Community

Community

14 listopada 2015 Komedia 0
community poster
Dan Harmon

„We’re gonna fly to school each morning, we’re gonna smile the entire time…”

Po 6 sezonach

„South Park” i „Scrubs” łączy jedna cudowna cecha: uniwersalny świat, w którym wydarzyć się może absolutnie wszystko, a jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia twórców. W obu produkcjach jednak podchodzono do tego z innym nastawianiem – z jednej strony jest Bill Lawrence, któremu udało się połączyć to z naciskiem na realistyczną stronę całości. Rozumiem przez to, że główni bohaterowie naprawdę wykonywali swoją pracę, leczyli pacjentów, dorastali i dojrzewali. Duet Trey Parker & Matt Stone postanowił na absolutną umowność – trójka głównych bohater już bodaj 10 sezonów chodzi do czwartej klasy (nie pamiętam, w której serii zdali z trzeciej), kosmici pojawiają się przynajmniej raz do roku, a Jezus żyje i ma się całkiem dobrze. „Community” połączyło oba te style.

Akcja serialu rozgrywa się na Uniwersytecie Greendale. W tym miejscu zdarzyć się może wszystko a uczniowie – mimo chodzenia na wykłady i tego, że wszystko zaczyna się od założenia grupy uczącej się wspólnie Hiszpańskiego – nigdy tak naprawdę się nie uczą, a scen rozgrywających się w czasie lekcji jest zaledwie garstka. I wszystkie są umowne, a te właściwe (na poważnie) rozgrywają się w domyśle, z dala od kamery. Nie ma właściwie stresów związanych z egzaminami czy zarwanych nocy. Z pozoru wydaje się, że twórcy postawili na festiwal humoru i zbiór gagów bez fabuły, jednak bardzo szybko okazuje się, czym twórcy ją zastąpili: przeszłością bohaterów.

I nawet bez niej są wiarygodni, charakterystyczni i niezwykle szybko widz może się w ich mieszance zakochać. Są wśród nich m.in. Pierce, najstarszy w grupie, grany przez niemal 70-letniego Chevy’ego Chase’a, odpowiedzialny jest za żarty z dziedziny rasizmu, homoseksualizmu i seksizmu (a jest w tym absolutnie cudowny). Jeff, mój faworyt – ten który ma być „tym fajnym”, ale ku mojemu zaskoczeniu on naprawdę jest fajny! Niezwykle sympatyczny, nieformalny przywódca grupy, mający zawsze najlepszy komentarz do całej sytuacji. Abed – człowiek incepcja, umiejący robić głosy, naśladować przyjaciół i sypać żartami czwartej ściany w ilości stanowiącej 3/4 całości serialu. W tle swoje trzy grosze wtrąci senor Chang, nauczyciel Hiszpańskiego, któremu odbije najmocniej, lub dziekan o niepokojącej orientacji (wymienię tylko dalmatyńczyki). To, co tu napisałem to niewiele, bo nie oddam tego, jak ci ludzie ze sobą współgrają w tworzeniu konfliktów, duetów, par i piętrowych żartów w niemal każdej rozmowie. To absolutne mistrzostwo świata i poziom dostępny tylko dla najlepszych – w kategoriach komediowych, oczywiście.

Każdy sezon to jeden rok akademicki zaczynający się jesienią i kończący na początku wakacji, w środku są odcinki halloweenowe, świąteczne, walentynkowe i coś tam wspomną o sesji. Nie ma tu większej ciągłości fabularnej, czasami tylko ktoś odwoła się do sytuacji z poprzednich odcinka (najprawdopodobniej będzie to złamaniem czwartej ściany). W środku tego wszystkiego jednak twórcy zaskakiwali mnie, wprowadzając umiejętnie elementy dramatyczne, czyli wspomnianą przeszłość bohaterów. Pierce ma za sobą siedem rozwodów, Shirley samotnie wychowuje dwójkę dzieci, a historię pozostałych sami odkryjcie. Są one wplecione bardzo umiejętnie w całość, nie wychodząc ani razu przed szereg, jedynie jako uwiarygodnienie danej sytuacji, np. wyboru, którego postać podejmuje (to również istotne: polubiłem ich za to, co wybierają i jakim wartościom hołdują. Przykładem mogą być zajęcia z antropologii i zadanie domowe, w którym muszą uzasadnić, co jest najważniejsze dla przetrwania ludzkiego, i Jeff odpowiada: „Szacunek”). Dochodzi wręcz do sytuacji, że widz nawet i po obejrzeniu 60 odcinków dowiaduje się czegoś nowego o swoim ulubionym bohaterze, który na dodatek wciąż pozostaje spójną postacią. To spore osiągnięcie.

Ani razu nie jest to coś zamieniającego drastycznie całość lub spektakularnego, więc uspokajam: ten serial wywołuje łzy wyłącznie ze śmiechu. I jest w tym bardzo dobry. Twórcy zaskakują przede wszystkim pomysłami na kolejne odcinki – wspomnę tylko o budowaniu fortu z koców, który zaczyna żyć własnym życiem; organizowaniu mafii przy pomocy dystrybucji kurczaków, lub czyszczeniu statku kosmicznego, który zostaje porwany. Po kolejny odcinek sięgałem również z ciekawości – co też twórcy przygotowali tym razem? I właściwie zawsze spełniali obietnicę czegoś niezwykłego.

Muszę też uprzedzić: pierwsze dwa odcinki bardzo mocno odstają od pozostałych. Bardzo mało w nich humoru, a bohaterowie są mocno inni od swoich późniejszych wersji. Pierce jest smutasem łażącym za innymi, starając się, by go polubili. Jeff jest wyraźnie stylizowany na „tego fajnego”, ale taki nie jest (jest dupkiem). Abed jest świrem w niezabawny sposób. Do kolejnych odcinków już zastrzeżeń nie mam, choć nie wszystkie idee twórców przypadły mi do gustu. Choćby granie w bilarda nago lub sesja RPG… Tych i dosłownie kilku innych nie wspominam dobrze. Z całością jednak mam właściwie same dobre wspomnienia. Ten serial ma potężną moc wywoływania uśmiechu – w moim przypadku pierwszego od wielu miesięcy. Sprawdźcie, czy zadziała również na was.

Chcecie więcej?

Najlepsze odcinki: „Introduction to Film”, „Comparative Religion”, „Interpretive Dance”, „Communication Studies” i „Modern Warfare”.

Najlepsze odcinki: „Anthropology 101”, „Epidemiology”, „Cooperative Calligraphy”, „Conspiracy Theories and Interior Design” i „Abed’s Uncontrollable Christmas”.

Najlepsze odcinki: „Remedial Chaos Theory”, „Studies in Modern Movement”, „Urban Matrimony and the Sandwich Arts”, „Virtual Systems Analysis” i „Curriculum Unavailable”.

Najlepsze odcinki: „History 101”, „Paranormal Parentage”, „Cooperative Escapism in Familial Relations” i „Intro to Felt Surrogacy”.

Najlepsze odcinki: „Geothermal Escapism”, „Bondage and Beta Male Sexuality”, „App Development and Condiments” i „Advanced Advanced Dungeons & Dragons”.

Najlepsze odcinki: „Wedding Videography” i „Emotional Consequences of Broadcast Television”.