Brexit: The Uncivil War (2019)

Brexit: The Uncivil War (2019)

4 lutego 2019 Opinie o filmach 0
Brexit
Benedict Cumberbatch

Aaron Sorkin wannabe. Chaotyczne wykorzystanie Brexitu do opowiedzenia o zagrożeniach technologicznych.

★★

W pełni rozumiem pomysł, żeby zrealizować ten tytuł w stylu Aarona Sorkina. Brexit jest w jego stylu – to opowieść o geniuszu, za którym nikt nie nadąża, a który wpłynął na świat. Szybko mówi, jest trochę oderwany od obecnej chwili, myślami wybiega zawsze w przyszłość i ma w rękawie sporo pomysłów. Nazywa się Dominic Cummings i odegrał kluczową rolę w przepchnięciu idei Brexitu do świadomości społecznej, stawiając na rewolucyjny pomysł wykorzystania nowoczesnych technologii w kampanii promującej. Zaangażowano więc w jego roli Benedicta Cumberbatcha, oparto dramaturgię na dużej ilości dialogów, potem to jeszcze podkręcono w montażu.

Efekt jest chaotyczny. Nie chodzi o to, żeby było dużo słów. Chodzi o zbudowanie z nich czegoś, ułożenie w odpowiedniej kolejności i celu. W Brexicie słowa po prostu są, zlewają się ze sobą, nic nie słychać. Jedna z pierwszych scen składa się tak naprawdę z dwóch różnych rozmów przedstawionych równolegle montażowo. Skaczemy z jednej rozmowy do drugiej i osobiście nie byłem w stanie skupić się na żadnej. Musiałbym powtórzyć seans, żeby coś z tej sekwencji wyciągnąć, ale dałem sobie spokój. Nikt w tym filmie nie może po prostu mówić, tutaj cały czas trzeba udziwniać, prowadzić kilka rozmów jednocześnie i z żadnej nic nie wynika. Z off-u leci jakiś dialog, na ekranie ta sama postać prowadzi inną rozmowę, potem robi notatki w zeszycie, potem pisze to samo na ścianie, z off-u zaczyna lecieć inna rozmowa… Kręćka można dostać.

I to nawet nie jest film o Brexicie, tylko o technologii i jej zagrożeniu. Chcecie poznać bliżej temat Brexitu, relacji GB z Unią Europejską, nastroje społeczne czy kulturowe – tego tutaj po prostu nie ma. Zjawisko Brexitu jest tylko pretekstem do opowiedzenia o zagrożeniu technologicznym, jakie umożliwiają media społecznościowe. Teraz każdego można zamknąć w jego własnej bańce bezpieczeństwa i sprzedać mu tylko to, czego on chce. Można wiedzieć, w jaką wizję świata taki człowiek chce wierzyć – i utwierdzać go w tym dla własnej korzyści. Główny bohater na koniec mówi, że chciał zerwać z systemem i zbudować świat na nowo, a tymczasem jego pomysły zostały wykorzystane przeciwko niemu. Zamiast stworzyć coś nowego, powielono stare błędy.

Ja w odpowiedzi mogę tylko rzec: obie idee zasługują na udany film. Tutaj nie zostały zaprezentowane ani też zgłębione w należyty sposób. Mam wrażenie, że sam je lepiej i obszerniej zaprezentowałem w tej krótkiej opinii, niż sami twórcy to zrobili w produkcji trwającej półtorej godziny. Mam więc nadzieję na remake, którego scenariusz będzie mądrzejszy, odważniejszy i o niebo lepiej skonstruowany. Do tego czasu – Brexit.