na plaży; dzień z podróży zwykłego obywatela, który swoją prywatną łodzią udaje się w kierunku plaży, aby pomóc wojakom; a także godzinę z życia pilota wojskowego, który leci, aby pomóc walczącym w starciu z przeciwnikiem w powietrzu. Efekt jest doprawdy niezwykły – całość jest spójna, żaden z wątków nawet raz nie przeszkadzał podczas seansu poprzez zabieranie uwagi od innego. Jest wprost przeciwnie: te wątki zaczynają się wspierać nawzajem, tworząc coś więcej – chociażby w scenie, w której zarówno pilot lądujący na środku morza, jak i żołnierze ewakuujący się z plaży w dziurawym kutrze zaczynają tonąć. Uciekający z każdym hektolitrem czas wydaje się wtedy ponad podziałami, jakby to cały świat tonął, a nie tylko te dwa punkty, oddalone od siebie o wiele kilometrów. Nie pomaga przecież wtedy nawet przejście do innego wątku, innego czasu i innego bohater – bo u niego jest dokładnie to samo. A im bliżej finału tym zamysł twórców spełnia się coraz wyraźniej. W końcu dochodzi do tego, że poszczególni bohaterowie spotykają się, a widzowie są na tyle zaznajomieni z nimi, że można już pokazać mu akcję jednocześnie pod każdym możliwym kątem. Wszystkie zalety filmu kulminują się wtedy – doskonałe korzystanie z języka obrazu, dźwięk, montaż, wizualne piękno… To trzeba zobaczyć.

Najważniejsze jest oczywiście, że ten film działa jako film, jako opowieść. Kolejna produkcja w kostiumie drugiej wojny światowej, jeden tylko epizod, na dodatek bez komentarza z perspektywy czasu. Nie ma tu nawet jednej uwagi w stronę rządzących lub dowódców. To nie jest też szczególnie przyjemny epizod konfliktu, żeby o nim opowiadać z głową do góry. Mnóstwo ludzi umarło, cała operacja była katastrofą do kwadratu i mało kto rozumiał z tego cokolwiek, bo z boku wszystko to było jedynie statystyką. Twórcy podchodzą do tego w następujący sposób: udało się chociaż tyle. Mogło być o wiele gorzej. A znalezienie chociaż jednej uniwersalnej pozytywnej nuty między całym tym chaosem jest czymś, co umiem docenić.

PS. Na Chili pisze niby, że film jest z polskim dubbingiem. Jednak nie. Są polskie napisy albo je wyłączasz, to wszystko.