Castle Rock (2018)

Castle Rock (2018)

14 września 2018 Opinie o serialach 0
castle rock
Terry O’Quinn & Sissy Spacek & Scott Glenn & Bill Skarsgård

Utwór w stylu prozy Kinga, którego nigdy nie napisał. W jego DOBRYM stylu.

Po I sezonie

Więzienie w Shawshank otrzymuje nowego naczelnika po tym, jak poprzedni odebrał sobie życie przy użyciu samochodu, liny oraz wysokości. Okazuje się, że przez 30 lat jedno ze skrzydeł więzienia było zamknięte i nieużywane. Podczas inspekcji znajdują tam ukryte pomieszczenie, a tam więźnia. Nikt nie wie, kim on jest, niewiele też mówi. Wspomina tylko pewną osobę – adwokata. Żadna z obecnych osób nie wie, co teraz robić. Jaki powód miał poprzedni naczelnik, żeby trzymać go w takich warunkach przez ponad ćwierć wieku?

Castle Rock to miejsce z prozy Stephena Kinga, która jest inspiracją do całego serialu grozy, jakim jest CR. Poza wspomnianym Shawshank (i powiedzeniu o kuli w ścianie naczelnika) jest jeszcze atmosfera miasteczka Derry (z To) albo hasło Redrum (Lśnienie) pojawiające się w czołówce. Więcej nie wychwyciłem, ponieważ nie jestem większym fanem Kinga. Nie jest to adaptacja jego konkretnego utworu; to raczej historia w jego stylu, której nigdy nie napisał. Muszę dodać: w jego dobrym stylu, a są to słowa ze strony kogoś, kto najbardziej lubi Małych ludzi w żółtych płaszczach oraz Zieloną milę, czyli jego bardziej obyczajową stronę.

Każdy w Castle Rock ma jakąś przeszłość, każde miejsce ma swoją legendę. Wśród bohaterów jest alkoholik, telepata, osoba chora psychicznie (ładnie ujęty temat i przedstawienie perspektywy osoby z zaburzeniami). Tajemnica jest na każdym kroku – nie wiemy, co się stało dekady wcześniej; przyszłość też jest niepewna, podobnie jak intencje i prawdziwa natura wielu bohaterów. Nie ma tu klasycznego antagonisty, a losy bohaterów, pomimo wyraźnie nadnaturalnego podłoża, są przede wszystkim ludzkie. Ich dylematy zdają nam się znajome, można się z nimi utożsamiać.

Castle Rock z jednej strony czerpie korzyść z bycia serialem, z drugiej też na tym traci. Traci, ponieważ drugi sezon jest pewny, ale wymagało to jakiegoś zamknięcia w pierwszym. Stąd pewne skróty i uproszczenia, które otrzymujemy w finale. Byle tylko widz miał poczucie satysfakcji z zamknięcia jednego tomu tej historii, ale też by miał chęć sięgnąć po drugi – co się udało.

(chociaż ponoć każdy sezon Castle Rock ma być oddzielną całością. Wtedy finał pierwszego faktycznie… Jest kiepski)

Tyle z mojej strony o finale. Wspomniana korzyść objawia się za to w najlepszych odcinkach, czyli siódmym i dziewiątym. Oba oferują niezwykłą przygodę na wielu poziomach, wywracając wcześniej przedstawiony porządek świata w serialu. Tego jednak nie dało się uzyskać poprzez przewrócenie strony i rozpoczęcie lektury nowego rozdziału. Żaden z nich nie mógłby działać na papierze, żaden pisarz nie mógłby opowiadać takich rzeczy, ponieważ musiałby łopatologicznie wykładać czytelnikowi swoją wizję. Serial – i ogólnie film – ma ten komfort, że może po prostu pokazać, o co mu chodzi. Ode mnie głęboki ukłon w stronę twórców za wykręcanie takiego numeru.

Jak na razie jest to najlepszy nowy serial tego roku, biorąc pod uwagę jego obecny stan. Jeśli mówimy o przyszłości, to bardziej mnie już nęci druga seria Kiling Eve, po której spodziewam się wzrostu formy. Castle Rock inspirowane jest Kingiem, który ekstremalnie rzadko miał dobre zakończenia, podsumowania. Dlatego, chociaż bawiłem się na nim dobrze, spodziewam się z perspektywy czasu mniej go sobie cenić. Chociaż kto wie, może na koniec CR usłyszę kolejne Boże… czasem Zielona Mila wydaje się taka długa…

Bezimienny Więzień

Uwielbiam tę postać. Grany jest przez Billa Skarsgarda, który rok temu wcielił się w rolę Pennywise’a w filmie To, więc jeśli mamy w pamięci tamtą rolę, to tym bardziej będziemy pod wrażeniem wyciszonego występu Billa w Castle Rock. Jego Bezimienny jest smutny, enigmatyczny i milczący. Sprawia wrażenie istoty nie tylko skrzywdzonej, ale przede wszystkim uszkodzonej. Spowija go atmosfera zła i w jego towarzystwie dochodzi do tragedii (współwięzień umiera na chorobę, której wcześniej nie miał), ale ja miałem wrażenie, że sam Bezimienny tego nie chciał. Nie wiadomo, czy to jego sprawka; czy w ogóle ma te sprawy pod kontrolą. Smucą go wszystkie przypadki przemocy i zdaje się, że to on najbardziej tutaj cierpi. Jest więc najbliższy do bycia naszym klasycznym antagonistą, ale jednocześnie jest też bliski zostania bohaterem tej opowieści.

PS. Z czasem poznajemy imię tego więźnia, więc radzę wam nie czytać opisu ról na różnych portalach poświęconym filmom. Czasami zdradzają takie informacje – zmiany imion albo nazwisk, które podpowiadają np. małżeństwa lub awans w wojsku.