Dawno temu w Ameryce („Once Upon a Time in America”, 1984)

Dawno temu w Ameryce („Once Upon a Time in America”, 1984)

17 kwietnia 2018 Gangsterski 0
once-upon-a-time-in-america
Sergio Leone & Ennio Morricone & Tonino Delli Colli
Robert De Niro & James Woods
Brudne miasta & Melancholia

Poezja kinowa. Podróż w czasie, przestrzeni i umyśle głównego bohatera, któremu nic już nie zostało poza wspomnieniami.

 

Noodles to dorosły przestępca, który musi uciekać przed policją. Tuż przed podróżą na koniec świata chce zabrać zawartość pewnej walizki, ta jednak okazuje się pusta. Bez niczego, mając jedynie płaszcz, znika na 35 lat – wraca w momencie, kiedy otrzymał wiadomość. Nie wie, od kogo – tak samo, jak nie wie, kto wszedł w posiadanie zawartości walizki. Wie jedynie, że ktoś, kto wie, kim Noodles jest, wie również, gdzie ten się ukrył. Powrót z kolei wywołuje wspomnienia. Umysł naszego bohatera cofa się o blisko 50 lat do momentu, w którym był małoletnim cwaniakiem i razem z przyjaciółmi przytulał pijaków, by zabrać im zegarek. Zawierał wtedy przyjaźń na całe życie, poznawał co to seks, władza i poświęcenie. Wrócił do 1920 roku.

Tak jak Aaron Sorkin wypełnia przestrzeń słowem, monologiem, rozmową i kłótnią, tak Sergio Leone wypełnia przestrzeń obrazem, tworząc prawdziwy krajobraz w montażu i narracji opartej na spojrzenia i przeskokach czasowych, ale też muzyce i nostalgii. Warstwa dźwiękowa jest niesłychanie bogata, opowiadając historię przedstawioną w filmie na własną rękę. Ilość pięknych momentów w tym obrazie dorównuje „Pejzażowi we mgle” – pierwsze 35 minut, będąca kwintesencją podróży przez czas i umysł głównego bohatera, to czysta magia kina, a potem jest choćby scena tańca, wszystkie ujęcia kręcone z oddali lub z udziałem morza. Nawet jedzenie ciastka jest magiczne, chociaż obawiałem się tej sceny – w końcu znałem jej zakończenie, czy może więc jeszcze działać – okazało się, że niepotrzebnie, bo to przede wszystkim symbol dzieciństwa był. Chłopak wydał majątek, żeby koleżanka zrobiła mu przyjemność, ale gdy przyszło co do czego, to słodycze były dla niego ważniejsze.

Takich rzeczy w „Dawno temu w Ameryce” jest mnóstwo, ale najbardziej wciąż ujmuje tu wymowa całości, mieszająca historię o dzieciństwie, prohibicji, przestępczości, brutalności i utracie w jedną opowieść o niewyrażonym smutku nad życiem ludzi, którzy utracili na tym świecie wszystko – z wyjątkiem wspomnień. Na to z kolei nakłada się senna atmosfera i zagadkowe zakończenie, które każe nam zastanowić się nad tym, ile spośród tego, co zobaczyliśmy, było prawdą, a co tylko imaginacją głównego bohatera? „Dawno temu w Ameryce” to bardzo ważna produkcja w historii kina, złożona z wielu warstw i przewidziana do wielokrotnego oglądania. Takich tytułów nie ma wiele.

Jeśli po blisko czterech godzinach mam ochotę oglądać film od początku… To już wiem, że to jest możliwe.

Spoilery

To nie jest dla mnie moment, aby pisać jakieś szersze prace o tym filmie, ale zwróciłem już uwagę na jeden element, czyli nieruchome oblicze pewnej dziewczynki imieniem Deborah. Ostatnio zetknąłem się ze stanowiskiem, że aktorstwo Jennifer Connely jest bardzo nieruchome, a powodem ku temu jest to, aby jej twarz zawsze była piękna (kiedy masz ekspresję, to masz zmarszczki). Tak właśnie jest w „Dawno temu w Ameryce„, kiedy w swej dziecięcej roli jest bardzo sztywna i nieruchoma. Początkowo myślę sobie – „no baba grać nie umie i tyle„, ale oglądam dalej, coś w tym przecież musi być. Potem są czasy dojrzałości u bohaterów, inna aktorka, ale znowu – zero ekspresji twarzy. Dziwne, ale tylko do momentu, kiedy Noodles ją zgwałcił. Spotkał ją potem jeszcze tylko na peronie, gdzie ujrzał jej twarz – zamarłą, wycofaną, patrzącą na niego z pustym wzrokiem. Odjeżdżała pociągiem i to było jego ostatnie wspomnienie o niej, które zabrał ze sobą, zanim zniknął na 35 lat. W tym kontekście martwa twarz Deborhy nabiera nowego znaczenia – w końcu cały czas oglądamy retrospekcję, a więc tak Noodles zapamiętał ją i tak ją widział, nawet gdy miała tylko kilka lat.

Odważny ruch ze strony reżysera, poprowadzić dwie aktorki, by specjalnie grały jak drewno – jeśli oczywiście wszystko prawidłowo odczytuję. A wy co o tym myślicie?