Ava (2017)

Ava (2017)

29 grudnia 2017 Uncategorized 3
ava poster
Plaża & Pedofilia & Piesek

Jeszcze jeden taki sam europejski film.

Tytułowa bohaterka spędza wakacje nad morzem… I ślepnie. Ma 13 lat, jej matka ogłasza, że zostały im jeszcze dwa tygodnie wakacji i zrobią z tym czasem wszystko, co tylko mogą. Będzie wspaniale. A ja w tym czasie siedzę przed ekranem z pewnym dyskomfortem, bo motyw utraty wzroku jest dla mnie wyjątkowo nieprzyjemny. 40 minut później przypominam sobie, że ten film miał chyba opowiadać o ślepnącej nastolatce – i chciałbym, żeby do tego wrócono.

Nie mówię w tym miejscu, że ślepnę, bo moja wada wzroku jest od lat na tym samym poziomie. Mówię tylko, że wolałbym, aby moim ojcem okazał się Darth Vader, bo lepiej bym sobie z tym poradził (łapiecie? Bo mam na imię Luke). Ciemność jest obecna w moim życiu tak czy siak. Bardzo rzadko kiedy jestem sam w moim mieszkaniu, świeci się więcej niż jedno źródło światła – i najczęściej tylko po to, by balansować białe światło z monitora komputera. Przez resztę pomieszczeń poruszam się na pamięć w ciemności. Zawsze jak biorę prysznic, to robię to z zamkniętymi oczami. Nie chcę zbytnio się rozpisywać, ale mam trochę takich rzeczy w swoim życiu. Tylko po to, by mieć jakiś delikatne zapewnienie, że poradziłbym sobie jakoś, gdybym wzrok stracił. I to ten strach mi zbija. Piszę to wszystko po to, byście wiedzieli, że oglądanie filmów o utracie wzroku jest dla mnie NAPRAWDĘ nieprzyjemne. A mimo to po 40 minutach miałem ochotę jedynie, by do niego wrócono. Bo to by chociaż uratowało całą produkcję.

Tak się jednak nie stało. „Ava” to po prostu „Jeszcze jeden taki sam film europejski„, czyli:
– kamera głównie z ręki. Operator ponadto nie ma szacunku dla umiejętności kadrowania i organizowania kadru. Byle było czytelne;
– ambientowy score, jedna nuta przez cały film. Kompozytor zasnął na klawiszu;
– brak struktury, całość oparta tylko na jednym pomyśle, reżyser sobie improwizuje. Scenarzysta nigdy nie był zatrudniony;
– aktorzy próbują wielu rzeczy, wszystko skrócone w rwanym montażu. Czasami trudno odróżnić, czy to element sceny, czy aktorzy sobie odpoczywają poza planem;
– nagość. Nawet jeśli bohaterka ma 13 lat, to wciąż musi się rozbierać. O penisach można zapomnieć;
– brak pojęcia o tym, jak działa świat. Zamiast portretowania rzeczywistości twórcy wolą zainscenizować spotkanie z policją, lekarzem lub narkotykami „tak, jak im się wydaje, że to wygląda„;

Film jako taki nigdzie nie zmierza. Plan był taki, żeby bohaterka wykorzystała czas, jaki jej został a zamiast przygnębiającego kina zrobić coś bardziej pogodnego. Reszta wygląda, jakby twórcy nie mieli żadnego planu, tylko kręcili z dnia na dzień, aż im się przestało chcieć. Zachowanie bohaterki i jej matki szybko przestaje być zrozumiałe; historia przestaje nie tylko mieć sens, ale też nic nie ma wspólnego z początkowym zarysem fabularnym; forma filmu z kolei odrzuca lenistwem. Pomijam już cały temat „ślepoty„, ale ignorowanie podczas kręcenia całego bogactwa, jakim cechuje się język filmowy… Na tym etapie to chyba jest już obraźliwe dla mnie. To odpowiednik oglądania filmu na telefonie w jakości CAM przez głośniki tego telefonu, w tramwaju, podczas gdy na drugim telefonie oglądasz mecz piłki nożnej.

Chcecie więcej?

Tańcząc w ciemnościach” (2000) von Triera. Tylko tam matka ślepnie. Zapamiętałem to jako naprawdę mocne kino.