Climax (2018)

Climax (2018)

30 września 2018 Opinie o filmach 0
climax
Gaspar Noé

Wszystko w tym filmie jest wybitne poza jego duchem. Przede wszystkim dla fanów sztuki tańca.

Po próbie zespół zaczyna brać udział w przyjęciu. Piją przygotowane trunki bez świadomości, że znajdują się tam ciężkie narkotyki. Impreza szybko przeradza się w tragedię.

Muszę napisać, że niemal wszystko jest w tym filmie wybitne! Reżyser wyraźnie rozumie rolę światła, kostiumów i scenografii – jak te elementy mają ze sobą współpracować i w jaki sposób powinno się je wprawiać w ruch. Climax jest obrazem energetyzującym i trzymającym fasom od początku do końca – kopie widza z zaskoczenia i tak kopie aż do końca. Aktorzy oddali się roli bez reszty i poszli na całość, wykonując przed kamerą prawdziwie szalone rzeczy. Najbardziej jednak będą wkręceni kinomani, którzy są też miłośnikami tańca – tutaj Climax lśni najmocniej, bo udało się na ekranie uchwycić zarówno radość z tańczenia, jak i oglądania, jak ktoś inny tańczy. Dawno nie miałem przyjemności oglądać tak roztańczonego obrazu – a tu na dodatek przecież jest to integralną częścią jego realistycznej strony. To nie musical, kiedy wszyscy tańczą, bo tak każe wymóg gatunku. W Climaxie tańczą, bo inaczej nie umieliby żyć. Tańczą, by żyć w ogóle.

Wszystko więc jest u wybitne – poza jednym: duchem filmu i to wystarczy, żebym seans zaliczył do naprawdę nieprzyjemnych doświadczeń. W największym skrócie Climax pokazuje ludzi w stanie po spożyciu ciężkich narkotyków i uczy, żeby tego nie robić (a raczej, aby zachować czujność, kiedy ktoś coś ci daje publicznie). W tym jeszcze nie ma nic złego – są w końcu liczne produkcje, które umieją w subtelny sposób pokazać jedną, krótką chwilę słabości po spożyciu narkotyków, żeby pokazać całemu pokoleniu, żeby po prostu byli ostrożni. Climax nie jest takim filmem. Rzeczy pokazane w tym filmie nie przekonują mnie do tego, żeby trzymać się z dala od narkotyków jakichkolwiek. Przekonują mnie za to, żeby trzymać się z daleka od Climaxu.

Na ekranie pokazano ludzi tak zniszczonych, że cofnęli się do bycia czymś przed zwierzętami – pozbawionymi zarówno intelektu ludzkiego jak i instynktu zwierzęcego. Przestraszeni zaczynają biegać i płakać, przestraszeni na śmierć, zaczynają się krzywdzić nawzajem. Dość powiedzieć, że na wieść o tym, że jedna z kobiet jest w ciąży, zaczynają ją kopać po brzuchu, a następnie zachęcają ją, żeby zaczęła się sama ciąć nożem. I ona to robi. Nie wygląda to, jak u von Triera w Domie, który zbudował Jack – w Climaxie ludzie autentycznie cierpią, a widz tylko na to patrzy. Przykre doświadczenie.

Jakieś przesłanie czy cokolwiek ginie zaraz na początku, bo ja już nie myślę o tym, że narkotyki takie są. To Climax taki jest i tyle. On ma potrzebę być tak wulgarny, krzykliwy i hałaśliwy, niczym aktywistki stojące na ulicy i drące się, że należy wybrać Jezusa jako swojego pana. Znaczy, ta aktywistka jest dalece bardziej elegancka od dzieła Gaspara Noe.

Udowodnił on co prawda, że jest na tyle wybitnym twórcą, że może nawet zrobić reklamę PSA i to wciąż będzie niewiarygodnym kinowym doświadczeniem. Z drugiej strony dusza jego filmu leży gdzieś pod betonem.