Cienie i mgła („Shadows and Fog”, 1991)

Cienie i mgła („Shadows and Fog”, 1991)

25 kwietnia 2018 Komedia 0
gdfgdfgdfg
Woody Allen & Carlo Di Palma
Ogromna obsada
Wiktoriański Londyn na Węgrzech (tak naprawdę to nie)

Fritz Lang, Kafka, Fellini, szczypta Tarra i bardzo dużo Allena.

Obywatel Kleinman zostaje obudzony w środku nocy z powodu dusiciela grasującego po ulicach w nocy, gdy zapada mgła. Policja nie daje rady go złapać, dlatego teraz mieszkańcy biorą sprawę w swoje ręce. Mają plan i potrzebują Kleinmana, ale nie mówią mu, na czym plan polega, ani też, jaka jest jego rola w nim. Kleinman wychodzi więc na miasto, nie mając pojęcia, co tak naprawdę ma zrobić.

Skojarzenia z „Procesem” Kafki są oczywiste – jednak inspiracji jest tu dużo więcej i poziomów. Cała przygoda głównego bohatera po mieście zdaje się podróżą przez wymiary jak w jakimś fantasy, ale bardziej w kierunku takiego „Gabinetu doktora Caligari„. Poszukiwaniem mordercy wydają się zainteresowani tylko nieliczni, wiele osób wciąż podróżuje po ulicach, a nawet sami poszukujący mordercy zdają się mieć inne priorytety niż pojmanie mordercy – a tymczasem ludzie wciąż giną. „Cienie i mgła” powstało w czerni i bieli, akcja rozgrywa się wyłącznie w nocy, niemal każde ujęcie zawiera jakiś element dymu. Za operatorkę odpowiada Carlo Di Palma, który skonstruował stronę wizualną na wzór „M” Fritza Langa, filmów noir, ale dodał też od siebie artystycznego połysku, dzięki któremu miasto pod stopami bohatera zdaje się mówić o tematach egzystencjalnych, pustce życiowej we wszechświecie. Motywy postaci uciekającej z cyrku przywodzi na myśl Felliniego, a niektóre ujęcia – jak spotkanie Malkovicha i Cusacka, albo Kleinman krzyczący do kobiety w oknie – każą podejrzewać, że Allen przed 1991 rokiem dał radę zobaczyć jakiś film Beli Tarra.

Najbardziej imponujące jednak w tym wszystkim jest, że „Cienie i mgła” to przede wszystkim film, w którym widać rękę Allena. We wszystkich dialogach słychać jego finezję (tylko on mógł spytać osobę połykającą miecze o to, co się stanie, gdy ta podczas wykonywania numeru dostanie czkawki), a wymowa całości została bardzo uproszczona – nie trzeba znać tych wszystkich nawiązań i inspiracji, ponieważ to jest przede wszystkim opowieść o ludziach obawiających się zaangażowania w związek. To wszystko. Odkładają na przyszłość ślub, decyzję o poczęciu dziecka, karmią się wymówkami i niespełnieniem, zamiast ruszyć do przodu. To wszystko i nic więcej. Pojedynczy dylemat bliski każdej osobie wśród widowni, rozciągnięty na cały film.

A przynajmniej aż do finału, w którym pogoń za mordercą zyskuje wymiar metafizyczny, złapanie go staje się mniej istotne od udzielenie odpowiedzi na pytanie „Co się stanie, gdy go złapiemy?„, a samo zakończenie… To znak zapytania. Jedno z najlepszych, jakie stworzył Allen, obok tych w „Annie Hall” czy „Życie i cała reszta„. Z całą pewnością warto wybrać się w tę podróż.

PS.

Obsada jest jedną z najlepszych w historii kinematografii. Wyłączając Madonnę, która mnie nie interesuje, zobaczymy tu takie nazwiska jak: David Ogden Stiers, Mia Farrow, John Malkovich, Donald Pleasence, Jodie Foster, Kathy Bates, John Cusack, John C. Reilly, Kurtwood Smith, William H. Macy, Wallace Shawn i Peter Dinklage. A całość trwa poniżej 80 minut, to musi być jakiś rekord, taka „Cienka czerwona linia” lub „Wszyscy ludzie króla” są o wiele dłuższe.