A Canterbury Tale (1944)

A Canterbury Tale (1944)

23 czerwca 2018 Opinie o filmach 0
Canterbury
Emeric Pressburger / Michael Powell
Brytyjskość & Wojna & Nadzieja

„Tajemnica Człowieka-Kleja” Bardzo brytyjski, bardzo noir, bardzo katedra. Trzeba zobaczyć!

Żołnierz jedzie pociągiem do tytułowego Canterbury, ale przez pomyłkę wysiada stację wcześniej. Jest środek nocy i okazuje się, że będzie tu musiał przeczekać do rana, ale nie może tego zrobić tak po prostu. Każdy nowy gość w miasteczku musi zgłosić się do miejscowego burmistrza – a to tylko początek poznawania tutejszych zwyczajów. W drodze do urzędu żołnierz oraz grupa, w której podróżuje, zostają napadnięci – nic poważnego, ktoś tylko wylał klej na głosy dziewczynie. Gonią go, ale nic z tego nie wychodzi. Okazuje się, że Człowiek-Klej grasuje po okolicy od jakiegoś czasu i potraktował już w podobny sposób 11 dziewcząt. Młodzi postanawiają zostać i zbadać sprawę, przy okazji poznając okolicę i tutejszych ludzi.

Zagadka kryminalna w stylu „Przygód trzech detektywów” jest tylko początkiem atrakcji. Oto dojrzali, poważni ludzi wyrażają wręcz dziecinną ekscytację z poznawania nowych ludzi i miejsc. W przeciwieństwie do tego są głębokie cienie rodem z mrocznych historii dla dorosłych – wszystkie sceny nakręcone w nocy skonstruowane są niebywale precyzyjnie, widzimy najczęściej tylko kontury postaci, a i tak rozumiemy, kto jest kim i co się dzieje. Prawdziwa sztuka wizualna dla miłośników noir, zapewniam. „A Canterbury Tale” jest jeszcze bardzo brytyjski – starły się na ekranie młodzież amerykańska z brytyjską starą gwardią. Nie bójcie się, że nie zrozumiecie akcentu, bo chodzi tylko o to, że miejscowi mają inne wartości. Kiedy bohaterowie krzyczą, że coś się stało i trzeba coś zrobić, gonić, łapać!, wtedy dla posterunkowego ważniejsze jest uspokojenie krzyczących, zmniejszenie hałasu… Irytujące i urocze jednocześnie. I to wciąż nie jest koniec atrakcji! Zagadka z klejem zostaje rozwiązana w pierwszej połowie filmu, a potem następuje druga. I to jest dopiero tajemnica – pozornie dochodzi do kilku rzeczy i to wszystko, film się kończy. Pytanie tylko brzmi, po co była więc pierwsza część tej historii? To film, który można po prostu obejrzeć i poczuć, albo też usiąść i zastanowić się nad nim. Co ciekawe, w obu przypadkach możemy uzyskać ten sam rezultat.

Istotny jest tu moment powstania opowieści – czas drugiej wojny światowej. Bohaterowie kilkukrotnie wspominają to wydarzenie, są w jego trakcie. Znają ludzi, którzy zostali zabici – i na tym wpływ konfliktu na ich życie dopiero ma początek. Dzięki obejrzeniu dokumentu „The War” (2007) wiem, jak bardzo wyniszczającym doświadczeniem wojna była dla ludzi, którzy zostali w domu. Po trzech latach wydawało się, że nie ma już nadziei na koniec – „A Canterbury Tale” kręci się wokół tej tematyki. Zarówno przywracania wiary w dobry los, jak i przypominaniu o urokach życia. Na tym skończę. Stawcie czoła tej produkcji samodzielnie!

Plus – znajduje się tutaj jedna z najlepszych prób oddania na ekranie emocji, które towarzyszą wejściu do katedr. W mojej opinii – z sukcesem! Muzyka nagle staje się dominująca, kamera spogląda coraz wyżej i wyżej, a sklepienia nadal nie widać, a bohater tylko zmierza przed siebie, w ciszy i głową zadartą do góry. To trzeba zobaczyć!

Cytat

– There’s a lot of funny things in the world.
– What, for instance?
– For instance, why should people who love the contry have to live in big cities? Something wrong.
– Do you belive in miracles?