Wszystkie pieniądze świata („All the Money in the World”, 2017)

Wszystkie pieniądze świata („All the Money in the World”, 2017)

19 stycznia 2019 Opinie o filmach 0
All the Money in the World
Ridley Scott

Zapewne jest sztuką zrobić film, w którym przez ponad dwie godziny nic się nie dzieje. Gratuluję?

★★

Był sobie bogaty człowiek imieniem Getty. Porwali mu wnuka. Getty nie chciał zapłacić okupu, więc… cóż, nastąpiło dwie godziny niczego, a potem film się skończył. Całość oparta na faktach z wyjątkiem sytuacji, które były przedramatyzowane na potrzeby scenariusza. Jakie te momenty były, to ktoś musiałby mi pokazać palcem. Pewnie ostatnia rozmowa Wahlberga z Plummerem/Kevinem S.

Naprawdę nic w tym filmie nie ma. Są zdjęcia, scenografia, montaż, ale fabuły czy bohaterów to tu nie ma. Nic się nie dzieje, opowieść stoi w miejscu, a o każdej z postaci dowiadujemy się tylko, jak ma na imię i tyle. Najbardziej doskwiera brak napięcia. Nie uświadczymy go, ponieważ nie wiadomo, co zależy od bohaterów. Czy mają wpływ na cokolwiek? Czy mieli wpływ na cokolwiek? Czy coś w tym filmie potoczyłoby się inaczej, gdyby ktoś z bohaterów zrobił coś innego? Nic się nie dzieje. 140 minut, ponad 10 milionów poszły na produkcję, ale z pistoletem przy głowie nie dałbym radę przypomnieć sobie jednej rzeczy, która się wydarzyła w tym filmie. Strzelali do talerzy w ogrodzie Getty’ego, ale to chyba tyle.

Najwięcej emocji wywołują tutaj… tłumy dziennikarzy, bo to oni wydają się najbardziej przejęci całym wydarzeniem. Faktycznie reagują na wydarzenia, faktycznie dzielą się emocjami, faktycznie są w tej opowieści. Matka reaguje na powrót syna tak, jakby właśnie wrócił ze szkoły. Syn bardziej boi się wracając w finale do domu, niż wtedy, kiedy był więziony i groziła mu utrata życia. Twórcy nie podchodzą do tematu w żaden sposób, nie eksplorują go pod żadnym kątem. Wydaje się jedynie, że nie są przychylni niepłaceniu szantażystom. Najwyraźniej w tych filmach niepłacenie porywaczom jest szlachetne i poprawne tak długo, jak płacącego nie stać na zapłatę. Jeśli go stać, to powinien płacić i już.

W finale z kolei cały dobytek dziedziczy kobieta, która nic w tym filmie nie zrobiła, ale jest czyjąś matką, więc ma wolną rękę. Jej pierwszą decyzją jest zatrudnienie firmy od przeprowadzki tak tępej, że jej pracownikom trzeba mówić „uważajcie, gdy nosicie te meble i dzieła sztuki warte więcej niż nerki wszystkich chińczyków razem warte”. To trzeba mieć talent, naprawdę, ale przynajmniej otrzymaliśmy jeden ciekawy moment w całym filmie. I jest to tylko jeden z wielu przykładów przedstawienia prawdziwych ludzi jako skończonych kretynów, którymi w rzeczywistości być nie mogli. A przynajmniej nie daję rady w to uwierzyć. O porywaczach nie ma nawet co gadać, ich plan to ser szwajcarski, ale choćby Getty powierzający całą ochronę nad sobą w ręce jednej firmy… Serio? Większość ludzi ma drzwi do mieszkania zamykane na dwa różne klucze albo i trzy.