Antyporno („Anchi Poruno”, 2016)

Antyporno („Anchi Poruno”, 2016)

22 grudnia 2017 Uncategorized 0
antyporno poster
Sion Sono
Ami Tomite
To nie jest porno & Kolor żółty

Jeszcze jeden taki sam mindfuck, tym razem w obłędnej stylistyce. Nuda, ale warto!

Kilka kobiet w żółtym pokoju – biegają, wygłaszają przemowy, krzyczą, dotykają się sugestywnie i robią wiele, wiele innych rzeczy. Małe pomieszczenie staje się sceną jak z marzenia, w którym kadr w każdej chwili żyje pełnią życia. Pulsuje, jakby miał zaraz rozsadzić monitor. To zapewne będzie jeden z najlepiej wyglądających filmów, jakie w życiu obejrzycie, zaraz obok filmów Kubricka na ten przykład. Szybko pokój okazuje się tak naprawdę czym innym, wygłoszone uwagi powracają w innej formie, innej scenie, z ust innej postaci. Nie wiadomo, co jest realne, co wydarzyło się naprawdę ani o co tu chodzi. Mętlik jest absolutny. A mimo to po chwili już łapało mnie znużenie. Niemniej – oglądałem do końca, długi ten film w końcu nie jest (niecałe 80 minut). Przysnąłem nawet, musiałem powtarzać kilka minut i…

Tak, to kolejny taki sam „mindfuck filmowy„. Po raz kolejny oglądamy człowieka, który zamyka się w świecie fantazji, gdzie jest zupełnie inny niż w naprawdę, ale rzeczywistość zaczyna pukać do jego świadomości i stąd rodzą się pęknięcia na bańce. To wszystko. Widziałem to już parę razy. Historia stojąca za „zamknięciem się bohaterki” nie jest ciekawa, to po prostu kolejna słaba osoba, która nie umie osiągnąć wielkości, inaczej niż sprawiając pozory potęgi i władzy nad innymi ludźmi. Proces oglądania też nie jest ciekawy, poznawania tej układanki, rozwiązywania jej w trakcie seansu. Na początku pomyślałem: „czyli to jest kolejny mindfuck, tak?”, po czym poczekałem na finał, gdzie wyłożono kawę na ławę. I film się skończył.

Jeszcze raz to podkreślę: film wygląda OBŁĘDNIE. Słowa nijak nie oddadzą tego, co w tym filmie wasze oczy będą mieć zaszczyt zobaczyć. Kostiumy, scenografia, makijaż, muzyka… Rzadko kiedy możemy oglądać produkcje, w których te elementy są tak istotne i wyraźne. Dodatkowe słowo uznania należy się dla Ami Tomite wcielającej się w główną rolę. To zawsze jest najlepszy element każdego mindfucka – oglądanie aktora w roli aktora. I tutaj nic się nie zmieniło. Pani Tomite podołała każdemu wyzwaniu. Ma moje uznanie.

Chcecie więcej?

Perfect Blue” (1998). Anime, ale też zawiera nagie piersi. Poza tym autentycznie dymi pod czachą pod tym filmem. Bliżej mu też do „Czarnego łabędzia” Aronofsky’ego niż Lyncha.