Blok 99 („Brawl in Cell Block 99”, 2017)

Blok 99 („Brawl in Cell Block 99”, 2017)

25 lutego 2018 Thriller 0
blok 99 poster
S. Craig Zahler
Vince Vaughn & Jennifer Carpenter & Don Johnson
Więzienie & Przemoc & Dwuznaczności moralne

S. Craig Zahler znowu przekracza granice brutalności na ekranie, a Vince Vaughn bije się lepiej niż superbohaterowie w kostiumach.

Bradley Thomas to łysy chłop z wytatuowanym krzyżem z tyłu głowy. Właśnie wyrzucili go z pracy, żona Lauren go zdradza – Bradley demoluje więc swój samochód gołymi rękoma i postanawia naprawić swoje życie. Weźmie inną pracę, mniej legalną, oraz postara się zbliżyć do swojej żony. Mija 18 miesięcy, kiedy to życie naszego bohatera się zmieniło – transportuje narkotyki, ma duży dom a w nim tę samą żonę, teraz tylko jest w ciąży. Kłopoty zaczynają się, kiedy policja interweniuje podczas jednej z dostaw. Bradley Thomas idzie do więzienia.

Fabuła „Bloku 99” jest zbudowana segmentowo – od jednego fragmentu do drugiego, przechodzimy z czasem coraz dalej by za każdym razem odkryć nowy poziom tej historii, który zmienia ciężar całości i diametralnie wpływa nawet na to, o czym całość jest. Zdradzę tylko, że nie jest o handlowaniu narkotykami ani też o naprawie relacji z żoną. Na końcu nawet jest mały zwrot akcji, którego zupełnie się nie spodziewałem. Konstrukcja całości jest zimna i wykalkulowana, przemyślanie wykonana – chociaż jako widzowie skaczemy z jednej opowieści w drugą, to reżyser zadbał o to, byśmy wciąż odebrali „Blok 99” jeden, konkretny film. Tempo jest dosyć powolne, bo oparte na istocie każdego momentu i ciągłym napięciu. Są tu sceny i postaci będące jedynie zmyłką, bez większego wpływu na historię, ale wciąż potraktowano je jak całą resztę – jakby miały być istotne, rozrosnąć się w coś większego, jakby ci ludzie mieli wrócić. Chciałbym też zauważyć, że pomimo obejrzenia półtora sezonu „Orange is the New Black” oraz wielu filmów więziennych, to dopiero tutaj poczułem, że faktycznie wchodzę do takiego miejsca. Realnego, niestworzonego fikcyjnie na czyjeś potrzeby.

Wiele napięcia w filmie wynika z postaci głównego bohatera: Bradleya Thomasa. To naprawdę znakomity bohater jest. W ciągu kilku pierwszych minut widzimy, jak zostaje wyrzucony bez szacunku z pracy, jak doświadcza złośliwości rzeczy martwych – ale nie pozwala wypuścić tych emocji. Trzyma je mocno w sobie, a Vince Vaughn okazuje się tak dobrym aktorem, że potrafił na ekran dostarczyć kamienną twarz, za którą gotuje się frustracja i złość. Bradley wraca do domu, widzi swoją żonę pobitą przez jej kochanka – i tutaj dopiero pęka, niszcząc swój samochód. Wyżywa się na nim gołymi rękoma, niszcząc szyby, wyrywając, co się da i wyrzucając to na bok. Jako widzowie wiemy już, że Thomas jest do tego zdolny. Potem jego życie wcale nie będzie lepsze, dlatego tylko czekamy, kiedy wybuchnie znowu. To może wystąpić w każdej chwili, ale to tylko wstęp, swoisty „pierwszy poziom” poznania przez widza tej postaci, a jest ona bardziej fascynująca, im dłużej o niej myślę. Nie tylko jest to bardzo inteligentna osoba z własnym kodeksem moralnym, ale też jest bardzo zdecydowanym człowiekiem. Kilka razy w trakcie filmu będzie w sytuacji wyboru, którego nie można odwlec na potem. Widać po tym nim, że wykorzystuje każdą sekundę, aby przemyśleć konsekwencje swojej decyzji. On zapewne nawet wtedy nie zastanawia się nad tym, co zrobić – on już to wie, wie, co jest właściwe, ale wciąż bierze dwie sekundy, by zwizualizować sobie konsekwencje wyboru, by podjąć go w 100% świadomie. Takie mam wrażenie. To tym ciekawsze, że w „Bloku 99” za podjęcie właściwej decyzji czekają bardzo surowe kary, a gdy postawi się pierwszy krok, to każdy następny będzie prowadzić w dół.

Tak naprawdę, jeśli miałbym coś filmowi zarzucić to trzy marne dialogi na krzyż oraz fakt, że postać Lauren sprowadza się do suchej „obecności” w tym filmie. Nie jest to przedmiot, bo potrafi się bronić i jest tak silna, jak tego typu historie wymagają, ale mimo wszystko jej wpływ na cokolwiek jest zerowy. To oczywiście wynika z rodzaju fabuły tu opowiedzianej, więc teoretycznie nie ma w tym nic złego, niemniej można byłoby się wysilić i namieszać coś w gotowym schemacie. „Szklana pułapka 2” też by przecież zyskała, gdyby żona McLane’a coś robiła, zamiast siedzieć w samolocie i narzekać, że mąż ją za wolno uratował, zgadzacie się?

Poza tym „Blok 99” jest znakomitym kinem. Nie dla wszystkich, bo dosyć stylistycznym momentami, ale znakomitym. Zahler udowodnił, że warto czekać na jego produkcje, że potrafi dostarczyć niesamowicie satysfakcjonujący finał. Jak amerykański remake „Raid” będzie mieć słabe walki, to wróćcie do „Bloku 99„. Starcia tutaj nie są finezyjne, to niemal obijanie ryja pod blokiem – ale też oni faktycznie obili sobie twarz w tym filmie. A sceny nakręcono z udziałem profesjonalnego choreografa. Obok „Fightera” (2011) kino amerykańskie nie miało ostatnio wielu takich scen. Brutalnych przy tym tak bardzo, że nawet „Wołyń” ustępuje miejsca.

Chcecie więcej?

Nadróbcie koniecznie „Bone Tomahawk” (2015). Podobna produkcja – też brutalna, mało się mówi, a kobiety niewiele znaczą.